Wątpię więc jestem. Co robić?


07-04-2018 20:13:15

W czasach mojej młodości, za każdym razem gdy zaczynało brakować kiełbasy i władza decydowała się dosypać w zamian nieco więcej wolności, wracały do szkoły krzyże, a my przed lekcjami zanosiliśmy chóralną prośbę: przyjdź Duchu Święty, oświeć serca i umysły nasze… Obserwując dzisiejszą rzeczywistość, nie mogę pozbyć się wrażenia, że Duch Święty oświecał nas wówczas nierówno – o wiele bardziej serca niż umysły. Ci, którzy w Ducha Świętego nie wierzą, mogą obarczać winą szkołę, że w procesie dydaktyczno- wychowawczym większy nacisk kładła na emocje – czucie i wiarę – niż na szkiełko i oko. W każdym razie faktem jest, że dziś, jako naród, o wiele częściej kierujemy się sercem niż rozumem.

Co – dla przykładu – uczyniliśmy przez minione dwadzieścia lat wolności naszą narodową specjalnością, co nas wyróżnia dziś w świecie? Na pewno nie samochody ani komputery, ani sprzęt AGD, bo tu jesteśmy najczęściej podwykonawcą. Niedoścignieni jesteśmy natomiast w działalności charytatywnej, zwanej niegdyś dobroczynnością, a objawiającej się m.in. w tzw. publicznej zbiórce, którą uprawia znaczna część populacji i to w skali już niemal globalnej, choć zaczynaliśmy dosłownie od zera. Jeszcze w latach 80. było to zajęcie karalne. Pamiętam zamieszczoną w jednym z dzienników regionalnych informację o niejakim Marianie K., skazanym przez kolegium ds. wykroczeń za to, że „wspólnie i w porozumieniu żebrał na Górze Kalwarii”.

Dziś zmiany w tym zakresie nastąpiły radykalne i można powiedzieć, że serce wróciło do gry. Pozycja serca rośnie nie tylko w tej sferze – trzeba je nie tylko mieć, ale i słuchać uważnie. Jeśli ktoś zamierza zainwestować np. w działalność hodowlaną, to kierując się głosem serca, otworzy schronisko dla bezdomnych psów, a nie np. hodowlę norek, jakby sugerowała głowa. Futrzarski biznes jest może dobry dla Duńczyków, Holendrów czy innych narodów zimnokrwistych, ale przy naszej wrażliwości, na dłuższą metę nie ma większych szans. W Sejmie jest już zresztą ustawa, która hodowlę zwierząt futerkowych sprowadza do rzędu działań niegodnych. Można oczywiście zastanawiać się w tym kontekście, co mówi serce wrażliwego posła, gdy po głosowaniach w sali obrad plenarnych idzie do sejmowej restauracji zjeść kawał zamordowanej świni – zwierzęcia wszak, nie mniej niż norka, sympatycznego, ale to problem odrębny.

Możliwe, że liczba ludzi wrażliwych rośnie wraz z zamożnością, faktem jest, że na pytanie, ilu dziś ludzi pracuje w Polsce, należałoby odpowiedzieć słowami naszego Papieża zapytanego przez dziennikarzy, ilu ludzi pracuje w Watykanie. Otóż połowa, odrzekł. Reszta, wyłączając uczącą się młodzież i tych, co wyjechali, to przede wszystkim bojownicy, działacze, demonstranci, co sprawia, że na każdy pomysł przypada jedno veto. Nie ulega wątpliwości, że udział rozumu w rozwoju naszej Ojczyzny od dłuższego czasu wyraźnie spada.

Nie jest to może powód do alarmu, bo jak wynika z badań amerykańskich, o których niedawno informowało obszernie Radio RMF FM, w nie tak wcale odległym czasie ludzie w ogóle nie będą mieli co robić. Roboty i automatyka zastąpią pracę ludzkich rąk, a sztuczna inteligencja stanie się konkurencją dla umysłu ludzkiego. W istocie tylko serce nic nie straci ze znaczenia i zostanie w pełni użytecznym organem produkującym emocje. Dla rynku pracy może to nie są jeszcze wytyczne na dziś, ale dla szkolnictwa na pewno, tym bardziej że jest ono w okresie kolejnej wielkiej przemiany i na czoło znów się wysuwa problem, czego uczyć i w konsekwencji komu dosypać. W świetle przytoczonych badań amerykańskich wynikałoby, że nie należy przesadzać z uczeniem ludzi roboty i to dotyczy także myślenia, skoro w kolejce stoją roboty oraz sztuczna inteligencja. Na razie pewne wydaje się to, że uczyć należy angielskiego i bezpiecznego seksu.

hen

Komentuje Waldemar Rukść

eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl