80 lat białowieskich żubrów


23-04-2019 14:23:54

Każda wycieczka szkolna i turysta udający się pierwszy raz w rejon Puszczy Białowieskiej chce zobaczyć żubry. Przez wiele lat po wojnie, trzeba było udać się w tym celu do Białowieskiego Parku Narodowego. Tej zimy - jak poinformował mnie kolega pochodzący z Bielska Podlaskiego - stado żubrów można było fotografować także m.in. na polanie w okolicy wsi Narewka- Nadleśnictwo Browsk. Zorganizowano im paśnik tak, że były widoczne w trakcie konsumpcji siana oraz buraków w pewnej odległości od lasu i oczywiście od zabudowań.

Żubr - największy roślinożerny, dziko żyjący ssak europejski jest do podglądania w wielu regionach naszego kraju, bo w Polsce żyje obecnie ponad 1800 osobników. Nadal jest to gatunek pod szczególną ochroną państwa, a wiele zadań w tej ochronie powierzono Lasom Państwowym. Gatunek ten do swojego normalnego funkcjonowania wymaga dużej powierzchni leśnej z polanami i łąkami śródleśnymi i dostępem do wody. Takie warunki mogą zapewnić żubrom – oprócz parków narodowych- nadleśnictwa.

Trudne początki

Warto jednak pamiętać, że w młodym państwie polskim, w 1923 r. nie było żadnego osobnika tego gatunku. W tym roku obchodzone jest 80 -lecie białowieskich żubrów, ale pierwsze próby przywrócenia żubra na ziemiach polskich podjęto już w 1924 r.  

W tamtym właśnie roku wydając 12,5 tys. zł zakupiono w Niemczech i sprowadzono do Poznania pierwszą parę żubrów. Była to żubrzyca linii białowieskiej o imieniu Gatczyna i byk białowiesko- kaukaski – Hagen. W chwili zakupu zwierzęta miały po 13 lat i ten wiek był prawdopodobnie przeszkodą, aby po wydaniu na świat dwóch cieląt, które szybko padły, nie wydały one więcej potomstwa.

Za początek restytucji żubra uważa się rok 1929 (stąd jubileusz), gdy za państwowe środki zakupiono kolejne osobniki obojga płci i umieszczono w specjalnej (22 ha) białowieskiej zagrodzie. Byk z białowieskiej linii Borusse pochodził z niemieckiej hodowli, a żubrobizon Kobold został zakupiony w Danii. W tym samym roku dołączyły do nich dwie samice ze sztokholmskiego Zoo: Biserta i Biscaya- obie z linii białowieskiej. Przewiezienie do Białowieży Gatczyny i Hagena nic nie dało, bo szybko padły ze starości.

Nie dało też efektu dostarczenie w 1935 r. do rezerwatu byka linii białowieskiej o imieniu Bjornson oraz samicy Blimy. Tego pierwszego uśmierciła swoimi rogami Biserta, a Blima była zbyt stara, aby dać potomstwo.

Dopiero sprowadzenie do Białowieży byka o imieniu PLISCH z hodowli pszczyńskiej, który chętnie uciekał z zagrody, ale dokonał czynu dla potomności w postaci pierwszej cieliczki nazwanej Polką. Właśnie BISERTA, BISKAYA i PLISCH dały początek podgatunkowi żubra białowieskiego.

Znani i nieznani odtwórcy gatunku

Zdaniem prof. Wandy Olech- Piaseckiej z Wydziału Nauk o Zwierzętach z SGGW, która przewodniczy Stowarzyszeniu Miłośników Żubra, istotna rola w odtworzeniu żubrów białowieskich przypada osobnikom, które przetrwały w okolicy Pszczyny. A znalazły się tam w 1865 r., gdy car Aleksander II wymienił z księciem Hochbergiem 4 żubry na 12 jeleni. W tym miejscu warto dodać, że żubry w Rosji były pod ochroną państwa praktycznie od początku XIX wieku na mocy ukazu cara Aleksandra I, a na jelenie tak polowano, że w Puszczy Białowieskiej ich „zabrakło”.

Te 5 osobników z Białowieży miało tak dobrze w Księstwie Pszczyńskim, że gdy kończyła się I wojna światowa było ich 74. Ale ogólna bieda w społeczeństwie i chaos w okresie powstań śląskich spowodowały, że przetrwało zaledwie 3 sztuki. To przetrwanie zawdzięczały one głównie leśnikowi Stanisławowi Cenkierowi, który z narażeniem własnego życia, z bronią w ręku obronił żubry przed wszechobecnymi kłusownikami (pełnił potem funkcję dyrektora ds. leśnictwa w Śląskim Urzędzie Wojewódzkim). 

Lata II wojny światowej nie były wprawdzie tragiczne dla odradzających się w Puszczy Białowieskiej żubrów, ale do szczęśliwych nie należały. Wkraczające we wrześniu 1939 r. na te tereny wojska ZSRR żadnych strat nie spowodowały, ale jedyny właściciel Puszczy Białowieskiej Herman Goering w czasie okupacji wprawdzie nie pozwalał na jej wycinkę, ale polowania w jej rejonie przed 1939 r. na zaproszenie Prezydenta Mościckiego należały do jego ulubionych zajęć. W trakcie jednego z nich upolował m.in. żubrzycę Bisertę.

Niemcy opuszczając Białowieżę dali żubrom „wolność” (rozpuścili stado).

Po wojnie pogłowie żubrów systematycznie rosło. Duża rola w tym okresie przypadła znanemu popularyzatorowi, wieloletniemu dyrektorowi Warszawskiego ZOO doktorowi Janowi Żabińskiemu. To on stworzył księgę genetyczną dla żubrów ocalałych po II Wojnie Światowej.

Z czasem Białowieski Park Narodowy i przyległe do niego nadleśnictwa (Browsk, Hajnówka i Białowieża) stawały się dla białowieskich żubrów zbyt ciasne. Skorzystały na tym ogrody zoologiczne i lasy w Polsce i w Europie. Zdaniem naukowców 25 żubrów wymaga 50 km2 lasu.

W kraju i zagranicą

Według stanu na początek 2018 r. nadal najwięcej żubrów żyje w Puszczy Białowieskiej (654 plus 43 Białowieża). Bardzo dobrze czują się także w Bieszczadach (484 sztuki), udany był ich powrót w rejon Pszczyny (ponad 50), a ponadto liczne stada są w kilku puszczach: Puszcza Knyszyńska 150, Puszcza Borecka 120, a stado zachodniopomorskie liczyło 216 sztuk.

Na temat białowieskich żubrów słychać różne głosy. Są i takie, że leśnicy wykazują nadmiar troski o nie i tworząc specjalne zimowe karmiki ograniczają ich instynkt przetrwania w trudniejszych warunkach. „ A co, mamy pozwolić, żeby buszowały po wiejskich zagrodach w poszukiwaniu pokarmu i ginęły na drogach i torach kolejowych” – odpowiadają leśnicy i mają rację.

Słychać też głosy, że wprawdzie nawożą one lasy rozwijając ich bioróżnorodność, ale niektórym drzewom (np. jesionom) mocno szkodzą. Eksperci twierdzą, że te szkody wyrządzane przez żubry są minimalne.

 To hasło szkód leśnych działa jednak niekorzystnie na potencjalnych posiadaczy tego gatunku (np. Niemców), zwłaszcza z krajów gdzie lasy stanowią własność prywatną. Ostatnio pojawiła się oferta przyjęcia istotnej liczby żubrów przez Rumunię. Przygotowania Rumunów do przyjęcia żubrów trwają i dobrze, bo to kraj o dużych przestrzeniach leśnych, których żubry wymagają.

To jednak parzystokopytne

W pewnym stopniu dzięki żubrom z Polski (ale nie tylko) na świecie w 2016 r. żyło ponad 6500 żubrów. Ich pogłowie nie rośnie jednak w takim tempie jakby wskazywały wskaźniki rozrodu tych zwierząt. Zważywszy, że te żyjące w Polsce pochodzą od tych samych przodków (trzech sztuk), więc są spokrewnione. A to spokrewnienie przyczynia się do zmniejszonej odporności na choroby i przychodzenia na świat zwierząt w gorszym stanie, czasem z wadami genetycznymi. Bywa, że nieuleczalnie poranionego żubra (np. złamał nogę lub został mocno poraniony w walce) trzeba odstrzelić. I wówczas odzywają się głosy tzw. ekologów często powiązanych ze znanymi fundacjami lub gazetami. Informacja, że np. w jakiejś restauracji podano mięso z żubra stawia pytania o faktyczną ochronę gatunku. Przepraszam, ale czy należało zdrowe mięso z żubra zutylizować i ponieść kolejne koszty?  

Trzeba mieć na uwadze, że żubry należą do ssaków parzystokopytnych i wszystkie choroby- włącznie z zakaźnymi- dotykające np. nasze bydło domowe dotyczą także tego gatunku. Najgroźniejszą jest pryszczyca, która kilkakrotnie atakowała polskie stada. Bywa, że pojawia się też gruźlica bydła, z którą muszą sobie radzić lekarze weterynarii opiekujący się stadami. Tak więc troska o utrzymanie tego gatunku kosztuje i te koszty w największym stopniu ponoszą Lasy Państwowe.

                        ***

Jak z powyższego tekstu wynika przywracanie żubra polskiej przyrodzie było skomplikowane, trudne i kosztowne. Ale dzięki wielu miłośnikom przyrody, w tym leśnikom, dzięki wysiłkowi hodowców i weterynarzy ten gatunek nie podzielił losu swojego bliskiego krewnego, jakim był tur.

                                                                                                          Henryk Piekut   

Komentuje Waldemar Rukść

eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl