Wątpię, więc jestem. Ekwiwalent


18-04-2017 19:10:23

Choć wśród wiadomości ze świata przeważają niepokojące, to przecież nie brak również inspirujących, a nawet zaskakujących. Do takich zaliczam tę, która nadeszła z Finlandii o ustanowieniu gwarantowanego dochodu w wysokości 500 euro miesięcznie, do którego miałby prawo każdy dorosły obywatel tylko za to, że dorósł i że jest obywatelem Finlandii. Na pierwszy rzut oka sprawa wygląda jak sztuczka Franka Dolasa na arabskim bazarze („ludzie, zwariowałem, pieniądze rozdaję…”). O tym, że jest poważna, utwierdził mnie dopiero Benoit Hamont, kandydat na prezydenta Francji z ramienia socjalistów, który powtórzył obietnicę, podnosząc jednocześnie kwotę do 750 euro miesięcznie.

Odpowiedź na pytanie, dlaczego ludzie rozdają pieniądze, niby nie jest trudna (bo to nie są ich pieniądze), ale w tym przypadku nie chodzi o ludzi, tylko o polityków sprawujących władzę państwową. Władza jest pod ścisłą, społeczną kontrolą i daje tylko to, co musi. Jednym z takich dóbr, które władza we współczesnym państwie jest zobowiązana dać ludziom, jest praca. Przodkowie współczesnych pokoleń tak długo i uparcie walczyli, wołając w pochodach i na wiecach pracy i chleba, aż stało się to ich prawem, a państwa obowiązkiem. Jak bardzo ciąży ten obowiązek naszemu państwu, wiemy zarówno z obserwacji, jak i podręczników. Bezrobocie w miastach i przeludniona wieś były przekleństwem II Rzeczypospolitej, nowe miejsca pracy były stałym motywem przemówień Władysława Gomułki, tkaczki na saksach w Czechosłowacji były wstydem Polski gierkowskiej, a gigantyczne przerosty zatrudnienia ceną za zerowe bezrobocie w statystykach.

Głębokie zmiany ustrojowe zmieniły w  kwestii miejsc pracy w istocie tyle, że zamiast do Czechosłowacji eksportujemy bezrobocie dalej, do krajów Unii. Kłopot w tym, że problem nie jest wyłącznie nasz. Świat osiągnął taki poziom rozwoju, że praca staje się wartością niezwykle cenną i szczególnie chronioną. Rozwój naukowo-techniczny sprawił, że coraz mniej ludzi jest w stanie zaspokoić potrzeby całej populacji. Technika wymiotła ludzi ze wsi, automaty przerzedziły szeregi klasy robotniczej w fabrykach i wszystko toczy się w tym kierunku, że pracy będzie coraz mniej. Wprawdzie rosną także potrzeby. Ile na przykład potrzeba pracy do obsługi samej tylko osoby ludzkiej, której jeszcze niedawno prócz jedzenia wystarczyły buty i odzienie? Dziś naszpikowana od języka po pępek metalami szlachetnymi jak radziecki weteran, ufarbowana niczym afrykańska papuga, faszerowana suplementami diety, połączona kablami ze światem, staje się dobrodziejem dla sporej brygady.

Armia fachowców od reklamy wyłazi ze skóry, by zwykłego homo sapiens zmienić w odmóżdżonego jamochłona. Również sam przemysł wiele robi, by pompować zbyt. Produkcja jest coraz bardziej przetwarzaniem surowców naturalnych na surowce wtórne, a mimo to głód pracy rośnie. Ameryka, która zawsze wiodła prym w kreowaniu potrzeb i gdy traciła prymat w jednej dziedzinie, otwierała w innej nowe horyzonty, dziś się targuje z Japonią o samochody; narzeka na Chińczyków, że kradną jej pracę… A przecież nie każdy naród ma Edisona czy Gatesa; nie każdy kraj ma Dolinę Krzemową.

Jak więc ma pompować rynek pracy taka na przykład Polska? Trochę można uszczknąć z rynku sąsiadów, ale najprościej tłoczyć nadwyżki kadrowe do tych dziedzin, gdzie robi się wiatr, bełta mętną wodę, przelewa z pustego w próżne. Ile by można zaoszczędzić gdyby zamiast pracy dawać im – wzorem Finów – od razu pajdę chleba jako dochód gwarantowany. W zamian żądając jedynie, by przestali usprawniać, wychodzić z inicjatywą, doskonalić, procedować…, żeby się zamknęli i dali na spocznij. Niestety, na tym tle dopiero widać, jak nas srodze zawiodła natura, puszczając obok nosa nadzieję na gaz łupkowy. hen

Komentuje Waldemar Rukść

14-15
Aktualny numer WSZYSTKIE
eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl