Mistrz Techniki to mistrz wdrożenia


14-06-2019 18:17:45

Z wiceprezesem Zarządu Głównego Federacji SNT- NOT, dr. hab. inż. Stefanem Góralczykiem rozmawia Zygmunt Jazukiewicz.

 

- W 2010 r. nastąpiła reaktywacja Ogólnopolskiego Konkursu Mistrza Techniki, od wielu lat organizowanego przez FSNT-NOT, a pan został przewodniczącym Jury. Co było motywem do odnowienia tej formy wyboru największych osiągnięć technicznych roku?

- Zostałem powołany na przewodniczącego Komisji Konkursowej w poprzedniej kadencji władz Federacji. Podjęliśmy działania, zobowiązując przede wszystkim jednostki terenowe, żeby to one grały główną rolę w tej rywalizacji, bo pierwszy etap oceny i kwalifikacji wynalazków odbywa się w terenie. Jednostki terenowe przysyłają nam już zaopiniowane wnioski, które zakwalifikowały do dalszej oceny. W tym roku dostaliśmy 19 zgłoszeń, nieco mniej niż w poprzedniej edycji. Przodującym ośrodkiem jest Legnica, a więc KGHM, ośrodki badawcze Wrocławia i Dolnego Śląska. Regulamin jest ostry; o Mistrza Techniki mogą się ubiegać rozwiązania, które muszą spełniać dwa podstawowe kryteria: patent i wdrożenie. To jest poprzeczka postawiona dość wysoko. Bo jeżeli ostatnio liczba patentów rośnie, wcale nie oznacza to wykorzystania ich przez przemysł. O tytule decyduje więc konkretna korzyść z zastosowania. Dla zachowania prestiżu przyznajemy tylko jedną nagrodę główną. Zrezygnowaliśmy z wyróżnień, ale jeżeli są odpowiedniej klasy rozwiązania w różnych dziedzinach techniki, to też mogą otrzymać ten tytuł.

- Nazwa nagrody sugeruje, że tytuł przynależy autorom rozwiązania.

- Oceniamy rozwiązanie wynalazcze i na tej podstawie przyznawana jest nagroda dla autorów. Nie możemy nadać tytułu jednej instytucji czy firmie, bo bardzo często zespół autorski złożony jest z reprezentantów kilku jednostek: uczelni, instytutu, przedsiębiorstwa. Jestem zdania, że wdrożenie często zależy nie tylko od poziomu rozwiązania technicznego, ale od działania strony wdrażającej. Wiele przedsiębiorstw obawia się ryzyka związanego z wdrażaniem prototypu. We wzorcowych zgłoszeniach, jakie napływają do Mistrza Techniki, najwyraźniej widać sprawność współdziałania między nauką a firmą.

- Preferowane są produkty czy technologie?

- Często mamy do czynienia z wdrożeniami, które pasują do rozwoju technologicznego firmy, są niejako elementem procesu optymalizacji jej produkcji. To z jednej strony jest pozytywne, bo świadczy o naturalnym dążeniu rozwojowym przedsiębiorstwa. Ale z drugiej strony są to często rozwiązania niezbyt uniwersalne, funkcjonujące na poziomie firmy. Zaletą ich jest, że są wspólne, wynikają z autentycznego zaangażowania zarówno twórcy i projektanta, jak i wdrażającego. Jako usprawnienie dają wymierne korzyści. Wynikają z problemów, jakie się pojawiają w trakcie produkcji. Najwyższą ocenę dostają jednak wynalazki, które mają znaczenie bardziej ogólne, uniwersalne.

- Czy istnieją jakieś fundusze wsparcia dalszego rozwoju projektów Mistrzów Techniki?

- Sadzę, że wiele takich projektów powstaje z udziałem programów wspierających np. z NCBR. Niektóre mają charakter racjonalizatorski i są z góry obliczone na poprawę efektów ekonomicznych, a więc są inwestycją rozwojową. Problemy z finansowaniem występują w kontakcie między autorami a wdrażającym, który często mówi: chętnie wdrożę ten prototyp, kupię technologie, ale nie myślcie, że podpiszę umowę na wypłacanie części zysków. Autorzy mogą się zgodzić albo zostać z niczym. Wdrażający zasłania się dużymi kosztami własnymi i ryzykiem, jakie podejmuje, a czasem posuwa się do podważenia patentu, żeby tylko uniknąć opłat autorskich wynikających z przepisów.

- Musi wygrać proces z Urzędem Patentowym

- Bywają takie przypadki. U nas zbyt często patent jest warunkiem wstępnym wdrożenia. W innych krajach, w bardzo konkurencyjnych dziedzinach najpierw się wdraża, a potem patentuje, ponieważ zgłoszenie patentowe wymaga ujawnienia szczegółów rozwiązania i stanowi zbyt cenną wiedzę dla konkurencji. W innych krajach badania naukowe są znacznie bardziej ukierunkowane na zastosowania przemysłowe, więc przemysł może się nimi zainteresować na wczesnym etapie i nawet pomóc w finansowaniu. Obecnie w Polsce powstały przepisy przydające moim zdaniem zbyt dużą wagę patentowaniu w jednostkach badawczych, dla których liczba patentów stała się ważnym elementem oceny przez Ministerstwo Nauki. Dlatego niektóre instytuty starają się mnożyć wnioski patentowe „na siłę". Czynnikom rządowym z trudem przychodzi zrozumienie, że np. w różnych instytutach mogą być prowadzone takie same, konkurencyjne prace. Stąd bierze się tendencja do konsolidacji. Ale przecież nauka polega właśnie na konkurencji! Wielu pracuje, ale na rynku wygrywa najlepszy. I stąd się bierze rozwój, bo inny chce być jeszcze lepszy itd.

- Do dwóch kryteriów Konkursu trzeba dodać trzeci: ciężar gatunkowy rozwiązania

- Oczywiście; dlatego mamy w Komisji fachowców z różnych dziedzin. Mogą merytorycznie ocenić wynalazek, jego wagę i znaczenie dla techniki. Oceniają nowość i powszechność zastosowania oraz korzyści ekonomiczne. Zgłaszający musi przekonać we wniosku oceniającego, że ma autentyczny potencjał. Fachowcy mogą porównać rozwiązanie z tym, co już na świecie istnieje w tej kategorii. Zachowanie tych wszystkich warunków pozwala nam utrzymywać wysoki prestiż Konkursu Mistrz Techniki NOT.

- Dziękuję za rozmowę.

Komentuje Waldemar Rukść

eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl