Wielkie inwestycje II RP (4). Polityka przemysłowa rządu polskiego (c.d.)


12-03-2019 20:38:07

W ostatnich trzech numerach Przeglądu Technicznego przytoczyliśmy (z „PT” nr 29-32 z 1919 r.) fragmenty ciekawego odczytu inż. S. K. Drewnowskiego wygłoszonego 30 czerwca 1919 r. w Stowarzyszeniu Techników w Warszawie pt. „Polityka przemysłowa rządu polskiego”. Poniżej przytaczamy kolejne fragmenty tego odczytu, zachowując oryginalną pisownię.

Wyjątkowe tylko stanowisko w tej sprawie (polityki przemysłowej poszczególnych resortów – przyp. BH) zajmuje obecne ministeryum Skarbu. Dlatego też uważam za konieczne przytoczyć tu słowa p. St. Karpińskiego, wypowiedziane w dn. 6 czerwca na plenum sejmu: „Nie ukrywam jednak wcale tego, że istotnie stoimy nad przepaścią, ale nie dzięki naszej polityce skarbowej, lecz wskutek tego, że nasze życie gospodarcze znajduje się w błędnem kole. Polska ma obecnie obszar, który był spichlerzem całej Rzeszy Niemieckiej; kilkanaście powiatów Królestwa Polskiego dawniej mogło wyżywić ziemniakami kraj cały, a obecnie ciągle cierpimy na brak żywności, a za funt ziemniaków płaci się pół marki, a nawet markę. Mamy w Polsce kopalnie węgla, a mamy głód węglowy. Mamy ludność niezwykle pracowitą, co stwierdzone zostało na obu półkulach świata, tymczasem obecnie musimy karmić rzesze bezrobotnych i życie przemysłowe nie chce wcale u nas ruszyć z miejsca. Tu leży zło i rząd nie może tego usunąć. Rząd musi czekać na rozwiązanie tego zagadnienia, jakim szlakiem pójdzie nasze życie gospodarcze, bo od tego zależy jego polityka skarbowa. Czy mamy iść, jak dotychczas, drogą upaństwowienia, czy też mamy naoścież otworzyć drogę przedsiębiorczości prywatnej. Jeżeli pójdziemy w pierwszym kierunku, to skarb musi być na to przygotowany, że dochodów szybko nie otrzyma, przeciwnie, będzie musiał zasilać przemysł kapitałem przemysłowym i obrotowym, i jeszcze będzie miał olbrzymie straty w wykonywaniu przedsiębiorstw, dopóki się nie nauczy tego robić dobrze. Nie przemawiam za tym, lub owym systemem, stwierdzam tylko fakt, że przejmowanie przedsiębiorstw w ręce rządu, sprowadzi dla skarbu tylko wielki minus. Skarb państwa nie może wytyczać dróg naszemu życiu gospodarczemu, lecz musi za temi drogami podążać. Żaden system podatkowy obecnie nie da dobrych wyników, dopóki życie gospodarcze nie pójdzie naprzód.”

W przemówieniu tem jest bardzo trafna ocena naszej niemocy wewnętrznej. Jednak z niektóremi oświadczeniami p. ministra trzeźwo na rzeczy patrzący Polak nie może zgodzić. Rysując obraz naszej niedoli gospodarczej, p. minister mówi, że rząd tego nie może usunąć. Jeżeli się zgodzimy z tem, że usunąć sam tego nie może, to musimy przyznać jednak, że w znacznej mierze to zło może rząd złagodzić, jeżeli będzie tylko spełniał sumiennie swe obowiązki władzy wykonawczej. Czy więc nie słuszniejby zrobił p. minister Skarbu, gdyby zamiast twierdzić, że rząd nie może usunąć naszej niedoli gospodarczej, oświadczył sejmowi: dajcie takich ministrów, którzy rozumnie i wogóle  dobrze poprowadzą politykę wewnętrzną Polski, a ja dam Polsce dobre finanse? Jeżeli zgodzimy się z p. ministrem Skarbu, że ten ostatni „nie może wytyczać dróg naszemu życiu gospodarczemu”, to jednak musimy przyznać, że każdy minister obowiązany jest te drogi wskazywać.

Powiedziałem pierwej, że niektóre nasze ministerya wprost nie zdają sobie sprawy z tego, co to jest przemysł, jakie czynniki i jak na niego oddziaływują, i jakie skutki ogólno-państwowe pociągnie za sobą polityka, która podważy fundamenty naszego przemysłu? Aby usprawiedliwić ten niepochlebny pogląd na naszą politykę rządową w sferze przemysłu, stwierdzę tylko jeden znamienny fakt, że w dyskusyi nad reformą rolną nie zabierał wcale głosu ani minister H. i P. (Handlu i Przemysłu – przyp. B.H.), ani minister Pracy, ani minister Skarbu, chociaż kierunek tej reformy bezpośrednio odbić się musi na polityce i nawet na zakresie działalności każdego z tych ministeryów.

Jeżeli reforma rolna pójdzie w myśl żądań lewicy sejmowej, to dla każdego z nas jest jasnem, że cały niemal przemysł rolny, prócz być może drobnego młynarstwa, mleczarstwa i t. p. musi zginąć. O cukrownictwie, gorzelnictwie, krochmalnictwie nie może być wtedy mowy. W innych gałęziach przemysłu produkcya stanie się tak kosztowną, że trudno nawet przewidzieć jaki przemysł i w jakich granicach będzie mógł istnieć. Czy ta sprawa jest obojętną dla Ministeryum H. i P.? A jeżeli jest obojętną, to jaką to ministeryum odgrywa rolę i po co ono wogóle istnieje?

Ministeryum Pracy i O. S. (Pracy i Oświecenia Społecznego – przyp. B.H.), które tak troszczy się dobrobyt robotnika, o jego stanowisko społeczne i polityczne, powinno rozumieć, że kierunek polityki agrarnej w pierwszym rzędzie odbije się na cenie chleba, przeto na kosztach utrzymania robotników fabrycznych, a więc na cenie wszelkich fabrykatów, więc na warunkach ich zbytu, przeto na stosunku podaży pracy do jej zapotrzebowania. A stosunek ten będzie zawsze decydującym czynnikiem i wysokości płacy zarobkowej i wielkości liczby bezrobotnych. Chyba te sprawy przedewszystkiem obchodzić muszą Ministeryum Pracy, i jako ściśle związane z kierunkiem reformy rolnej, nakładają tem samem obowiązek na ministra Pracy i O. S. zabrania głosu w sprawie agrarnej. A jednak głosu tego nie słyszeliśmy.

Jeżeli reforma rolna przyjmie taką formę, która podważy podwaliny naszego polskiego przemysłu, to tem samem odbije się jaskrawo na systemie podatkowym. Wtedy z natury rzeczy, im tętno życia przemysłowego będzie słabsze, tem bardziej środek ciężkości opodatkowania musi być przeniesiony na rolnictwo. Pan minister Skarbu w swojem przemówieniu w d. 6 czerwca w sejmie zaznaczył, że polityka skarbowa musi przystosować się do ogólnej poli­tyki gospodarczej kraju. Ale takie oświadczenie, zrobione przy dyskutowaniu sprawy czysto finansowej nie uwalnia p. ministra Skarbu od wypowiedzenia swego zadania specyalnie w sprawie polityki agrarnej i wypowiedzenia go w sposób szczegółowy i wyczerpujący. A jednak fakt po­dobny miejsca też nie miał.

Wszystko, co powiedziałem wyżej, uwydatnia jaskrawo tę sprawę, że rząd Polski nie posiada zupełnie jasno określo­nej linii polityki gospodarczej. Każde nasze ministeryum robi co chce i jak chce, i żadne nie troszczy się o to, czy je­go polityka harmonizuje, czy też kłóci się z polityką innych ministeryów. A w tych warunkach żadne ministeryum ro­boty swej dobrze zrobić nie może. Posiadamy więc w Pol­sce państwowych rządców, zwanych ministrami, ale nie posiadamy rządu w szerokiem tego słowa znaczeniu. Że taki stan rzeczy pociąga za sobą najgorsze następ­stwa dla Polski - o tem chyba nikogo przekonywać nie po­trzebuję. I dopóki stan taki trwać będzie, dopóty nie możemy oczekiwać poprawy naszych spraw przemysłowych, dopóty też i w sprawie uruchomienia przemysłu na właści­wą drogę nie wejdziemy…

Wybór i oprac. Bronisław Hynowski

                     

 

Komentuje Waldemar Rukść

eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl