Wątpię, więc jestem. Płonący problem


08-09-2018 20:53:20

Na samym progu lata prasa kolorowa przyniosła wstrząsającą wiadomość, że Doda zmienia biust. Implanty, które nosi, mają bowiem już 14 lat i są starej generacji. Choć nie znam się na modzie, Dodzie i implantach, wiadomość ta nie spłynęła po mnie bezrefleksyjnie, ale skłoniła do zadumy, jak Lermontowa widok „niezżatoj pałosy”. Nie bez kozery wspominam Lermontowa, bo w tym samym mniej więcej czasie, gdy na jednej lekcji zgłębiałem jego strofy, na kolejnej nauczyciel tłumaczył nam ekonomiczny mechanizm opisany zdaniem: od każdego według możliwości, każdemu według potrzeb. Tak jak wodę bierze dziś każdy według potrzeb, tak będzie w przyszłości brał wszystkie dobra, kiedy już gospodarka naprodukuje ich w bród. Prędzej czy później przyjdzie czas, gdy butów będą pełne sklepy, odzieży ciepłej i na lato, kiełbasy, chleba, sprzętu… aż po dach.

Gdyby wtedy ukazała się w prasie wiadomość, że Doda zmienia biust, mógł się zawalić cały ten wywód logiczny, bo byłby to dowód, że potrzeby są nieograniczone, a zatem dzielić się nie da według nich. Co z tego, że wyprodukujemy z nadwyżką waciaków, spodni, butów ocieplanych, gdy gama potrzeb nagle poszerzy się o implanty. Były lata, że trwał taki wyścig ze światem. Już mieliśmy go w zasięgu wzroku, gdy chodzi o produkcje węgla i stali surowej, miedzi i blach walcowanych, a on nam nagle uciekał w produkcji ortalionu; pięliśmy się w górę z mozołem w produkcji odbiorników lampowych, a świat odbijał w bok i szedł w tranzystory oraz układy scalone.

Rewidowaliśmy Marksa, prostowaliśmy Lenina, zbliżając się coraz bardziej do prawdy prostej, acz okrutnej, że postępem rządzi chciwość, a nie filozofowie. Dziś, przynajmniej na podstawowym poziomie, nikt się nie stara odkrywać prochu, tylko ewentualnie coś, co się da sprzedać. O ile niegdyś potrzeba była matką wynalazków, to obecnie często wynalazek staje się ojcem potrzeby. Po to jest reklama, aby nawet z głupiego pomysłu zrobić obiekt pożądania. Nie po to się dziś produkuje, by ludzie mieli z tego pożytek, ale by mieli pracę, a firma zysk. Trwałość przestała być cnotą i 14-letnie implanty budzą dziś sensację, choć nie odeszło jeszcze w pełni pokolenie pamiętające, że na wirówki firma Alfa - Laval dawała trzydziestoletnią gwarancje, a na parowozy gwarancja bywała nawet dłuższa. Dziś tylko fabrykant samobójca starałby się robić coś takiego. Cechą współczesnej produkcji jest w istocie przerabianie surowców naturalnych na wtórne i to w możliwie krótkim cyklu. Marzeniem producentów jest, aby jak w starej baśni wszystko, czego się dotkną, stawało złotem. Niestety wiele na to wskazuje, że koniec może być podobny – człowiek utonie w dobrobycie i w końcu się nim zadławi. Będzie miał wszelkie dobra, prócz wody, ziemi i powietrza.

Kiedyś zapewne przyjdzie czas, że się odwrócą priorytety, ulegną rewizji potrzeby, skorygują cele, ale na razie świat idzie rozpędem w stronę, którą wyznaczył dziewiętnasty wiek, a z nim my z radością i zapałem w kolumnie przodujących państw. Płoną surowce i walą się knieje – tworzy się miejsca pod nowe śmieci i nowe inwestycje. Coraz mniej cieszą mnie doniesienia – jak to ostatnio – że rząd przekazał 500 mln zł wsparcia na drogi lokalne, na które wcześniej rozdysponował już 800 mln. zł. Co z tego, że po lepszych drogach szybciej tam wjedzie cywilizacja, skoro zaraz po tym zacznie stamtąd wyjeżdżać natura. Lasy zdobędzie tłum, kłady wypłoszą ciszę…

Pisał swego czasu Julian Tuwim: „Niech inni sobie Neapol, Rzym… Paryż pod niebo wynoszą; ja wolę Łódź – jej smród i dym szczęściem są dla mnie i rozkoszą”. Łatwiej było smród i dym polubić, gdy było go niewiele, gdy unosił się niczym perfumy nad światem raczkującego przemysłu, niż teraz, gdy stał się podstawowym produktem epoki, gdy trzyma się cywilizacji jak rzep psiego ogona, gdy nawet stwierdzenie, że Doda ma czym oddychać, pozostaje w istocie tylko literacką przenośnią.

hen

Komentuje Waldemar Ruksć

eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl