Filozofia pojęć technicznych (123). Kamienica


25-06-2018 21:54:16

Zawsze dobrze jest szukać tego, co nas w Europie łączy, a nie tego, co dzieli. Na pewno łączy nas kamienica, obiekt emblematyczny dla cywilizacji europejskiej. Nie ma chyba miejsca w Europie, gdzie to pojęcie byłoby nieznane, natomiast w innych społecznościach nie występuje. Znaczenie kamienicy polega na tym, że łączy ona wszelkie rodzaje ludzkiej aktywności, życie rodziny, pracę, wypoczynek, kontakty towarzyskie i zawodowe w jednym miejscu. Istniały kultury praeuropejskie, np. cykladzka, odkryta na Santorini, gdzie „kamienica" była jeszcze bardziej kompletna, tzn. zaopatrzona również w miejsca kultu. Ostatecznie zwyciężyła w Europie opcja rozdzielenia sacrum i profanum (religia wkroczyła do sfery publicznej z pomocą profesjonalnej organizacji) i dlatego nikt nie ma w domu kaplicy, bóżnicy czy meczetu.

Wszystko to dotyczy kamienicy klasycznej, wywodzącej się ze średniowiecza. Forma ta wynikła z intensywnego rozwoju handlu i rzemiosła tworzącego tkankę miejską. Sam termin „kamienica" wszedł w Polsce do użytku w XV w., dlatego że przeważało u nas budownictwo drewniane. W innych językach nie występuje. Na budowle kamienne i ceglane mogli sobie pozwolić tylko najbogatsi kupcy i właściciele warsztatów, którzy chcieli zmniejszyć zagrożenie pożarowe i zwiększyć nośność budowli z pomieszczeniami magazynowymi. Po liczbie kondygnacji i traktów (liczba pomieszczeń na szerokości budynku) można było łatwo rozpoznać zamożność mieszczanina. Zaczęto od kamienic jednotraktowych. Zamiast sklepień zwiększających wysokość kondygnacji, zastosowano płaskie stropy belkowe o niewielkiej rozpiętości (istnieją kamienice o szerokości 3 m!). Stropy kotwiono za pomocą kutych kotew żelaznych ściągających ściany boczne lub osadzano w murłatach. Z czasem rozwinęły się różne systemy konstrukcyjne stropów oraz sposoby ich zdobienia odpowiadające upodobaniom inwestora.

Na terenach wilgotnych stosowano wysokie partery i tzw. przedproża (schody zewnętrzne prowadzące na taras przed wejściem) dla czekających gości i petentów. Przedproża znikały w miarę nasilania się ruchu na rynku i ulicy, schody przenoszono do wnętrza. Powszechne stosowanie bocznych ścian ślepych wskazuje, że kamienice tworzyły się na miejscu wcześniejszych budowli drewnianych i od początku były pomyślane jako „wsparte" o sąsiada. Z czasem dobudowano trakt tylny, dodatkowe kondygnacje, a nawet drążono piwnice, o ile ich wcześniej nie było, co wskazuje na prymat oszczędności (w kulturze rustykalnej budowano po prostu większy pałac, dwór lub chałupę, gdyż miejsca nie brakowało). W wąskich traktach między przeciwległymi pierzejami kamienic wrzało życie; wypełniały je stragany i wystawy kupców. Najbogatsze miasta zamieniły te ciągi w pasaże handlowe przykryte dachem. Tak powstał słynny Pasaż Maedlera w Lipsku (miejsce akcji jednej ze scen Fausta Goethego) i jeszcze słynniejsza Galeria Wiktora Emanuela II w Mediolanie. Kolejne epoki w architekturze dorzucały swoje (np. podcienia renesansowe lub mansardowy dach barokowy, konstrukcja Fransoise Mansarta charakterystyczna dla Paryża). Ale istota kamienicy pozostała aż do epoki przemysłowej, która ją zniszczyła.

Produkcja i handel musiały odejść, gdyż manufaktury, składy i fabryki wymagały innych obiektów. Wolne pomieszczenia zamieniono na czynszówki dla inteligencji miejskiej, nędzniejsze - dla biedoty (służba, czeladnicy, drobni wyrobnicy). Swoistym traktatem na ten temat jest „Granica" Zofii Nałkowskiej. Po II wojnie światowej odbudowane kamienice skomunalizowano, zasiedlając je ludem pracującym, lecz niezasobnym, więc częściowe utrzymanie przejęło „miasto". Miasto też było niezasobne, więc kamienice się posypały. Gdy tylko pojawiła się możliwość, zaczęto je spławiać na gwałt prywatnym, nagle zmartwychwstałym właścicielom, ze skutkiem, który właśnie obserwujemy. Tak jak wozów konnych nie da się dostosować do realiów współczesnej gospodarki, tak samo średniowiecznych kamienic do urbanistyki i struktury społecznej. Ale jakieś rozwiązanie trzeba znaleźć, by nasza cywilizacja nie została bez symboli.

Zygmunt Jazukiewicz

Komentuje Waldemar Rukść

eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl