Jak pomóc szkole zawodowej?


24-05-2019 19:39:45

Artykuł dyskusyjny

Chociaż o edukacji było ostatnio głośno, to wciąż na marginesie społecznego zainteresowania wydają się być zagadnienia związane z funkcjonowaniem średniego szkolnictwa zawodowego. Jak uczyć fachu w XXI wieku? Co zrobić, aby obrany zawód, nie sprawił zawodu? Bynajmniej nie retoryczne to pytanie.

Problemami tymi od wielu lat interesuje się środowisko stowarzyszeń naukowo-technicznych, organizując wiele konferencji, spotkań i dyskusji. Co roku wspólnie zer Związkiem Rzemiosła, FSNT NOT organizuje konferencje z cyklu „Łączy na kształcenie zawodowe”. W ich organizowaniu NOT współpracuje również z Ośrodkiem Rozwoju Edukacji. Tematowi rozwoju szkół zawodowych z uwzględnieniem historycznych bogatych doświadczeń była poświęcona konferencja „Kształcenie zawodowe w czasach zaborów i w XX-leciu Polski Niepodległej”, którego organizatorem był Ośrodek Rozwoju Edukacji przy współpracy z FSNT- NOT, a jej obrady miały miejsce w Warszawskim Domu Technika.

Warto spojrzeć wstecz

Ze względu na rocznicę 100-lecia odzyskania Niepodległości rodzą się refleksje historyczne. Z przedstawionych na konferencji referatów oraz debaty, wynika m.in. kilka generalnych spostrzeżeń. W czasach zaborów uczniowie za naukę w szkołach przemysłowych (taka nazwa obowiązywała np. w zaborze austriackim) płacili czesne i było ono stosunkowo wysokie. Jednak w jednej szkolnej klasie uczyło się niewielu uczniów: kilkunastu, a zdarzało się nawet, że zaledwie tylko ...kilku! Uczniowie byli przyuczani do zawodu poprzez zajęcia w warsztatach szkolnych oraz odbywali raz w tygodniu tzw. wycieczki do fabryk, co dzisiaj nazwalibyśmy praktyką zawodową. Szkoły zawodowe dzienne często prowadziły też wieczorowe zajęcia dla dorosłych. Dużym zainteresowaniem cieszyły się także różnego typu kursy np. dokształcające dwumiesięczne kursy dla maszynistów lokomotyw, czy kursy dla obsługujących kotły i maszyny parowe. Uwagę zwracała szczególna dbałość grona pedagogicznego o dyscyplinę i jak to wtedy nazywano, obyczajność uczniów. Zachęcano do systematycznej nauki, wręczano medale za pilność. Ale też wysoki odsetek uczniów – niestety - nie kończył szkoły w terminie, albo uczniowie rezygnowali z dalszej nauki. Przyczyną dla której tak się działo nierzadko były kwestie materialne. Dlatego w owej epoce tak ważne były inicjatywy wspomagające uczącą się młodzież ze strony rodzącego się w owym czasie stowarzyszeniowego ruchu inżynierskiego. Członkowie stowarzyszeń inżynierskich, najpierw w dobie rozbiorów, a następnie w II RP, bardzo mocno angażowali się w tworzenie szkolnictwa zawodowego w Polsce i podejmowali konkretne inicjatywy pomocy materialnej dla uczącej się młodzieży.

Otwierania szkół rzemieślniczych, a nawet wyższej szkoły rzemiosł domagał się Bolesław Prus pisząc m.in., iż wśród rzemieślników jest element zdolny, który mógłby być twórczy w zakresie wynalazków, gdyby wyposażono go w wiedzę. Jego zdaniem: rzemieślnik musi być nie tylko uczciwym. punktualnym, pracowitym i oszczędnym, ale i ukształconym.

Szkół zawodowych w kraju pod zaborami nie było dużo. Ale też i popyt na takowe instytucje naukowe nie był zbyt wysoki. Szkoły rzemieślnicze nie cieszyły się zbytnią popularnością i w konkurencji z gimnazjami przegrywały. Dlaczego? W sprawozdaniach Wyższej Szkoły Przemysłowej w Krakowie z l. 80 XIX stulecia czytamy. iż jest stwierdzonem niestety zjawiskiem, że rękodzielnik (rzemieślnik -p.m.) i wieśniak (rolnik – p.m.) jeżeli już syna do szkoły posyła, chce mieć go "księdzem" lub "panem", tj. urzędnikiem. Acz w cytowanym wyżej sprawozdaniu zaznacza się zachodzące już powoli zmiany mentalne. I tak rodzice stanu urzędniczego średnich i niższych stopni uważać zaczynają szkołę przemysłową za nadającą się do zapewnienia młodzieży stosownego w społeczeństwie stanowiska, a to nie gorszego od stanowiska urzędnika, które drogą gimnazjalną się zdobywa (...) (pisownia oryginalna).

W II RP reforma szkolnictwa została podjęta w 1932 r. i polegała na ujednoliceniu systemu oświaty, m.in. umożliwiła stworzenie trzyletnich liceów zawodowych. Abiturienci liceów zawodowych po zdaniu egzaminu maturalnego, otrzymywali tytuł technika i prawo studiowania na wyższej uczelni. Prestiż szkolnictwa zawodowego był budowany w owym czasie poprzez zatrudnianie nauczycieli o dużych umiejętnościach praktycznych i rozległej wiedzy teoretycznej.

Cień "przyzakładówki"

Stosunek rodziców i dzieci do tego typu szkolnictwa był też przedmiotem analiz socjologicznych, ankiet i sondaży w PRL. Większym wtedy prestiżem cieszyli się absolwenci liceów, niż techników. Natomiast obecnie prestiż szkolnictwa branżowego w sposób wyraźny wzrasta. Ta zauważalna tendencja związana jest także z możliwością zagwarantowania absolwentowi zatrudnienia i dobrze płatnej pracy. Także poza granicami kraju, w państwach unijnych.

W okresie PRL nastąpił duży rozwój ilościowy zawodowego szkolnictwa technicznego. A zwłaszcza tzw. szkolnictwa przyzakładowego. Popularne ongiś "przyzakładówki" stały się przysłowiowa "kulą u nogi" dla polskiej oświaty już od samego początku transformacji ustrojowej 1989 r. w Polsce. Wiele przedsiębiorstw produkcyjnych - w zderzeniu z tworzącym się wolnym rynkiem - bankrutowało. A to właśnie te duże, a w tamtym momencie nierentowne fabryki, finansowały szkolnictwo przyzakładowe. Szkoły przyzakładowe dysponowały warsztatami często bogato wyposażonymi. Utrzymywano je z własnych funduszy zakładowych.

Ten system edukacyjny szkolnictwa zawodowego nie odpowiadał nowym potrzebom i wyzwaniom, nie sprzyjał mobilności przyszłych pracowników Wymagał więc szybkiej sanacji i sporych nakładów na unowocześnienie oraz wprzęgnięcie w proces edukacyjny nowych zdobyczy technologicznych i cywilizacyjnych, w tym optymalnego wykorzystaniu informatyki do przeobrażenia nauki zawodu.

Kwadratura paradoksu

Paradoksem jest, że jednocześnie na rynku pracy brakuje coraz więcej pracowników posiadających praktyczne umiejętności, związane z wykonywaniem konkretnych czynności. A pracodawcy od wielu lat zwracają uwagę na niezadowalającą jakość kształcenia zawodowego. Tymczasem nauczyciele zawodu, pozbawieni mocnego zaplecza w zakładach pracy, nie mający dobrych warunków do prowadzenia zajęć praktycznych (nie zawsze nowocześnie wyposażone warsztaty przyszkolne) nie są w stanie dobrze wykształcić poszukiwanych na rynku specjalistów. Do tego już sama oferta dydaktyczna wielu szkół nie zawsze odpowiada na aktualne zapotrzebowanie rynku. To wszystko przyczynia się do sytuacji, iż aż 41% absolwentów szkół zawodowych ma trudności ze znalezieniem pracy. I paradoksem paradoksu jest w tym wypadku fakt, że absolwenci nie mogą znaleźć zatrudnienia, a pracodawcy mają permanentne kłopoty z naborem kadry pracowniczej, zwłaszcza do produkcji.

W pełni potwierdza to diagnoza, wynikająca z badań bilansu kapitału ludzkiego, prowadzonych przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości. Okazuje się, że aż 75% przedsiębiorców ma problem ze znalezieniem kandydatów do pracy odpowiadających potrzebom przedsiębiorstwa. Oczywiście kolejną barierą są też niedostateczne kompetencje społeczne absolwentów, których w większości szkół zawodowych, nawet tych najlepszych, nie uwzględnia się w programie nauczania. A obecnie przedsiębiorcy traktują tzw. miękkie kompetencje na równi z kompetencjami sensu stricte zawodowymi.

Dualny pomysł

Od 2012 r. Ministerstwo Edukacji Narodowej rozpoczęło wprowadzanie zmian w systemie. Objęły one m.in. reorganizację struktury szkolnictwa zawodowego, zmodyfikowanie klasyfikacji zawodów, wdrożenie zmodernizowanej podstawy programowej kształcenia zawodowego oraz ujednolicenie systemu egzaminów potwierdzających kwalifikacje zawodowe. Minister znowelizował także rozporządzenie w sprawie praktycznej nauki zawodu wprowadzając, we wrześniu 2015 r., założenia dualnego systemu kształcenia zawodowego, które zakłada, że kształcenie teoretyczne odbywa się w szkole, natomiast umiejętności praktyczne uczniowie zdobywają w toku zajęć praktycznych u pracodawców. Ale zdaniem Najwyższej Izby Kontroli, która przed dwoma laty dokonała analizy sytuacji w tym obszarze szkolnictwa reforma nie może przynieść oczekiwanych efektów, bo nie zmieniono do tej pory sposobu finansowania tego szkolnictwa.

Liczby nie kłamią

 Przebudowano system kształcenia w szkołach zawodowych i technikach, nie dostosowując go do zmian modelu ich finansowania. W ocenie NIK finansowanie z budżetu państwa nie uwzględnia faktycznych kosztów kształcenia w poszczególnych zawodach. Bowiem w algorytmie podziału subwencji oświatowej dla organów prowadzących szkoły zawodowe przyjęto jednolitą wagę - niezależną od kierunku kształcenia, jego kosztochłonności oraz wymogów podstawy programowej. Może to utrudniać władzom samorządowym podjęcie decyzji o uruchomieniu nowych lub bardziej kosztownych kierunków. Sytuacja ta utrwala model, w którym o kierunkach kształcenia nie decydują potrzeby uczniów i rynku pracy, a głównie posiadane zasoby infrastrukturalne i kadrowe.

Koszty kształcenia ogółem ponoszone we wszystkich typach szkół zawodowych prowadzonych przez samorządy w przeliczeniu na jednego ucznia rocznie wynoszą od 6,4 tys. zł do 7 tys. zł i były znacząco niższe od analogicznych kosztów w szkołach np. leśnych, czy rolniczych, dla których organami prowadzącymi byli ministrowie (od 18,5 tys. do 24,4 tys. zł na jednego ucznia).

Wyniki kontroli wskazują, że 40% samorządów powiatowych miało trudności z zapewnieniem odpowiednich warunków i infrastruktury do kształcenia zawodowego. W niemal wszystkich skontrolowanych szkołach (11 z 12 objętych badaniem) stwierdzono nieprawidłowości. Dotyczyło to w szczególności dostosowania bazy technologiczno - dydaktycznej do wymagań nowej podstawy programowej. Ponad jedna trzecia (37%) ankietowanych przez NIK dyrektorów szkół uznała, że wyposażenie jest przestarzałe i niewystarczające do realizacji programów nauczania. To znacząco wpływa na jakość kształcenia i szanse absolwentów na rynku pracy.

Nie - dla niepowodzeń

Nie zahamowano niestety zmniejszania się liczby placówek oświatowych w pionie średniego szkolnictwa zawodowego. Otóż, liczba szkół średnich kształcących w zawodzie nad systematycznie spada: w 2005 r. było ich 5009, a w 2015 r. było już ich tylko 4026.

Popełnione przed trzydziestu laty błędy w polityce oświatowej rzutują do dziś na efektywność nauki w średnim szkolnictwie zawodowym. Nie zreformuje się szkolnictwa zawodowego bez pieniędzy. Mamy ofiarnych nauczycieli i wspomożenie ich codziennych starań zarówno przez administrację centralną, jak i samorządową jest nieodzowne. Jak meandrujące szkolnictwo zawodowe wyprowadzić na prostą? Nie ma cudownych recept. Ale należy stosować te, które się sprawdziły. Olimpiada Wiedzy Technicznej - organizowana corocznie przez NOT potwierdza - że młodzież mamy zdolną, chętną do nauki, kreatywną. W ciągu 45 edycji OWT wzięło udział w jej finale 7 312 uczniów z 398 szkół podstawowych. Nie gubmy zatem talentów na wyboistej drodze polskiej oświaty i pozwólmy im rozwijać swe zdolności.

Technostaże

A przy okazji należy podnieść, iż liczy się każda inicjatywa, jak chociażby ta śląska. Wespół z samorządami, szkołami i przedsiębiorcami w województwie śląskim realizowany jest projekt pod hasłem "ŚląskieTechno-Staże", którego celem jest dostosowanie oferty edukacyjnej szkół zawodowych do rosnących potrzeb gospodarki w regionie. Projekt jest odpowiedzią na zapotrzebowanie m.in. Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej i izb branżowych.

Czekamy zatem na głosy Czytelników, a także uczestników debat, jakie odbędą się w Krakowie w dniach 13-15 czerwca br. na IV Światowym Zjeździe Inżynierów Polskich oraz XXVI Kongresie Techników Polskich.

Marek Bielski

Komentuje Waldemar Rukść

16-17
Aktualny numer WSZYSTKIE
eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl