Wątpię więc jestem. Sed lex


30-03-2019 20:04:06

Na temat tego, kiedy się w Polsce skończył komunizm, a zaczęła demokracja, zdania są wciąż podzielone. Jedni uważają, jak Joanna Szczepkowska, że po częściowo wolnych, czerwcowych wyborach, inni, że po okrągłym stole, inni, że po Magdalence, a jeszcze inni, że po inauguracji rządu premiera Mazowieckiego. Są również tacy, co uważają, że faktyczny przełom nastąpił znacznie wcześniej, gdy minister rządu Rakowskiego Mieczysław Wilczek ogłosił słynne: co nie jest prawem zabronione, jest dozwolone. W istocie Polska wtedy zmieniała kurs i z państwa centralnie sterowanego ruszała w stronę demokratycznego państwa prawa. Partia, której potęga sprawiała, że pękały „ukreplenia wraga, kak w kananadu od puszek piereponki”, moc swoją oddawała prawu.

Wielokrotnie potem wracaliśmy do tamtych czasów pamięcią z żalem, że w prozie życia zagubiła się gdzieś poezja pana Wilczka przesłania, z pretensjami do władz i ludzi, że popsuli prawo. Tego, że wina jest po obu stronach (tyleż ludzie psują prawo, co prawo psuje ludzi), niemal nie bierze się pod uwagę. Tymczasem przykładów codzienność nie szczędzi. „Gazeta Wyborcza”, szczególnie wrażliwa na łamanie prawa, opisywała niedawno przypadek Antoniego Szpaka, utrzymującego się z pisania, któremu za nazwanie w tygodniku „Angora” Polski „durnym, kołtuńskim krajem” prokuratura – na wniosek czytelnika – zamierza postawić zarzut obrazy narodu polskiego.

– Mój klient – stwierdza reprezentujący A. Szpaka mecenas – nie przyznaje się do winy, uważa, że cała ta historia narusza konstytucyjną wolność słowa, utrudnia mu aktywność publicystyczną oraz działalność artystyczną. Mecenas nie zamierza puścić tego płazem i obiecuje zawiadomić o sprawie rzecznika praw obywatelskich oraz Helsińską Fundację Praw Człowieka.

Za komuny taka rzecz była nie do pomyślenia ze względu na brak wolności słowa i wszechpotężną cenzurę. Jedynym miejscem, gdzie w sposób nieskrępowany twórca mógł uprawiać działalność artystyczną i być publicystycznie aktywny, były ściany publicznego szaletu. Dziś droga ta została zamknięta – pisanie na ścianach jest prawem zabronione. Dozwolone natomiast, a nawet kuszące ze względu na burzliwy rozwój technik informacyjnych, stało się pisanie na wszystkich pozostałych forach. Dzięki temu twórcy szaletowi mogą dziś roztaczać swych myśli przędzę i swych uczuć kwiaty w gazetach i internecie, sprawiając, że wolność czasami zajeżdża kloaką.

Stawiając na prawo jako wartość nadrzędną (ponad przyzwoitością, moralnością, etyką, a nawet zdrowym rozsądkiem) wyznaczyliśmy wówczas kierunek – jak mówił prezydent Wałęsa – marszu ku normalności. Chyba wtedy nawet nie docenialiśmy, jak dobry to jest wybór. Prawo pozwalało każdemu wejść do elity (może i złodziej, może bandyta, ale za rękę nikt go nie złapał). Jeśli chodzi o przeszłość, to niemal z reguły potwierdzało tezy zawarte w rajdowej, studenckiej piosence: „nikt tu nie kradnie, nikt nie zabija, bo nad wszystkim czuwa santa milicyja”, jednocześnie politykom otwierało szerokie horyzonty. Mając przed sobą wielkie przestrzenie życia prawem nie zabronione, mogli popuścić wodze zwykłej ludzkiej skłonności do dalszego doskonalenia i wolność brać krótko za mordę.

Dało to początek tzw. biegunce legislacyjnej, która z czasem stała się chroniczną dolegliwością polskiego parlamentaryzmu. W efekcie bardzo urośli prawnicy, a dorobek legislacyjny stał się zasadniczą częścią ogólnego dorobku trzydziestolecia. Gdy Chiny przez ten czas tak urosły, że dziś są zdolne Księżyc zajść od tyłu, to naszym sukcesem stało się ostateczne ustalenie długości psiego łańcucha (co najmniej 5 m), a także – przez czipowanie – faktyczne upaństwowienie psów, które obywatel ma teraz jedynie w użytkowaniu (odwrotnie niż ziemię pod blokiem, którą po spłaceniu będzie miał na własność, choć tej własności ani zabrać, ani nawet zobaczyć nie może). Ogólnie zasadniczym problemem wydaje się, że w intencji podnoszenia świadomości prawnej społeczeństwa, starą rzymską zasadę dura lex sed lex wciska się nam w wersji krajowej: durne prawo, ale prawo.  hen

Komentuje Waldemar Rukść

eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl