Krzysztof Jan Kurzydłowski


27-03-2015 19:57:55

Prof. dr hab. inż. Krzysztof Jan Kurzydłowski, absolwent Wydziału Matematyki Stosowanej i Fizyki Technicznej Politechniki Warszawskiej. Przewodniczący Polskiego Towarzystwa Badań Nieniszczących i Diagnostyki Technicznej. Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Edukacji i Nauki do 2006 r., w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego do 2007 r. Dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

 

Studia inżynierskie wybrałem z powodu ważnego „defektu” mojej wyobraźni. Po prostu nie potrafiłem sobie wyobrazić, kto mógłby płacić moją pensję, jeśli będę zajmował się naukami abstrakcyjnymi, na przykład wysublimowaną matematyką. Nie istniała wówczas agencja, taka jak obecne Narodowe Centrum Nauki, nie było rozbudowanych programów Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Nie było nawet KBN. Choć powód może wydawać się bardzo pragmatyczny, to stała za nim ważna idea: chciałem w przyszłości nie tylko zajmować się czymś, co jest użyteczne, ale także móc robić to w warunkach pozwalających na wykorzystanie efektów mojej pracy w praktyce.

Politechnika Warszawska była doskonałym wyborem. Spotkałem w niej wielu wielkich naukowców, inżynierów i postaci życia publicznego. Każdemu z nich coś zawdzięczam, ale największy wpływ na moją karierę wywarli Profesor Maciej W. Grabski oraz świętej pamięci Profesor Marek Dietrich.

Zainteresowanie nanomateriałami zaszczepił we mnie mój Mistrz i Wychowawca Profesor Maciej W. Grabski. Profesor prowadził badania nad metalami, których właściwości poprawiają się w miarę, jak zmniejszamy wielkość kryształków, z których są one zbudowane. Już w latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia Jego zespół opracował metody otrzymywania metali z kryształkami o wielkości poniżej mikrona. Stąd był już mały krok do nanometali, które nauczyliśmy się wytwarzać na przełomie wieków.

Zapewne Państwa nie zdziwi więc, że największa zawodowa satysfakcja spotkała mnie w roli naukowca. Moja wiedza z zakresu inżynierii materiałowej pozwoliła rozwiązać bardzo konkretne i często dolegliwe problemy, z jakimi borykali się moi partnerzy przemysłowi. W szczególności mam na myśli wiele prac, jakie wykonałem wraz z zespołem na rzecz firm eksploatujących instalacje pracujące w warunkach dużych obciążeń mechanicznych, wysokiej temperatury i agresywnego środowiska. Wielokrotnie musiałem rozstrzygnąć, czy możliwa jest dalsze eksploatacja urządzeń ważących ponad 1000 ton, zbiorników o grubości płaszcza ponad 350 mm, zawierających mieszaniny węglowodorów pod dużym ciśnieniem o temperaturze ponad 500°C. Awaria tych urządzeń oznaczałaby zagrożenie dla pracowników i straty setek milionów złotych. Z drugiej strony, ich przedwczesne wyłączenie z eksploatacji to wielka strata związana z przerwaniem produkcji na wiele miesięcy.

Odpowiadając na pytanie, w jaki sposób w moim życiu zawodowym wiążą się ze sobą trzy nurty: praca naukowca, praca dydaktyka oraz praca w administracji publicznej, muszę powiedzieć, że w każdej tych ról nauczyłem się – i wciąż się uczę – czegoś, co przydaje mi się w pozostałych. Jednocześnie fakt, że mam te trzy „wcielenia”, pozwala mi przetrwać kryzysy i chwile zwątpienia. Z prostego rachunku wynika, że mam trzy razy większą szansę na poczucie satysfakcji niż osoba próbująca się spełnić tylko w jednej roli. A póki co, spełniam się w każdej z nich. Poza tym, świetnie wypoczywam po godzinach pracy w administracji, uprawiając badania naukowe z moimi doktorantami.

Doświadczenia naukowe, badawcze i zdobyte we współpracy z przemysłem pozwalały mi też lepiej rozumieć przedmiot podejmowanych decyzji. Ogromnym ryzykiem jest zarządzanie procesami, których się nie rozumie, o których niewiele się wie. W przypadku NCBR za szczególnie cenne uważam moje wcześniejsze doświadczenia ze współpracy z partnerami przemysłowymi, zwłaszcza przy najbardziej zaawansowanych technologicznie projektach. Nie bez znaczenia pozostaje też fakt, że wciąż jestem aktywnym naukowcem, dzięki czemu jestem zorientowany zarówno w kwestiach naukowych, jak i wyzwań stojących przed środowiskiem akademickim.

Bez wątpienia największym wyzwaniem jest intensyfikacja współpracy polskich naukowców z przedsiębiorcami. Ciągle jest na tym polu wiele do zrobienia, a czas nagli. Do 2020 r. – a nie jest to wcale odległa perspektywa – polscy przedsiębiorcy powinni zwiększyć wydatki na B+R o 150%. Komercjalizacja B+R stymulowana przez przedsiębiorców to w mojej ocenie klucz do zwiększenia poziomu innowacyjności naszej gospodarki. Dlatego musimy mądrze i efektywnie wykorzystać najbliższe lata – przede wszystkim ogrom środków unijnych, które popłyną do przedsiębiorców właśnie na ten cel.

Co oznacza dzisiaj: być inżynierem? To co zawsze – służyć swoją wiedzą na rzecz zaspakajania potrzeb zgłaszanych przez innych. Ludzkość dokonała ogromnego postępu. Rozwijamy coraz bardziej zaawansowane technologie i tworzymy coraz bardziej wyrafinowane konstrukcje, ale istota zawodu inżyniera w mojej ocenie pozostała bez zmian. To wielka odpowiedzialność, ale i ogromna przyjemność, zwłaszcza, gdy ma się świadomość zmian, jakie się dokonują dzięki własnej pracy, niezależnie od skali projektu, w którym się uczestniczy.

Zainteresowania sportowe pozwalają mi na regenerację po trudach pracy „za biurkiem”. Jeśli tylko znajdę czas, jeżdżę na rowerze. Nie ma bowiem niczego bardziej relaksującego niż odpoczynek po intensywnym wysiłku fizycznym. Zwłaszcza, jeśli wysiłek ten był realizowany w ładnym otoczeniu przyrody. W roli kibica natomiast sprawdzam się z przyjemnością, a nieraz z ogromnym zapałem, kibicując siatkarzom, i to nie tylko reprezentacji narodowej.

Komentuje Waldemar Rukść

eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl