Wino dla inżyniera (196). Kalifornia w Warszawie (1)


24-02-2018 19:32:20

Lubimy wina kalifornijskie, bo dobrze nam się kojarzą (słońce, ciepełko, piaszczyste plaże, wiatr we włosach itd.). W konsekwencji pijemy ich już sporo: udział Kalifornii w polskim rynku wina wynosi obecnie 15% i stale rośnie. Niestety, wynika to głównie z konsumpcji jednego zaledwie (do tego raczej kiepskiego) wina: Carlo Rossi, a ono nie jest warte mojego felietonu. O czym w związku z tym będę pisał? O tej mniej znanej u nas, a za to wyśmienitej i – niestety – wyraźnie droższej od Carlo Rossi reszcie: o Zinfandelach ze starych krzewów, doskonałych Cabernetach z doliny Napa, ciekawych Chardonnay i Sauvignon Blanc z różnych kalifornijskich siedlisk, a także o takich ciekawostkach, jak np. Fumẻ-Blanc ze Złotego Stanu.

Dobre wina z Kalifornii można już znaleźć praktycznie w każdym sklepie winiarskim, ale – zamiast chodzić po sklepach – ja poszedłem na skróty i odwiedziłem w ub.r. California Wine Festival, cykliczną prezentację win kalifornijskich, w której wzięło udział 35 wystawców, oferując łącznie ponad 330 win ze 109 winnic Złotego Stanu. Impreza ta była dobrą okazją, żeby sprawdzić, jakie wina z Kalifornii już trafiają do Polski, a jakie chciałyby dopiero zaistnieć na naszym rynku.

Wiele kalifornijskich winnic biorących udział w Festiwalu znalazło już wcześniej polskich importerów dla swoich win. Spośród 109 reprezentowanych na warszawskiej imprezie było takich 37, natomiast ponad 70 pozostałych próbowało dopiero na tej imprezie szukać w Polsce partnerów handlowych.

Większość oferty festiwalowej stanowiły wina czerwone, głównie Cabernet Sauvignon (61 etykiet), Pinot Noir (aż 36 etykiet), Zinfandel (34 etykiety, w tym ponad połowa Old Vines – wina ze starych krzewów) i Merlot (23 etykiety). W pojedynczych butelkach można było znaleźć też inne „czerwone” szczepy, takie jak Mourvedre, Grenache, Cinsault, Syrah, Petit Syrah, Malbec i Tinta Roriz (to ciekawostka, bo tego ostatniego szczepu dotychczas poza Portugalią praktycznie nie uprawiano). Oprócz win jednoszczepowych winiarze ze Złotego Stanu wystawili także 24 różne czerwone blendy.

Win białych zaprezentowano na Festiwalu 106. Dominowało Chardonnay (w większości beczkowane – mniej lub bardziej); sporo było też Sauvignon Blanc. Pojedyncze butelki reprezentowały takie szczepy, jak Malvasia, Muscat, Viognier, Chenin Blanc, Fumẻ Blanc, Pinot Gris i Rousanne.

„Rodzynkami” na imprezie były wina słodkie, musujące i różowe – wystawiono ich po kilka butelek.

Wśród roczników zdecydowanie przeważał rok 2014 (140 etykiet); na drugim miejscu znalazł się rocznik 2015 (prawie 100 etykiet), a na trzecim – 2013. Najstarsze zaprezentowane wino pochodziło z 2010 r., a najmłodsze – z rocznika 2016, zapowiadanego jako znakomity.

Prawie 60 win pochodziło z najznamienitszej kalifornijskiej apelacji – Doliny Napa. Oprócz tego reprezentowane były także inne apelacje i okręgi: Sonoma, Lodi, Carneros, Monterey, Sierra Foothills, Paso Roble, Santa Barbara i Mendocino. Podkreślano przy tym rosnące znaczenie systemu apelacyjnego AVA (to w USA nowość!) i rozwój nowo tworzonych, coraz drobniejszych apelacji.

Wina festiwalowe reprezentowały różne poziomy cenowe; nie będę jednak rozpisywał się o tym, bo większość z nich nie miała jeszcze – z przyczyn podanych powyżej – polskich cen. Mogę jedynie dodać, że w dużym kalifornijskim supermarkecie większość pijalnych win stamtąd mieści się w granicach od 7-8 dolarów do 20 dolarów za butelkę. U nas pewnie byłoby to o 50-100% drożej (ach, ta marża importera – nienawidzę jej tak samo, jak marży gastronomicznej!).

Tyle informacji ogólnych, a zainteresowanych smakowitymi szczegółami odsyłam do następnego felietonu. Tymczasem – na zdrowie!

winny maniak

Komentuje Waldemar Rukść

21-22
Aktualny numer WSZYSTKIE
eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl