Oni budowali Nigerię


15-07-2017 14:22:29

Parę tygodni temu Polska została po raz 6. wybrana na dwuletnią kadencję niestałego członka Rady Bezpieczeństwa ONZ. Mało kto dziś zdaje sobie sprawę, że do naszego znaczącego sukcesu na arenie międzynarodowej przyczynili się polscy inżynierowie.

W latach 1960–90 polscy specjaliści byli zatrudniani legalnie w wielu krajach tak zwanego wówczas III świata, w ramach specjalnych umów państwowych. Zatrudnianie za granicą było prowadzone przez polskie przedsiębiorstwa handlowe lub budowlane na kontraktach indywidualnych lub zbiorowych. Wśród nich szczególnym „popytem” cieszyli się absolwenci Wydziału Melioracji Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego.

Chcąc przybliżyć te mało znane fakty, grupa inżynierów z SGGW, działająca w Klubie Wychowanków tej uczelni, wspólnie z Towarzystwem Polsko-Nigeryjskim przygotowała pod kierunkiem mgr. inż. Wiesława Grabowskiego prezentacje pokazujące ich pracę, życie i działania w ramach tych kontraktów. Po powrocie do kraju kilku z nich sporządziło opisy swojej pracy. To opracowanie liczy dwa tomy, bogate w różne źródła: mapy, zdjęcia, tabele i dokumenty. Materiały te były kilkakrotnie wystawiane. Przede wszystkim w macierzystej SGGW, a w kwietniu i maju br. także w gmachu Warszawskiego Domu Technika NOT.

Jak to w Nigerii bywało

Zacznijmy zatem od początku, czyli jak to się zaczęło… Dwudziestu dwóch polskich inżynierów meliorantów, pracowało w latach 1970–90 w Afryce. Głównie byli zatrudnieni w Nigerii na podstawie kontraktów indywidualnych organizowanych przez Przedsiębiorstwo Handlu Zagranicznego Polservice. Kandydatów do pracy przygotowywano na Podyplomowym Kursie Szkolenia Ekspertów przy Studium Afrykanistycznym na Uniwersytecie Warszawskim. Byli szkoleni w zakresie m.in. znajomości warunków polityczno-gospodarczych, klimatyczno-glebowych oraz znajomości języka angielskiego lub francuskiego.

Przedstawiciel kraju zawierał z kandydatem kontrakt. Kontraktor dostarczał bilety, określał miejsce pracy, stanowisko, okres pracy, wysokość uposażenia, ubezpieczenie, warunki zamieszkania i transportu w Afryce. Polservice ustalał wysokość opłat zatrudnionego oraz zapewniał wyjeżdżającemu i jego rodzinie pomoc w kraju i zagranicą, paszporty i ubezpieczenie w Polsce.

Specjaliści z SGGW byli zatrudniani do prac, m.in. w Ministerstwach Robót lub Rolnictwa w Nigerii (Federal Ministry of Works, Federal Ministry of Agriculture), Dyrekcjach Robót Wodnych lub Rolnictwa w stolicach stanów (Nigeria jest republiką federalną), a także w różnych państwowych służbach zajmujących się gospodarką wodną, zlokalizowanych w Urzędach Gospodarki Wodnej, na określonym obszarze zlewni rzeki (w Nigerii zwanych River Basin Development Authority), w Zarządach Zaopatrzenia w Wodę (Water Board Authority), Agencjach Państwowych Zasobów Wodnych lub Inżynierii Budowlanej.

Tylko nieliczni pracowali na kontraktach w prywatnych lub zagranicznych firmach danego kraju. Kontrakty były różnie załatwiane… Czasami samodzielnie, ale głównie przez Polservice, co miało o tyle znaczenie, że gwarantowało ważną i istotną w tamtych krajach opiekę oraz ubezpieczenie.

Pieniądze – owszem, klimat – nie bardzo

Uposażenia meliorantów zatrudnionych w Afryce były nieporównywalnie wyższe niż w tym czasie w Polsce. Jego wysokość zależała od znajomości języka, stażu pracy po studiach i długości pracy w kraju afrykańskim. Najwięcej zarabiali melioranci zatrudniani w ministerstwach, firmach prywatnych i agencjach międzynarodowej pomocy, np. w FAO (Organizacja Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa). Zatrudnieni przez Polservice otrzymywali pobory w miejscowej walucie, którą mogli legalnie transferować w dolarach do Polski. Zatrudnieni w prywatnych zagranicznych firmach oraz w agencjach międzynarodowych otrzymywali pobory w dolarach na konta w dowolnym kraju.

Zatrudnieni w Afryce mieszkali przeważnie w większych miastach, gdzie warunki życiowe dla Europejczyków były bardziej znośne, chociaż nie bez trudnego klimatu. Mimo to pracujący byli stale narażeni różne choroby i ataki drobnoustrojów. Większość z nich wróciła do kraju zarażona malarią lub chorobami układu trawiennego.

Wszyscy dostawali mieszkania z pełnym wyposażeniem: klimatyzacją, prądem i gazem. Były to przeważnie domy jednorodzinne, tzw. bungalowy, z dwiema lub trzema sypialniami, z dużym pokojem, osobną kuchnią i łazienką, i obowiązkowo z prysznicem.

Polacy, podobnie jak wszyscy Europejczycy, mieli do pomocy służącego, a niektórzy także miejscowego kucharza. W Nigerii zatrudniało się w domu tylko mężczyzn, przeważnie żonatych. W Calabarze polscy specjaliści mieli przy każdym domu stróżów nocnych, którzy pilnowali domu na zewnątrz. W tym czasie w Afryce pracowało dużo specjalistów z Europy, których spotykało się w hotelach i magazynach sklepowych lub na basenach.

W Afryce każdy specjalista musiał mieć do stałego użytku samochód służbowy lub własny, gdyż w tym klimacie posługiwanie się miejscowymi środkami komunikacyjnymi było bardzo męczące. Niektórzy specjaliści mieli samochody służbowe z kierowcą, wielu miało własny samochód lub sprowadzało z Polski Polonezy i Fiaty 125p. Kupowało się je w Polsce za dolary i przysyłało transportem morskim do Afryki.

W tym czasie w Afryce soboty i niedziele oraz wszystkie święta miejscowe, a także obchodzone tam i nasze polskie, były wolne od pracy. Wykorzystując to Polacy urządzali wycieczki turystyczne nie tylko po kraju zamieszkania nad jeziora czy morza, ale także do sąsiednich państw afrykańskich

Przyjaźnie na Czarnym Lądzie

Polacy utrzymywali przyjazne stosunki z Afrykańczykami, z którymi pracowali. Często byli zapraszani na różne uroczystości i przyjęcia rodzinne do zaprzyjaźnionych Afrykańczyków oraz na rożne uroczystości odbywające się w mieście. W Nigerii były to np. imprezy sportowe i uroczystości państwowe na stadionach. Często były to oficjalne party, urządzane w ministerstwach lub u miejscowych notabli wysokiego szczebla. W miastach portowych Polacy byli często zapraszani na cumujące tam polskie statki, gdzie wyświetlano polskie filmy i częstowano ich polskimi potrawami. W zamian wozili załogi statków oraz ich pasażerów na lokalne wycieczki.

Zatrudnieni w Afryce polscy specjaliści mogli sprowadzać rodziny, co było tam dobrze widziane i pozwalało łatwiej znosić trudne jednak warunki klimatyczne. Młodzież szkolna mogła uczyć się w prywatnych szkołach międzynarodowych lub polskich, zaocznie prowadzonych przy uniwersytetach przez pracujących tam polskich wykładowców. Starsza młodzież mogła studiować na miejscowych uczelniach.

Nie wszystko jednak było takie „różowe”. Często zmieniające się rządy wojskowe oraz walki plemienne były przyczyną wojen, eksterminacji lokalnej ludności i szerzącego się bandytyzmu. Bardzo złe drogi oraz chaotyczny ruch samochodowy, a także zły stan pojazdów był przyczyną licznych wypadków samochodowych.

Janusz Kowalski

Wystawa zaprezentowana w Warszawskim Domu Technika NOT zawierała wspomnienia z pracy w Nigerii inż. Jerzego Bocianowskiego (1977–86), mgr. inż Aleksandra Lipińskiego (1978–85), mgr. inż. Janusza Janczyka (1978–88) mgr. inż. Kazimierza Packi (1982–83), mgr. inż. Stanisława Tymkowskiego (1978–82), mgr. inż. Stanisława Olędzkiego (197–80) oraz autora całości – mgr. inż. Wiesława Grabowskiego (1974–83) - na zdjęciu. A także wspomnienia z pracy mgr. inż. Jerzego Dąbrowskiego w Ghanie (1962–69), zatrudnionych w Maroku mgr. inż. Cezarego Smolagi (1968–83) i mgr. inż. Władysława Wesołowskiego 1967–91), mgr. inż. Władysława Wesołowskiego w Gwinei (1992–2000) oraz mgr. inż. Franciszka Misiewicza (1978–79) w Libii. Kolejną wystawę „nigeryjską” inż. Wiesław Grabowski otworzył 18 maja w Centrum Wodnym SGGW przy ul, Nowoursynowskiej w Warszawie.

Komentuje Waldemar Rukść

16-17
Aktualny numer WSZYSTKIE
eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl