Otwarta wiedza dla otwartych głów


27-03-2015 19:29:45

Z prof. dr hab. Włodzisławem Duchem, podsekretarzem stanu w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego rozmawia Marek Bielski.

- Pamiętam artykuł, jaki opublikował pan w „Przeglądzie Technicznym” 25 lat temu pod tytułem „Małe czy duże?". Zachęcał pan do tworzenia szkolnych pracowni komputerowych i przepowiadał szybkie nadejście ery mikrokomputerów.

- Cóż – niestety moje opinie i propozycje spotkały się wtedy ze sceptycznym komentarzem. Oceniono je jako próbę wożenia węgla ze Śląska do Gdyni „Fiatami" 126 p, zamiast koleją.

- Wtedy królowały komputery typu „Odra", ale historia szybko przyznała panu rację. Podobnie, jak w przypadku przewidywań, co do tempa i charakteru rozwoju komunikacji internetowej i jej wpływu na organizację życia naukowego. Jest pan jednym z prekursorów otwartego dostępu do wyników badań naukowych. Co niesie za sobą ta inicjatywa?

- Generalnie ujmując, mamy na myśli stworzenie dla wszystkich zainteresowanych powszechnego, trwałego i natychmiastowego dostępu do cyfrowych danych i treści naukowych oraz edukacyjnych. Jest to idea stworzenia w praktyce jak najlepszych warunków udostępniania informacji o prowadzonych badaniach naukowych i ich wynikach.

- Na naszych oczach dokonuje się zmiana w technice dostępu do treści naukowych.

- Rzeczywiście. Przeszliśmy od korzystania wyłącznie z książek znajdujących się w bibliotekach naukowych i prywatnych zbiorach, przez etap wykonywania kserokopii do przechowywania większości informacji w pamięci osobistego komputera. Ale teraz i tego nie czynimy, tylko gromadzimy samą informację o tym, gdzie ważna dla nas informacja się znajduje. Na przykład mamy wiele serwisów internetowych tworzonych przez użytkowników, zajmujących się gromadzeniem i ocenianiem linków do potencjalnie interesujących treści w internecie. To nie oznacza utraty znaczenia tradycyjnych form gromadzenia wiedzy, lecz tylko to, że dzięki m.in. internetowi stworzone zostały kolejne drogi do szybkiego przekazania wyników prac badawczych oraz nowych form komunikacji pomiędzy naukowcami.

Powstał sprawny system łączenia się z ludźmi na całym świecie i dzielenia się posiadaną wiedzą z innymi. Powstały na przykład linki do prowadzenia rozszerzonej bibliografii. Za sprawą cyfryzacji we wszystkich dziedzinach wiedzy ludzkiej wkroczylismy w kolejny etap pozyskiwania wyników badań naukowych i infomacji o charakterze poznawczym.

- W MNiSW odpowiada pan właśnie m.in. za wprowadzanie i rozwijanie systemu otwartego dostępu do treści naukowych.

- Jest to niezwykle istotne do prawidłowego funkcjonowania nauki, ale też chyba i dość trudne z uwagi na skomplikowane kwestie prawne, w tym m.in. dotyczące praw autorskich. System otwartego dostępu wiąże się też z koniecznością zagwarantowania na ten cel pieniędzy z budżetu ministerstwa, nie wspominając o innych problemach wynikających z aktualnego usytuowania nauki w systemie społeczno-gospodarczym państwa.

- Jak resort nauki pomaga polskim badaczom w dostępie do internetowych zasobów?

- Uważamy, że ludzie nauki powinni mieć jak najszerszy dostęp do literatury. Dlatego m.in. stworzyliśmy wirtualną bibliotekę nauki.

MNiSW finansuje dostęp do publikacji (ograniczony z konieczności do instytucji naukowych) w ramach systemu Wirtualna Biblioteka Nauki, a także daje możliwość darmowej publikacji artykułów polskich naukowców w ramach programu Open Choice wydawnictwa Springer.

Mamy katalog zbiorów polskich bibliotek naukowych NUKAT oraz zakończony projekt badawczy SYNAT (budowa uniwersalnej, otwartej, repozytoryjnej platformy hostingowej i komunikacyjnej dla sieciowych zasobów wiedzy dla nauki, edukacji i otwartego społeczeństwa wiedzy). W ramach projektu POL-on MNiSW rozpoczęto tworzenie systemu integrującego repozytoria instytucjonalne w Polsce, tworzenie Polskiej Bibliografii Naukowej. Na polu otwartego dostępu aktywne są już bardzo liczne instytucje naukowe, m.in. Centrum Otwartej Nauki (ceon.pl) w ICM UW, które jest partnerem wielu europejskich inicjatyw służących budowie i rozwojowi infrastruktury Otwartego Dostępu, takich jak DRIVER czy OpenAire.

- Oczywiście nie dzieje się to bezpłatnie?

- Dla naukowców bezpłatnie, ale wcześniej za ten dostęp ktoś musi zapłacić. W tym wypadku nasze ministerstwo. Co rok wydawnictwa oczywiście wymuszają na nas kolejne podwyżki. To jest największa pojedyńcza pozycja w budżecie naszego resortu. Ale mamy za to dostęp do zasobów czołowych wydawnictw, na przykład Springera, jednego z najbardziej znanych wydawnictw naukowych w świecie, Elsevier – dużej renomowanej grupy wydawniczej o profilu naukowym czy Wiley Online Library. Dostępny jest Science, a także Nature.

- Cyfrowa nauka generuje wcale niemałe koszty!

- Już dyskutowalismy, jak je zmniejszyć. W systemie indywidualnym koszt ściągnięcia artykułu z Nature wyniósłby aż 30 euro. Jednak dzięki temu, że mamy licencję na korzystanie na obszarze całego kraju, wypada dużo taniej i płacimy ok. 48 zł za pojedynczy artykuł. Taki jest średni koszt pobrania, ale to jest też faktycznie dużo. Nature jest najdroższe, w przypadku Springera czy Elseviera to jest już o wiele mniej, od 12 do 15 zł, zaś Science – 38 zł. Ale każdy medal ma dwie strony. Jak wynika z monitoringu, okazuje się, że instytucje naukowe, które byłyby zainteresowane Nature, nie są aż tak liczne. To jest tylko około 1/4 krajowych instytucji naukowych, mających teraz dostęp. Moglibyśmy więc w ramach konsorcjum wydatnie zmniejszyć koszty, dokonując korekty dostępu. Powiedzmy sobie otwarcie, że w niektórych dziedzinach Nature czy Science to nie są ważne czasopisma. One są oczywiście bardzo ważne naukowo, ale w określonych specjalnościach. Humaniści tam rzadko zagladają, bo nie mają po co! Ludzie z nauk społecznych, prawnych czy ekonomicznych nic ciekawego dla siebie tam nie znajdują, bo to jest czasopismo stworzone na potrzeby nauk ścislych.

Jest duża grupa naukowych czasopism, które się bardzo wysoko cenią, ale czy rzeczywiście warto mieć licencję krajową, żeby wszyscy mieli do nich otwarty dostęp? To kwestia do dyskusji.

- We współczesnej nauce cyfrowa informacja nie jest modnym trendem, ale istotnym czynnikiem jej rozwoju.

- I dlatego ważne, że są na ten cel pieniądze w ramach programu Polska Cyfrowa. Były to też pieniądze, które kierowało nasze ministerstwo w ramach różnych programów związanych z digitalizacją. Biblioteka Narodowa jest zaangażowana w skanowanie mnóstwa czasopism, są w tej chwili liczne repozytoria uczelniane, całe platformy, gdzie przenoszą się naukowe czasopisma. Liczymy, że zwłaszcza humanistyczno-społeczne czasopisma pojawią się w formie czytelnej zdalnie, dzięki czemu będzie można je poindeksować, sprawdzić, co kto czyta, ile czego załadował. I to pozwoli im wyjść na świat. A resortowi nauki pozwoli na ich bardziej miarodajną ocenę. Nie wiem, jak się czuje naukowiec, któremu wydano pracę w liczbie 100 egzemplarzy? Leży ona w paru bibliotekach i pytanie się nasuwa od razu: kto ją przeczytał i jaki to ma wpływ na innych badaczy, nie mówiąc o społeczeństwie? A teraz mamy możliwości dotarcia z tą pracą do dużo szerszej liczby czytelników i to jest rzecz cenna sama w sobie.

Staramy się jako ministerstwo promować polską naukę, aby to, co się w nauce polskiej dzieje, było widoczne na świecie. To, co dokonuje się w naukach społeczno-humanistycznych jest mało widoczne, dlatego że tych artykułów nie ma w szerokim obiegu.

- A jak przedstawia się cyfrowy dostęp do prac doktorskich, rozpraw habilitacyjnych etc.?

- Jeśli chodzi o wszystkie prace dyplomowe: magisterskie, doktoraty czy monografie naukowe, to one powinny znaleźć się w repozytorium. Na podstawie napisanej pracy wydana zostaje decyzja admnistracyjna w sprawie dyplomu, co wiąże się z nadaniem stopnia zawodowego i naukowego. W związku z tym od 1 października 2014 r. weszła w życie odpowiednia ustawa i mamy prawo prosić o to, aby efekty tej pracy były w repozytorium. Ale repozytorium tego typu jest zamknięte. Ono służy, by sprawdzać, czy tam nie ma plagatów.

- Idea otwartej nauki gromadząca w internetowych archiwach publicznie dostępnych to idea działająca w w dwóch kierunkach. Mnie ktoś udostepnia efekty swojej pracy, ale ja powinienem to też uczynić!

- Z chęcią otwartości jest różnie. Są takie instytucje naukowe, które owszem chętnie korzystają z zasobów cyfrowych, ale niezbyt chętnie prezentują swoje prace w internetowych archiwach polskich i światowych Naukowcy przyzwyczaili się do pewnej formuły: wysyłamy artykuł do czasopisma, czekamy na publikację, dostajemy za to swoje punkty.

- Tymczasem dopiero „szerokie uspołecznienie" wyników pracy naukowej nadaje jej sens...

- Dlatego zachęcamy wszystkich autorów, aby się zgadzali, żeby ich prace były publicznie dostępne. Jeśli ktoś się nie wstydzi wyników swojej pracy, bez wahania mówi – zgadzam się.

Systematycznie następuje postęp w zakresie cyfryzacji materiałów naukowych. Większość ważnych czasopism jest już zdigitalizowana, z książkami nie jest tak dobrze.

- Polskie uczelniane repozytoria już znajdują się w trzechsetce europejskich repozytoriów, w tym m.in. z pana macierzystej uczelni, Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. Rozumiem, że to nie ostatnie słowo polskiej nauki w tym względzie!

- Wiele uczelni stworzyło własne repozytoria. Wydano w Polsce na ten cel wcale niemałe pieniądze, w sumie znacznie ponad 100 mln zł. Jednym z pełniących ważną funkcję upowszechnienia wiedzy jest repozytorium RCIN (http://rcin.org.pl) prac Instytutów Badawczych i Instytutów Polskiej Akademii Nauk.

- Repozytoria nie powinny jednak pełnić chyba wyłącznie funkcji akademickich magazynów wiedzy?

- Oczywiście i one powinny się stać zaczynem nowej wirtualnej społeczności uczonych. O tym nie tylko można, ale trzeba koniecznie dyskutować...

- Dziękuję za rozmowę.

The Ranking Web of World Repositories

W rankingu europejskich i światowym repozytoriów na miejscu 184 ( Europa) i 349 ( świat) znajduje się Biblioteka Cyfrowa Uniwersytetu Wrocławskiego; na 243 (469) – Kujawsko-Pomorska Biblioteka Cyfrowa Uniwersytetu Mikołaja Kopernika; na 348 (704) – Jagiellońska Biblioteka Cyfrowa Uniwersytetu Jagiellońskiego; na 374 ( 762) – Biblioteka Cyfrowa Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego; na 391 (798) – Biblioteka Cyfrowa Politechniki Śląskiej.

 

Prof. Włodzisław Duch ukończył studia fizyki teoretycznej na Wydziale Matematyki, Fizyki i Chemii UMK w 1977 r., gdzie trzy lata później obronił doktorat z chemii kwantowej. Habilitował się z matematyki stosowanej w 1987 r. Tytuł profesora otrzymał w 1997 r. Oprócz fizyki teoretycznej i informatyki stosowanej zajmuje się także kognitywistyką, informatyką neurokognitywną i filozofią umysłu. Jest autorem lub współautorem ponad 300 publikacji w czasopismach specjalistycznych, współredaktorem ponad 20 książek, członkiem towarzystw naukowych oraz rad wydawniczych ponad 20 międzynarodowych czasopism specjalistycznych. Pracował m.in. w University of Southern California w Los Angeles (1980-82), w Instytutach Max-Plancka (Astrofizyki i Psychologii) w Monachium (1984-2001), na kilku uczelniach w Japonii, Nanyang Technological University w Singapurze (2003-2008, 2010-2012).

Przez dwie kadencje piastował stanowisko prezesa European Neural Network Society, jest członkiem z wyboru (Fellow) International Neural Network Society i członkiem komitetu technicznego IEEE Computational Intelligence Society. Był ekspertem programów naukowych FP5-FP7 UE, członkiem trzech Komitetów PAN: Fizyki Komputerowej; Informatyki (Automatyki, Robotyki, Sieci Neuronowych i Logiki Rozmytej), a od 2007 r. Komitetu Neurobiologii. Od 2012 r. pełnił funkcję prorektora UMK ds. badań naukowych i informatyzacji. Podsekretarz stanu w MNiSW.

Komentuje Waldemar Rukść

eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl