Wino dla inżyniera (216): Amarone na zimowe wieczory


30-03-2019 19:49:20

Amarone della Valpolicella jest winiarskim przebojem Veneto. Produkowane z podsuszanych i częściowo botrytyzowanych winogron, łączy w sobie wytrawność z iluzją słodyczy i wysoką zawartością alkoholu (15-17%). Tego wina zawsze warto spróbować, więc korzystam z okazji, żeby je przypomnieć czytelnikom.

Wspominany już kilkakrotnie na tych łamach bloger winiarski WineMike (blog Wine Trip Into Your Soul), zorganizował ostatnio degustację Amarone. Było na niej kilka ciekawych butelek.

Pierwsze z nich, Pietro Zardini Amarone della Valpolicella 2013, importowane przez Krople Wina i dostępne tam za 199 zł, miało może niezbyt intensywny nos, z którego troszeczkę wystawały nutki alkoholowe, ale generalnie już ten nos zapowiadał świetne zrównoważenie wina. W ustach można było wyczuć i cukier, i dobrze wtopioną kwasowość; wino było też ekstraktywne i miało fajne taniny, które jednak wraz z upływem czasu wydawały się coraz suchsze. To była zdecydowanie modernistyczna emanacja Amarone, dla wielu purystów zbyt przeładowana cukrem i jednowymiarowa, ale zapewne bardzo odpowiadająca gustom polskich konsumentów.

Podobny styl reprezentowało kolejne wino – Sartori di Verona Amarone della Valpolicella 2011 (jeszcze niedostępne w Polsce). W jego nosie dominowała beczka, a w ustach wyczuwało się – poza alkoholem i dobrym owocem – jakąś obcą nutkę. Wino było ekstraktywne, dobrze zrównoważone i miało ciekawe taniny: miękkie na początku i zaostrzające sie w kieliszku wraz z otwieraniem się wina. Cukier, początkowo bardzo wyraźny, też jakby ewoluował i z czasem jakoś się schował w winie, co poprawiło wrażenie równowagi.

Trzecie Amarone miało mało wyraźny nos beczkowo-alkoholowy, a usta raczej taninowe niż zrównoważone, więc reprezentowało raczej tradycyjny styl tego trunku. Cukru nie było tam za wiele, ekstraktu też. Jedynym elementem, jaki utrzymywał się na całej długości tego wina, była goryczka.

I kiedy już zaczynałem myśleć, że dla efektu zaskoczenia nalano nam do kieliszków jakieś Ripasso, wino zaczęło się wyraźnie otwierać. Na końcu okazało się znakomicie poukładane i choć dla miłośników cukru byłoby zapewne zbyt wytrawne, to np. do śliwek w boczku pasowałoby świetnie. Winem tym okazało się być Tedeschi Amarone della Valpolicella 2014 od Mielżyńskiego (183 zł).

Ukoronowaniem degustacji było dla mnie kolejne wino: Cantina di Lupo Villa Malena Amarone della Valpolicella Classico 2013 (import Oktan Energy, cena d.b. brutto tylko 98 zł). Dlaczego? Bo było i najlepsze, i najtańsze, co rzadko się zdarza. Jego nos był nieco alkoholowy i trochę beczkowy, ale usta – rewelacyjne (ekstraktywne, zharmonizowane, bogate). Dominowały w nich ciemne owoce, bardzo dojrzałe, ale charakterne, dalekie od dżemowatości. Co ciekawsze, dawało się w nich wyczuć nutki: czekoladową i eukaliptusową, co nasuwało przyjemne skojarzenie z australijskim shirazem. Wino było bardzo masywne, potężne, trochę alkoholowe, ale dające dużo przyjemności w piciu.

Dwie następne butelki, o których chciałbym napisać, też pochodziły z regionu Veneto, ale to już nie było Amarone. Pierwsza z nich – Ripasso 2013 z Sartori di Verona Regolo (import prywatny) okazało się ekstraktywne, nie przesłodzone, z dobrą kwasowością i łagodnymi, " pluszowymi" taninami, a drugie – proste stołowe Pietro Zardini Pietro Junior Rosignol 2013, (import Krople Wina, 105 zł) – długie i bardzo owocowe, z dobrym ekstraktem, świetnie zharmonizowanymi ustami, delikatną kwasowością i miękkimi taninami.

Amarone są generalnie winami drogimi, ale szukając, można w Veneto znaleźć coś tańszego bez godzenia się na niższą jakość. To może być Amarone (np. od mniej znanego producenta), ale nie musi. Jest więc nadzieja, że i posiadacze cieńszych portfeli będą mogli znaleźć czasami w swoich kieliszkach coś dobrego i szlachetnego. Przecież na Primitivo świat się nie kończy!

winny maniak

 

Komentuje Waldemar Rukść

eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl