Początki piśmiennictwa technicznego (16)


05-12-2017 17:28:19

W kolejnym odcinku cyklu artykułów historycznych, poświęconych niemal nieznanym lub mało znanym początkom piśmiennictwa technicznego w Polsce, przypominamy na podstawie publikacji w „PT” z 1879 r. wybrane fragmenty charakteryzujące nowe pismo techniczne („Inżynierya i Budownictwo”), zachowując oryginalną pisownię.

Nie wątpimy, że obok coraz większego obeznawania się z warunkami miejscowymi i rzeczywistemi potrzebami krajowego przemysłu, doświadczenie będzie dla Redakcyi nowego pisma (Inżynierya i Budownictwo cywilne, przemysłowe i rolnicze. Pismo półmiesięczne ilustrowane , dla inżynierów, właścicieli fabryki maszyn, przemysłowców, górników, budowniczych, przedsiębiorców, obywateli ziemskich etc.) najlepszą wskazówką co do tej drogi, jaką podążać winno u nas pismo techniczne. Że przypuszczenie nasze nie jest płonnem, najlepszym tego dowodem są dalsze zeszyty „Inżynieryi i Budownictwa”. Nie możemy jednakże pominąć w niniejszej ocenie kwestyi, na którą zapewne każdy zwrócił uwagę przy odczytywaniu programu nowego pisma. Program ten uzasadniony został w ogóle w taki sposób, jak gdyby niwa piśmiennictwa technicznego zupełnym dotąd stała u nas odłogiem, jak gdyby nigdy dotąd nie wydawano u nas nie tylko pism technicznych, ale nawet w ogóle dzieł technicznych, i jak gdyby z tego rozpaczliwie zacofanego położenia dopiero nowe pismo przemysł nasz wybawić miało.

Że nasze piśmiennictwo techniczne jest ubogiem i bardzo nawet ubogiem, że w obec różnorodnych potrzeb wzmagającego się na siłach przemysłu krajowego – i liczba i środki dotychczasowych pism technicznych mogłyby przedstawić się pokaźniej, - rzecz to nie ulegająca najmniejszej wątpliwości. Że nowe pismo lepiej odpowie swemu zadaniu, niż pisma dawniejsze i stanie się jak to jest zamiarem jego Redakcyi - znakomitym bodźcem do bardziej ożywionego ruchu na tem polu, oraz zwiastunem nowej pomyślniejszej ery w dziejach naszego piśmiennictwa technicznego - rzecz to również możebna.

Z drugiej strony atoli wiadomo każdemu, choćby powierzchownie tylko z przedmiotem tym obeznanemu, że już od XVII wieku zaczęły u nas wychodzić książki techniczne w języku polskim (np. Architekt Polski, St. Solskiego), że już za czasów szkół Pijarskich wydawano dzieła o budownictwie wiejskiem, że już przed rokiem 1830 wychodziły dwa pisma techniczne: „Izys Polska czyli dziennik umiejętności, wynalazków, kunsztów i rękodzieł, poświęcony krajowemu przemysłowi, tudzież potrzebie wiejskiego i miejskiego gospodarstwa”, wydawany przez Gracyana Korwina, a później przez Lelowskiego raz na miesiąc od r. 1820 do 1828 i – „Sławianin, tygodnik dla rzemiosł, rolnictwa, handlu, domowego gospodarstwa i dla potrzeb praktycznego życia w ogólności”, wydawany przez A. M. Kitajewskiego, prof. chemii w Uniwersytecie Król. Warszawskim, w roku 1829, - że wreszcie w ciągu ostatnich lat 20 liczba wydawanych pism i dzieł technicznych stale się zwiększa, a jednym z objawów tego zwiększonego ruchu jest właśnie nowe pismo p.t. „Inżynierya i Budownictwo”…

Przechodząc do ocenienia wydanych dotąd czterech zeszytów „Inżynieryi i Budownictwa” nie chcemy i nie możemy być zbyt surowymi sędziami, gdyż pamiętamy dobrze ile trudów oraz badań przygotowawczych tak przedmiotowych, jak i językowych, kosztowały nas samych pierwsze kroki w zawodzie literacko-technicznym. Powziąwszy wiadomość o zamierzonem wydawnictwie, nie wątpiliśmy ani na chwilę, że kierownicy jego przystąpią do pracy po dostatecznem przygotowaniu się do niej. Pod tem przygotowaniem rozumiemy po pierwsze: obeznanie się z warunkami miejscowymi w ogóle a w szczególności z warunkami przemysłu krajowego, powtóre: obeznanie się z literaturą techniczną polską i pracami słownikowemi w zakresie techniki, nie mówiąc już o gruntownej znajomości języka ojczystego w ogóle. Oba te warunki mają pierwszorzędne znaczenie. Każda gałęź przemysłu, a nawet każdy jej szczegół, o tyle mają widoki powodzenia, o ile znajdują odpowiednie dla siebie warunki. Nie wszystko, co jest możebnem za granicą, możebnem jest i u nas, jak tego dowodzą liczne przykłady chybionych przedsiębierstw, podtrzymywanych bezskutecznie znacznymi nieraz nakładami.

Wzgląd ten przewodniczyć powinien redakcji pisma specyalnego przy wyborze przekładów z pism obcych. Co się zaś tyczy drugiego wymagania – nie wyda się ono przesadzonem każdemu, kto dba o czystość języka. Zresztą jest ono zarówno obowiązującem dla redaktora każdego pisma, a tembardziej takiego, które oddziaływać ma na jednostki kształcące się po większej części w językach obcych. Jednostki te tylko zapośrednictwem swego specyalnego organu dojść mogą do poznania z tej strony swego języka, języka tak bogatego w pierwiastki i postacie i najbardziej może nadającego się do wyrażania najdrobniejszych odcieniów, a który powinien być uprawiany wszechstronnie, gdyż stanowiąc organizm żywotny, dla tego ażeby żył – musi się rozwijać.

Pierwsze cztery zeszyty „Inżynieryi i Budownictwa” nie usprawiedliwiły naszych oczekiwań w pożądanym dla przyszłości nowego pisma stopniu, jakkolwiek widząc z każdym dalszym zeszytem pewną zmianę na lepsze nie tracimy nadziei, że z czasem stopień ten będzie mógł się podnieść. Co do doboru artykułów nie dziwimy się bynajmniej, że Redakcya nie mogła wpaść od razu na właściwą drogę, gdyż jak powiedzieliśmy wyżej dopiero dłuższe doświadczenie udzielić może dostatecznych w tym względzie wskazówek…

Wszystkie przekłady, a nawet i część artykułów oryginalnych, wykazują brak dostatecznej znajomości głównych zasad języka polskiego, uwydatniający się w ciągłych zwrotach francuskich i makaronizmach, jakich mógłby pozazdrościć koniec wieku XVIII, oraz zupełną nieznajomość najpospolitszych wyrazów technicznych, od lat kilkudziesięciu znanych i powszechnie używanych… W zakresie słownictwa technicznego musimy zatem dalej pracować na fundamentach, które pracą kilku wieków wniesione już zostały; a jeżeli praca nasza wykonywaną będzie umiejętnie, wprowadzane stopniowo wyrazy nabiorą niewątpliwie powagi i ogólnego uznania. Przystępując jednakże do takiej pracy, potrzeba przedewszystkiem wiedzieć, czy istotnie panuje zupełny brak utartych wyrazów technicznych i to nie tylko w kółku inżynierów wykształconych w ostatnich latach za granicą, ale w ogólności w pismach i dziełach technicznych, w słownikach technicznych i ogólnych, w fabrykach, rzemiosłach, rolnictwie itp. Przekonamy się wtedy, że wiele już przed nami zrobiono, zabierając się zaś do dalszej w tym kierunku pracy wypada przedewszystkiem zebrać i ułożyć to co już istnieje…

Wybór i oprac. Bronisław Hynowski

Komentuje Waldemar Rukść

eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl