Wino dla inżyniera (208). Niebieskie Vindigo


13-10-2018 15:03:50

Jest na świecie wcale niemała grupa ludzi, którym zdecydowanie nie odpowiada otaczająca ich rzeczywistość. Tak jest i tak było zawsze. To niezadowolenie może być źródłem postępu (w końcu żarówkę wymyślił facet niezadowolony z siedzenia po ciemku), ale może też prowadzić do wymyślania idiotyzmów. Tym ostatnim został niedawno dotknięty świat wina.

Niemcy od lat nalewają swoje popularne wina półwytrawne Liebfraumilch w butelki koloru niebieskiego – i kilka lat temu jeden z producentów postanowił barwić na niebiesko również zawartość tych butelek. Taki sztucznie barwiony produkt nie mógł być oczywiście sprzedawany jako wino i projekt dość szybko upadł. Podobną drogą poszli w ub.r. hiszpańscy studenci, którzy dodawali do handlowych win barwnik indygo – chyba po to, żeby robić wrażenie na swoich koleżankach. Gik Live (bo tak się ten "napój aromatyzowany na bazie wina" nazywał) robił w lecie furorę w nadmorskich kurortach Hiszpanii, ale dziś sprzedaje się go już wyłącznie przez internet.

Obecnie mamy do czynienia z nieco bardziej wyrafinowaną próbą stworzenia niebieskiego wina. Jego rodowód jest równie pokręcony jak sam pomysł: wino powstaje w hiszpańskiej Andaluzji i jest dystrybuowane wyłącznie w kilku gminach na południu Francji (Sete, Marseillan, Montpellier, Tuluza, Balaruc-les-Bains i La Grande-Motte) – a przynajmniej tak było do początków sierpnia br., kiedy to wiadomość o nowym, fantastycznym trunku obiegła błyskawicą wszystkie media (wiadomo, sezon ogórkowy). W jednym z późniejszych wywiadów producent chwalił się już wprawdzie, że jego "niebieskim winem" zainteresowane są liczne kurorty narciarskie (czyżby zamach na pozycję prosecco i bombardino?), ale cała produkcja wyniosła na razie zaledwie 35 tys. butelek, więc o powodzeniu inicjatywy trudno jeszcze mówić.

No dobrze, ale o czym właściwie mowa i dlaczego to takie wielkie halo? Ano dlatego, że Vindigo (bo taką nazwę nadano temu winu w kolorze turkusu) jest stuprocentowym winem, powstającym metodami naturalnymi, bez żadnych dodatkowych barwników. Producent uchylił nieco rąbka tajemnicy i zeznał, że powstaje ono z gron szczepu Chardonnay i że na pośrednim etapie produkcji jest zwykłym winem białym. To białe wino poddaje się następnie filtrowaniu przez pulpę z czerwonych winogron, zawierającą również skórki gron – i w tych właśnie skórkach zawarty jest błękitny pigment (cyjan), który nadaje ostateczny kolor produktowi. Nazwa wina nawiązuje do tego koloru – bo "Vindigo" pochodzi ewidentnie od "indygo", którym to barwnikiem farbuje się np. dżinsy.

Vindigo, nalane do kieliszka, ma podobno – poza blado turkusowym kolorem – aromaty wiśni, malin i marakui. W ustach tego wina można odnaleźć podobne elementy, chociaż szczegółowego opisu doznań organoleptycznych towarzyszących konsumpcji Vindigo nie udało mi się nigdzie znależć – może dla pijących kolor był ważniejszy od smaku.

I tu dochodzimy do sedna sprawy. Otóż, dla mnie smak jest zawsze ważniejszy od koloru, a już zachwycanie się winem tylko dlatego, że jest niebieskie – to typowy bezsens. No, ale cóż – wiele bezsensów się przyjęło, więc piszę o Vindigo z obawą.

Vindigo jest dość słabym winem – ma zaledwie 11,5% alkoholu, więc – jak mówi jego producent – nadaje się świetnie do koktajli, w tym do łączenia z wódką. "Panie to uwielbiają" – to cytat z jednej z jego wypowiedzi. Tylko pogratulować dobrego samopoczucia!

Czy rzeczywiście możemy się czuć zagrożeni "niebieską inicjatywą"? Poczekamy, zobaczymy, chociaż producenci mówią, że prezentowali już Vindigo w Anglii, Belgii oraz we Francji i spotkali się tam z dużym zainteresowaniem tak właścicieli składów win, jak i dużych sieci handlowych.

Myślcie co chcecie – ale ja pozostanę przy bieli i czerwieni z ewentualnym uzupełnieniem niewielkimi ilościami różu. Na zdrowie!

winny maniak

Komentuje Waldemar Rukść

eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl