Wątpię, więc jestem. Konkurencja zdrowego rozsądku


07-11-2017 20:44:28

Jest w naszym języku całe bogactwo przysłów, powiedzeń, porzekadeł stanowiących owoc przemyśleń przeszłych pokoleń. Szkoda, że coraz więcej z nich ma już tylko wartość historyczną i w praktyce jest prawie nie używana. Kto dziś np. docenia i respektuje mądrość zawartą w porzekadle „pilnuj szewcze kopyta”? Przestaliśmy się z nim liczyć chyba nawet wcześniej niż odeszły na śmietnik kopyta. Zwróciłem na to po raz pierwszy uwagę w barwnych latach siedemdziesiątych, gdy jeżdżąc do pracy tramwajem wzdłuż parkanu oddzielającego od ulicy dziedziniec osiedlowej piekarni, czytałem, chcąc nie chcąc, bogaty zestaw haseł wymalowanych na ustawionych za płotem tablicach.

Serwowała przejeżdżającym i przechodzącym ulicą tłumom osiedlowa piekarnia aktualną wiedzę o Polsce i świecie współczesnym w licznych, skondensowanych kawałkach, poczynając od najbardziej wówczas odkrywczego „Polak potrafi” przez: „pracując dla kraju pracujesz dla siebie”, po liczne międzynarodowe odniesienia, dające nam wówczas poczucie siły i pewności świetlanego jutra. W porównaniu z chlebem wypiekanym w owej piekarni był to produkt naprawdę wysokiej jakości. Oczywiście nie dlatego szewc wtedy nie pilnował kopyta, że taki był ustrój, ale przede wszystkim dlatego, że taka jest ludzka natura. Kto by pilnował kopyta, gdy wokół się dzieje historia.

Piłkarze stołecznej Legii przemówili niedawno do świata, przypominając mu nasze wojenne krzywdy, płacąc za ten czyn patriotyczny wysoką przegraną. Czy słuszne było jednak „pilnować kopyta”, gdy w kraju znowu wrze od wspomnień wojennych i liczy się rachunki krzywd? Oczywiście, podobnie jak w przypadku wspomnianej piekarni osiedlowej łatwiej było okazać miłość do Ojczyzny zestawem słusznych haseł niż wysokiej jakości wypiekiem, tak i Legii łatwiej przyszło wywiesić baner niż nastrzelać goli. Natura ludzka ma to do siebie, że mieści w sobie rozliczne talenty, a pracę ma zazwyczaj jedną. Tłumaczył mi całkiem niedawno pan Jacek, zaprzyjaźniony murarz, że czuje wręcz obrzydzenie dla kładzenia cegieł: „bo ja proszę pana, z natury jestem humanistą. Ciągnie mnie do ludzi, do artystycznych doznań, uwielbiam atmosferę grilla…”

Z zasobu licznych talentów człowiek niewyżyty w pracy zawodowej i niedowartościowany ucieka tam, gdzie go wiedzie pasja, gdzie może się wybić. Nie wiem, czy wielu z tych nieszczęśników, pogardliwie nazywanych kapusiami, których niestrudzenie i bezlitośnie ściga IPN, nie zeszło niegdyś na manowce współpracy z bezpieką tylko dlatego, że ambicja ich pchała w górę. W domu nuda, żona chuda i zatkany zlew…  – śpiewało się kiedyś w kabarecie. A tam nęcił blask władzy i promieniujące od niej ciepełko. Człowiek ambitny szedł na lep, jak w Polskę raz na jakiś czas po tygodniu, w którym to „jesteśmy cisi jak ta ćma”.

Upadek komunizmu uwolnił kraj od SB i nikt nas dziś nie wodzi na pokuszenie. Każdy może swobodnie realizować naturalną potrzebę zaistnienia, wybicia ponad przeciętność bez obawy popełnienia grzechu. Człowiek może dziś swobodnie donosić, nie stając się świnią, a wręcz zyskując uznanie, jak to czyni codziennie rano liczna społeczność kierowców donoszących na kolegów do dyżurnego redaktora w radio, czy posłów donoszących do Brukseli. Znaczna część społeczeństwa, by się nie zanudzić „pilnując kopyta”, organizuje się – idąc tropem pasji – w stowarzyszenia, koła i organizacje niezależne, samorządne, pozarządowe… Tworząc swoiste społeczeństwo alternatywne.

Miłośnicy kotów i psów, obrońcy puszczy i Rozpudy…, ostatnio także pasjonaci historii i militariów, wyrośnięte draby o duszy dziecięcej, którym historia nie zdążyła dać w d…, a i kapral Zawada nie zdążył do niej się dobrać z powodu zniesienia obowiązkowej służby wojskowej. Jak w czasach komuny wola klasy robotniczej formułowana przez jej awangardę była konkurentem zdrowego rozsądku, tak dziś coraz poważniejszym staje się dla niego wola ludu nawiedzonego.

hen

Komentuje Waldemar Rukść

eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl