Kopiować innych czy wymyślać samemu?


07-04-2018 19:12:41

W historii polskiej informatyki ważną rolę odegrało Elwro. Chodzi o Wrocławskie Zakłady Elektroniczne T-21 – tak brzmiała ich ówczesna oficjalna nazwa łącznie z końcówką zapożyczoną z oznaczeń jednostek wojskowych. Wszystkie przedsiębiorstwa istotne dla obronności kraju zgodnie dostawały z klucza podobne alfanumeryczne symbole. Obiegowo używany skrót ELWRO przyjął się jakoby samoistnie ze względu na intensywną wymianę telegramów z warszawska centralą.

Elwro zostało utworzone w lutym 1959 r. i miało być zapleczem produkcyjnym krajowej branży elektronicznej. Jednak, jak zgodnie twierdzą wszyscy pamiętający tamte czasy, rzeczywistą intencją było od początku stworzenie fabryki produkującej maszyny matematyczne. Ale na początek trzeba było się z czegoś utrzymywać, więc zaczęto wytwarzać w Elwro komponenty do odbiorników radiowych i telewizyjnych.

Czemu akurat Wrocław?

Przecież znacznie prościej byłoby zlokalizować produkcję komputerów w okolicach Warszawy, gdzie mieściły się silne ośrodki już ostrzelane tym tematem. Jednym z istotnych powodów stworzenia we Wrocławiu znaczącego centrum polskiej informatyki było kulturowe dziedzictwo rozpoznawalnej przed wojną na świecie lwowskiej szkoły matematycznej. Transplantacja lwowskiego środowiska naukowego do Wrocławia, mimo że fragmentaryczna i chaotyczna, przyniosła wymierny efekt. Procentowo przybyszy ze Lwowa nie było w gruncie rzeczy wielu, ale były to postaci wybitne, w tym matematycy światowej sławy, jak Stefan Banach i Hugo Steinhaus. Zainteresowania zagadnieniami bliskimi matematyce nie da się zaś rozbudzić byle pstryknięciem palca albo rozporządzeniem ministra przemysłu ciężkiego, który to właśnie podpisał akt erekcyjny Elwro.

We Wrocławiu w 1959 r. w technice komputerowej zorientowanych było zaledwie kilka osób, skupionych w Politechnice Wrocławskiej wokół prof. Jerzego Bromirskiego. Natomiast środowisko warszawskie miało trzy silne zespoły, które już budowały użytkowe modele maszyn cyfrowych. Słusznie więc uznano, że najlepszym wyjściem będzie przeszkolenie tam inżynierów i matematyków, mających zająć się techniką komputerową… W ten sposób rozpoczęła się budowa modelu Odry 1001 – wspomina jeden z pionierów1.

Nazwę maszyny wybrano chyba nieprzypadkowo, wykazując się przy tym zmysłem PR-owym. Akurat zbliżały się mocno nagłaśniane obchody 1000-lecia państwa i ta liczba korzystnie się kojarzyła. Propaganda nieustannie podkreślała, iż granica na przepływającej przez miasto Odrze wytycza powrót do macierzy „starych piastowskich ziem”, więc rzeka w nazwie była również jak najbardziej na miejscu. Wrocław, jako główny ośrodek na odzyskanych terenach, w ten marketingowo-polityczny obraz także znakomicie się wpisywał.

Prace prowadzono błyskawicznie, bo już w 1961 r. maszyna była gotowa. Jednak, podobnie do większości ówczesnych konstrukcji, była bardzo zawodna. Gazetowe opisy towarzyszące wysiłkom naukowców na całym świecie koncentrowały się zazwyczaj na koncepcyjnych trudnościach przy tworzeniu „mózgu elektronowego”, ale ich rzeczywisty problem był inny. Chodziło o to, żeby ta plątanina kabli i elektronicznych komponentów mogła poprawnie działać przez w miarę przewidywalny okres. Statystyki z tamtych lat bezlitośnie wykazują, że awarie i konserwacje znacznie przekraczały czas efektywnej pracy tych urządzeń.

ODRA 1003

Następna próba to Odra 1003. Była w miarę sprawna, nadawała się do produkcji seryjnej (rozpoczęto ją w 1964 r.), a ponadto dużo mniejsza. Idąc za ciosem, opracowano następną udaną wersję Odra 1013, dwukrotnie szybszą od poprzedniczki (z tej serii była setna maszyna wyprodukowana w Elwro), a potem Odrę 1103. Kolejnym skokiem jakościowym był projekt Odry 1204, już wyposażonej w system operacyjny (czyli software, który zarządza działaniem całego systemu). Maszyna uzyskała w 1966 r. pozytywną ocenę, ale jako istotną wadę wytknięto ubogie oprogramowanie.

Oprogramowanie jest istotne

Obiekcje były zasadne. Bez bogatego zestawu programów nie było można w pełni wykorzystać potencjału nawet najbardziej sprawnego komputera. Zaś dla ich napisania trzeba by zorganizować dużą grupę biegłych programistów i dać im na to sporo czasu. Narodził się więc pomysł, żeby wykorzystać oprogramowania którejś z renomowanych firm zagranicznych i odwrócić problem. Zamiast tworzyć programowanie do istniejącej maszyny, zbudować komputer, na którym już istniejące oprogramowanie będzie poprawnie działało.

Pozostawało więc znaleźć firmę, która zgodzi się na taki układ. IBM, najsilniejszy wtedy gracz na światowym rynku, nie był zainteresowany. Jednak inni byli gotowi wziąć to pod uwagę, jeśli w pakiecie zakupi się jakiś ich sprzęt. Ostatecznie wybrano Anglików z firmy ICT (International Computers and Tabulators), która zresztą wkrótce weszła w skład ICL (International Computers Limited). Ustalono, że Polska kupi dwa duże komputery ICL, a w zamian Elwro otrzyma ich dokumentację i komplet oprogramowania.

Wkrótce po podpisaniu umowy grupa pracowników Elwro wyjechała do Wlk. Brytanii, żeby praktycznie poznać komputer ICL 1904 i od razu ruszyły prace nad maszyną nazwaną Odra 1304. Zabrał się do tego ten sam zespół, który tworzył Odrę 1204 i wiele rozwiązań po prostu przeniesiono z poprzedniej konstrukcji. Zadanie tym razem było trudniejsze, bo przecież chodziło o to, aby osiągnąć pełną zgodność z wersją brytyjską. Ale się udało. W wyprodukowanych na początku 1970 r. pierwszych egzemplarzach Odry 1304 wszystko działało tak samo jak na ICL 1904: system operacyjny George (wówczas uznawany za jeden z najlepszych na świecie), kilka języków programowania (w tym najbardziej rozpowszechnione Algol, Fortran i Cobol) oraz biblioteka licząca z górą tysiąc gotowych do wykorzystania programów. Rozbudowany zestaw urządzeń zewnętrznych też funkcjonował zgodnie z oczekiwaniami.

Odra 1304 oraz jej następczynie Odra 1305 i Odra 1325, zbudowane już na podstawie techniki układów scalonych, były na początku lat 70. najlepszymi maszynami w RWPG. Najważniejsze jednak było to, że posiadając tak bogate oprogramowanie oraz pełny asortyment urządzeń zewnętrznych, stały się pełnosprawnymi narzędziami informatyzacji wielu przedsiębiorstw i instytucji. Łącznie wyprodukowano 587 egzemplarzy maszyn Odra 1300, co umożliwiło informatyzację całych branż, takich jak budownictwo, kolej oraz instytucji, jak GUS i WUS-y oraz szkoły wyższe1.

Strategia Elwro przyniosła oczekiwane rezultaty, ale mimo to ją kwestionowano. Czy warto kopiować innych, choćby najlepszych? Może byłoby korzystniej kontynuować własne pomysły? Porozumienie z ICT istotnie pozwoliło żabim skokiem pokonać dość skomplikowany etap rozwojowy, ale czyż jego samodzielne przezwyciężenie nie byłoby na dłuższą metę bardziej owocne? Dyskusja ciągle trwa i przeciwstawne poglądy można znaleźć nawet w tej samej wydanej w 2017 r. książce, z której pochodzą poniższe cytaty.

Realizacja umowy software'owej była na ówczesne czasy osiągnięciem unikatowym w skali światowej. Nastąpiło otwarcie polskiej informatyki na Zachód. Stopień trudności oraz rozległość konsekwencji zbudowania komputerów akceptujących w stu  procentach oprogramowanie innych komputerów można chyba porównać do osiągnięcia polskich matematyków Mariana Rajewskiego, Jerzego Różyckiego i Henryka Zygalskiego, którzy rozszyfrowali kod maszyny szyfrującej Enigma2.

Maszyna musiała być zbudowana dokładnie według angielskiej specyfikacji, inaczej nie działałoby oprogramowanie. Nie było tu miejsca na rozwijanie własnych pomysłów. W tym momencie skończył się rozwój własnych projektów w Elwro. Zostało ono z produktem, którego koncepcja pochodziła z 1960 r. i z każdym rokiem coraz bardziej się starzała. Tak zaczął się zmierzch Elwro. Nie możemy oprzeć się wrażeniu, że gdyby pieniądze wydane na zakup z ICL zostały przeznaczone na własny rozwój, być może Elwro wyszłoby na tym lepiej i przeżyło3.

Normalna rynkowa firma

Czy zatem scenariusz historii alternatywnej, w którym Elwro nie sprzymierza się z ICL, a konsekwentnie podąża własną ścieżką, mógł się udać? Odra 1204 była trafionym produktem, już nieco odstającym od topowych światowych standardów, ale wciąż jednym z najbardziej obiecujących w RWPG. Z 179 wyprodukowanych maszyn 114 sprzedano za granicę. Eksport w tamtych czasach był słowem magicznym, otwierającym inwestycyjne możliwości w twardej walucie lub rublach transferowych przed państwowymi przedsiębiorstwami oraz okazje na finansowe gratyfikacje dla ich kierownictw i pracowników.

ODRA kaukaska

Elwro musiało się pragmatycznie dostosować do systemowych ograniczeń, ale też próbowało działać jak normalna rynkowa firma. Sprawnie promowano markę, obudowy urządzeń projektowali plastycy od form przemysłowych, funkcjonowało z powodzeniem biuro handlu zagranicznego. W Polsce były wtedy tylko trzy inne firmy, które mogły robić to same bez pośrednictwa central handlowych. Wystawiano produkty na targach, gdzie wykonywane na gorąco testy wykazywały przewagę nad konkurencją. Była też komórka serwisująca sprzęt i wspierająca użytkowników przy tworzeniu potrzebnych im zastosowań, a nawet stałe zagraniczne punkty obsługi technicznej.

Blisko jedna czwarta komputerów z Elwro wylądowała więc w demoludach. Najwięcej oczywiście trafiło do Kraju Rad, ale pokaźne ilości zasiliły też Czechosłowację, NRD, Węgry, Bułgarię, a także Wietnam i Koreę. Poza zaprzyjaźnionym blokiem udało się wyeksportować po jednej maszynie do USA, Bangladeszu i Egiptu. Wśród rozmaitych zastosowań zdarzały się odjazdowe, jak choćby instalacja Odry 1013 przeznaczonej do obliczeń meteorologicznych w obserwatorium na Elbrusie, najwyższej zaliczanej do Europy górze. Innymi, jak Odrą 1204, która w redakcji sztandarowego organu prasowego wschodnioniemieckich komunistów Neues Deutschland odpowiadała za sterowanie składem, makietowaniem i łamaniem tekstu, pewnie lepiej się dziś nie chwalić.

W Elwro zawsze z dumą podkreślano, że zadania zlecane „fabryce” wykonywane są znacznie szybciej niż w ślamazarnych uczelniach lub instytutach badawczych. No cóż, w przemyśle zawsze czas płynie zdecydowanie inaczej, bo trzeba się mocno sprężyć, żeby w porę mieć co produkować i sprzedawać. Należy jednak pamiętać, iż w wielu produktach Elwro część prac badawczych była już zrobiona na zewnątrz. Inne instytucje takiego komfortu nie miały i musiały prawie wszystko tworzyć od podstaw we własnym zakresie.

Potrzebne były pamięci ferrytowe? W IMM został utworzony dział pamięci ferrytowych, który opracował metodę wypiekania rdzeni i mógł produkować własne matryce. Potrzebne były pamięci taśmowe? Utworzony został dział pamięci taśmowych, który opracował pamięci taśmowe serii PT. Potrzebne były pamięci bębnowe? Utworzony został dział pamięci bębnowych, który opracował dobrze działające pamięci bębnowe.3

Takie wytwarzanie wszystkiego samodzielnie bez wątpienia musiało zabierać mnóstwo czasu. Dawało jednak poczucie niezależności i pewności uporania się z każdym problemem. Dodatkową korzyścią były dziesiątki wysoko kwalifikowanych specjalistów, których rodząca się branża niezbędnie potrzebowała. To też istotne argumenty w nieustającym do dziś sporze, czy lepiej kopiować czy rozwijać własne pomysły.

Marek Hołyński

1. Eugeniusz Bilski: Wrocławskie Zakłady Elektroniczne ELWRO, https://aresluna.org/attached/computerhistory/articles/odra, 2013

2. Eugeniusz Bilski, Thanasis Kamburelis, Bronisław Piwowar: Wrocławskie Zakłady Elektroniczne. Okres komputerów Odra 1300,  w Marian Noga, Jerzy S. Nowak (red.): Polska informatyka: wizje i trudne początki, PTI, Warszawa 2017

3. Andrzej Ziemkiewicz, Elżbieta Jezierska-Ziemkiewicz: Rodzina maszyn K-202/Mera-400/MX-16, w Marian Noga, Jerzy S. Nowak (red.): Polska informatyka: wizje i trudne początki, PTI, Warszawa 2017

 

Komentuje Waldemar Rukść

16-17
Aktualny numer WSZYSTKIE
eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl