My a Rewolucja Cyfrowa – Przemysł 4.0


14-06-2019 18:25:43

Dr inż. Piotr D. Moncarz, Adjunct Professor na Uniwersytecie Stanforda, członek Amerykańskiej Akademii Inżynierskiej (NAE), przewodniczący ElectroMobility Poland S.A. i USPolish Trade Council oraz Główny Inżynier i Senior Fellow w Exponent, Inc. Złoty Inżynier Przeglądu Technicznego. Moderator sesji „Inżynier w świecie maszyn (Industry 4.0)”

Przez setki lat człowiek udoskonalał narzędzia i systemy wytwórcze w oparciu o swą wiedzę teoretyczną i praktyczne możliwości. I tak stopniowo od rzemiosła i manufaktury przeszliśmy w wiek przemysłowy oparty na parze (1.0), na energii elektrycznej otwierającej drzwi do taśmowej produkcji (2.0) i już w ostatnich kilkudziesięciu latach – do wieku automatyki i robotyki ułatwiających produkcję i dystrybucję, a w wielu przypadkach zastępujących człowieka (3.0).

I oto, nawet nie zauważając, dotarliśmy do czwartej rewolucji przemysłowej: Przemysłu 4.0, a ja śmiem powiedzieć: do świata powszechnej cyfryzacji. Na niedawno zakończonym Polsko-Amerykańskim Sympozjum Naukowo-Technologicznym na Uniwersytecie Stanforda, w sercu Doliny Krzemowej, zorganizowanym już po raz 16. przez Polsko-Amerykańską Radę Współpracy (US-Polish Trade Council – https://usptc.org/polanddays-2019/), wiodącym tematem był Przełom Cyfrowy (Digital Disruption). Ponieważ świat cyfr, czy jak kto woli danych, łączących wszystko internetem, nie ma już dziś wyznaczalnych granic fizycznych, mówiono o prywatności wobec powszechności urządzeń notujących wszystko, wszędzie i wciąż, autonomii maszyn i urządzeń, w tym szczególnie w transporcie drogowym (elektromobilność krokiem do pojazdów autonomicznych) i powietrznym (drony w publicznej przestrzeni powietrznej), sztucznej inteligencji, cyberbezpieczeństwie, inteligentnych przedsiębiorstwach (smart factories) i miastach (smart cities), systemach finansowania i bezpiecznych bankach z aplikacjami opartymi na technologii blockchain, medycynie używającej mikro- i nanorozwiązań technologicznych opartych na diagnostyce wspieranej zbiorami danych o rozmiarach przekraczających wyobraźnię jeszcze sprzed kilkunastu lat. W trzydniowej debacie uczestniczyli z jednej strony liderzy polskiej nauki i gospodarki, a z drugiej ich amerykańscy odpowiednicy. Była to jakby wyprawa w świat Juliusza Verne’a, tyle tylko, że jego „za dwieście lat” już prześcignęliśmy i teraz odpowiadamy na pytania, w których większość kluczowych słów powstała w bieżącym pokoleniu.

W pełnej entuzjazmu dyskusji o jutrze, które jest już dzisiaj, wszyscy winniśmy zadawać sobie pytanie: jak nie wypaść z pędzącego pociągu nowej ery cywilizacji, jak się nie zagubić we współpracy z wykreowanymi przez nas systemami? Pytanie to zdawało się brzmieć tak samo głośno w głowach wszystkich uczestników sympozjum: z Polski i Doliny Krzemowej, Chicago czy Nowego Jorku. Pytanie to powinno być także istotnym elementem IV Światowego Zjazdu Inżynierów Polskich. Strona polska spotkania winna zadawać sobie dodatkowe pytanie: jak możemy w tym pociągu zająć miejsce w wagonie wyższej klasy niż ta, którą podróżujemy dzisiaj.

Dla nas wszystkich, którym Polska jest bliska, pytanie to bywa niekiedy bardzo bolesne, gdyż przy wielkich osiągnięciach indywidualnych naszych krajan, jako państwo nie zdołaliśmy jeszcze zbudować kultury pracy, współpracy, wspólnego ponoszenia ryzyka i wspólnego wspierania się przy powstawaniu po upadku, tak aby to przechodzenie do czołówki światowej odbywało się w tempie nas zadowalającym.

Oczywiście wypowiedź ta nie odnosi się do etosu historycznego, bo tam swą wielkość dowiedliśmy wielokroć w jakże burzliwej i trudnej historii. Mówić jednak musimy nie tylko o indywidualnych osiągnięciach, lecz o strategii zespołowego działania, o różnicy między zrywem a konsekwentną realizacją planów długoterminowych.

Ileż to już razy na różnych kongresach naukowych, gospodarczych, nie mówiąc już o politycznych, mówiono o konieczności silniejszych relacji między tym, co się dzieje w Polsce, a – jakże często wiodącą w kluczowych dziedzinach naukowych i gospodarczych, w światowej klasy firmach – diasporą polską.

Nie mogę oprzeć się budzącej różnorodność emocji obserwacji na temat braku proporcjonalnego do naszego potencjału udziału polskich przedsiębiorstw wśród elit gospodarczych świata. Odpowiedzią na ten problem może być stworzenie polskiego rynku odbiorców osiągnięć polskich uczelni wyższych, instytutów badawczo-rozwojowych, polskich start-upów i małych przedsiębiorstw opartych na światowej klasy innowacjach nauki i technologii. Radość bowiem budzi zainteresowanie międzynarodowych koncernów „polskimi rodzynkami” zatrudnianymi w tworzonych przez nie na terenie całej Polski think-tankach i oddziałach projektowania i rozwoju. To dobrze, że najlepsi absolwenci polskich uczelni znajdują w nich zatrudnienie, nie szukając „chleba” emigracyjnego, ale czy to jest ostatecznym celem utrzymywanego przez społeczeństwo polskie szkolnictwa wyższego i polskiego środowiska naukowo-badawczego? Szkoda, że wciąż tak mało mamy firm polskich, które mogłyby tymże rodzynkom zaoferować taką samą szansę, jaką oferują im działające w Polsce firmy zagraniczne. Troskę budzi myśl, że polski tort może stać się tortem bezrodzynkowym. I tutaj prośba o niewtrącanie do tych przemyśleń zarzutu ksenofobii, nacjonalizmu, czy regionalizmu. To czysta strategia konkurencyjności na światowych igrzyskach naukowogospodarczych. To z nią wiąże się moc pobożnych życzeń o sprawniejszy i prostszy aparat prawno-instytucjonalnego wspierania odważnych polskich przedsiębiorstw, o finansowanie dla efektów, a nie dla statystyk, o wspólną wizję polskiej kultury innowacyjnej gospodarki w dobie rewolucji cyfrowej Przemysłu 4.0.

Komentuje Waldemar Rukść

eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl