Wątpię więc jestem. Ludzkie oblicze


14-05-2019 20:37:06

Jako urodzony w czasach, gdy dzieciom wbijano do głowy, że nauka to potęgi klucz, który w połączeniu z pracą otwiera drogę do kariery i bogactwa, z wielkim zainteresowaniem, a zarazem niejakim zdziwieniem obserwuję naukę w jej obecnym stadium i najbardziej charakterystyczne tendencje w jej rozwoju. Wciąż mi się wydaje, że słabnie jej siła, znaczenie i prestiż; że bardziej opłaci się dziś (z punktu widzenia kariery) zaliczyć ze dwie manify i cztery uliczne protesty niż dwa lata chemii na Uniwersytecie Warszawskim. Jedną z ważniejszych tego przyczyn wydaje się swoiste jej rozcieńczanie. Nauka, podobnie jak spirytus, do którego stopniowo dolewa się wody, traci swoją moc, a powiększa objętość. Jakby powiedział klasyk: - jakość przechodzi w ilość.

Polska nauka w okresie międzywojennego dwudziestolecia była w porównaniu ze stanem obecnym prawdziwym karłem, ale miała kilka światowych autorytetów, w tym. np. lwowską szkołę matematyczną. Dziś jest olbrzymem, ale pierwszy uniwersytet, o którym ktoś w świecie słyszał, mieści się w piątej setce światowych rankingów. Owo rozcieńczanie nauki jest zabiegiem może nieuświadamianym, ale jak najbardziej naturalnym. Chodzi o nadanie jej bardziej ludzkiej twarzy, uczynienia bardziej strawnej dla przeciętnej ludzkiej głowy, podobnie jak to się czyni w przypadku przywołanego wyżej spirytusu. Nie każdy jest w stanie go wypić w stanie gwarantowanym fabrycznie, dlatego trzeba go przyrządzić tak, by stał się strawny dla każdego gardła. Z podobnych względów – by naukę bardziej uczłowieczyć – wycofano przed kilku laty matematykę z obowiązkowej matury i dziś podobne zamiary zdają się wisieć w powietrzu.

Nie ulega wątpliwości, że gdy się matematyka zamieni na „Latarnika”, wzrośnie efektywność nauczania, nabierze realnych kształtów tolerancja i równouprawnienie. Nie mniejszy wpływ na przemiany zachodzące w szkolnictwie, nauce, edukacji ma to, na co swego czasu dawno, dawno temu zwróciła mi uwagę pewna kelnerka, w skromniej restauracji w nieskromnej bynajmniej stolicy pewnego zaprzyjaźnionego kraju. Nieważny w istocie spór o miejsce przy stoliku zakończyła niespodziewanie odkrywczą uwagę:- ty tu przyszedłeś, a ja tu pracuję. Tej prawdy nie bierze się pod uwagę również w rozważaniach na temat szkolnictwa. Przyjmuje się niemal jako pewnik, że szkoła jest dla dzieci i młodzieży, gdy tymczasem one przychodzą i odchodzą, a ciało pedagogiczne trwa na posterunku. Szkoła nie uczy tego, co jest przydatne młodzieży, ale tego, co potrafią kadry. Oczywiście nie chodzi jedynie o nauczycieli, ale całą nadbudowę, która jest nad nimi, a nawet rezerwy, które tworzą nacisk swoją obecnością.

Wspomniana np. matematyka jest zakałą nie tylko dlatego, że obniża efektywność nauczania, ale także dlatego, że blokuje miejsce (w klasach i głowach) innym gałęziom wiedzy. Ilu się przez nią marnuje „latarników”, ile fachowych kadr od seksu chodzi samopas, niezagospodarowanych... Rezerwy biorą się m.in. z nadprodukcji pewnych specjalizacji, które stały się z czasem prawdziwym hobby naszego szkolnictwa wyższego, w którym – podobnie jak w szkolnictwie podstawowym i średnim – podmiotem nie są studenci, ale kadra. Uniwersytety nie szukają „prawdy jasnego promienia”, nie szukają mądrości..., szukają rzeczy prostych, łatwych i przyjemnych, pozwalających się wybić na wielkość. Stąd w strukturze uczonej kadry przechył grożący wręcz wywrotką na stronę gadających.

Ile np. myślących wystąpiło w telewizji w ostatnim miesiącu? A ilu gadających występuje każdego dnia? Gdy szkolnictwo wyższe zrywało się dopiero do lotu, na wsiach każdej niedzieli po sumie siadali chłopi pod płotem i dyskutowali światowe i krajowe trendy, by po zakończeniu dysputy wracać do obrządku. Dziś te same myśli i problemy – ani o cal trafniejsze, ani o źdźbło mądrzejsze – serwuje nam telewizja w wykwintnej oprawie, w udziałem najwyżej utytułowanych politologów, socjologów…. I jeśli coś w tym wszystkim jest śmieszne, to wyłącznie otwarcie czasem wyrażane przekonanie, że z ich mozołu czerpie kraj, a przede wszystkim wieś i górnictwo. No może jeszcze postulat, by naukę mocniej dofinansować.

hen

Komentuje Waldemar Rukść

eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl