Filozofia pojęć technicznych (140): Technokracja


14-06-2019 19:14:14

Związek między techniką a polityką od czasu rewolucji przemysłowej jest tak oczywisty, że mało kto uznaje za potrzebne rozważanie takich terminów jak technokracja. Ale jest to jeden z jaskrawych przykładów zderzenia wieloznaczności pojęć politycznych z jednoznacznością techniki. Inżynier oczekuje jasnej odpowiedzi: jest ta technokracja czy jej nie ma?

Jeżeli będziemy się trzymać formalnego jej rozumienia, wprowadzonego w publicystyce brytyjskiej na początku 20-lecia międzywojennego, to oczywiście jest to pewna projekcja przyszłości, postulat „koncepcji ustroju społecznego, w którym władzę sprawowaliby technicy, eksperci, organizatorzy i kierownicy produkcji". Takiej koncepcji na szczęście nigdzie nie zrealizowano, bo prawdopodobnie oznaczałoby to wdrożenie negatywnej utopii, znanej z literatury s-f. Jak zauważył Janusz Korwin Mikke: „niestety, na świecie pełno ludzi wierzących, że możliwa jest technokracja – czyli rządy ludzi z obiektywnych faktów wyciągających obiektywne wnioski, co należy robić. To jest niemożliwe – z powodów czysto logicznych, a nie dlatego, że taki technokrata nie dysponowałby wszystkimi danymi”. 

Oznacza to, że wnioski, co należy zrobić, wymagają oceny i interpretacji faktów, a ta zależna jest od z góry przyjętych założeń ideowych. Dlatego niewłaściwe jest dopatrywanie się technokratyzmu np. w gospodarce PRL, ponieważ była to gospodarka niedoborów, forsowano zwiększanie ilości kosztem jakości, a na to żaden technokrata- dyktator nigdy się nie zgodzi. Znane są przypadki inżynierów zmuszonych ze względów politycznych do wykonywania nieracjonalnych dyrektyw (jedni psioczyli, inni próbowali dorabiać ideowe uzasadnienia, by nie tracić poczucia sensu życia). Władza technokratyczna mogłaby uznać za priorytet kolonizację Marsa nawet za cenę wpędzenia całego państwa w nędzę.

Jest jednak znacznie głębszy poziom rozumienia technokracji. Opisuje go w książce „Technopol" amerykański medioznawca prof. Neil Postman. Początki technokracji lokuje już w XVI w. i wiąże z postacią filozofa Francisa Bacona. Trudno w to dziś uwierzyć, ale wcześniej nauka i technologia rozwijały się samoistnie i nie obarczano ich przesłaniem poprawy warunków życia. Kopernik, Kepler czy Newton byliby zdziwieni, gdyby ktoś dowodził, że ich prace polepszą byt materialny ludzkości. O bogactwie inwestora decydował zmysł handlowy lub zasięg własności ziemskiej, a nie technologia. Bacon przebadał wpływ upowszechnienia takich wynalazków jak druk, proch czy busola na rozwój materialny cywilizacji i postulował publiczną organizację przedsięwzięć badawczych oraz ich zabezpieczenie finansowe, a nawet sporządził projekt Szkoły Wynalazców (!). Był pierwszym człowiekiem technokracji, która upowszechniła się w Europie zachodniej dopiero po 150 latach jako mentalność społeczna.

Ludzie w końcu XVIII w. porzucili fatalizm, według którego byli przez całe życie skazani na określoną pozycję w społeczeństwie, a czasem na wegetację . Przekonali się, że umiejętności techniczne i mechanizacja mogą całkowicie odmienić ich los. Ta nowa mentalność to właśnie technokracja, siła, która niebawem zaczęła decydować o losach państw. Jej impet wywołały zarówno wynalazki, jak i nauka, a zwłaszcza praca „Bogactwo narodów" Adama Smitha z 1776 r. Siłą napędową społeczeństwa jest wynalazczość, a „niewidzialna ręka rynku" eliminuje niekompetentnych i technicznie niesprawnych.

Osiągnięciem technokracji było odkrycie, że znakomite rezultaty daje trening pracownika i szkolenie do współdziałania z maszyną, która stała się w fabryce ważniejsza od człowieka. Kolejny sukces to przemysł narzędziowy, kiedy to maszyny zaczęły produkować inne maszyny. Efekty technokratyzacji stały się tak oczywiste, że w latach 60. XIX w. w Ameryce wybuchła wręcz gorączka wynalazczości – „Największym wynalazkiem XIX w. była sama idea wynalazku" (Alfred Whitehead). Wkrótce technokracja zamieniła się w technopol, czyli technokrację totalitarną, eliminującą inne, tradycyjne źródła kultury. Technopol ciągle się umacnia – codziennie jesteśmy świadkami, jak nowe wynalazki narzucają wzory zachowań, kształtują przekonania i obyczaje, a nawet normy współżycia społecznego.

Na naszych oczach technopol wskoczył na wyższy poziom wszechwładzy dzięki światowej sieci informatycznej. Urządzenie techniczne stało się przekaźnikiem, a ekosfera  technosferą. Czy zatem istnieje technokracja? Tak, bo wszyscy jesteśmy technokratami.

Zygmunt Jazukiewicz

Komentuje Waldemar Rukść

eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl