Wątpię więc jestem. Ocalić od zapomnienia


14-06-2019 19:32:36

Odkąd świat pozbył się garba analfabetyzmu, nowa zaczęła go dręczyć dolegliwość. Stara zasada „jak cię widzą, tak się piszą”, nabrała nowej treści i zaczęła funkcjonować w nowym kształcie, czyli jak cię piszą, tak cię widzą. W świecie współczesnym ten ma rację, kto ma głos. Boleśnie odczuwamy to obecnie, gdy nagle musimy dowodzić, że to nie my, a nas osiemdziesiąt lat temu napadnięto, to nie my, a nas mordowano, zamykano w łagrach i obozach, rozstrzeliwano, wieszano...

Do świadomości współczesnych skuteczniej bowiem przebija się prawda napisana przez innych, mocniejszych, donośniejsza w przekazie. Dla Niemców tamten czas to czas nazistowskiego zniewolenia narodu, który padł pierwszy ofiarą okrutnego reżimu; dla Rosjan to Wielka Wojna Ojczyźniana, dla Żydów – czas Holocaustu. Rozczłonkowanie Polski, przesunięcie jej niczym mebla, pozbawienie ojczyzny milionów ludzi – to dla niektórych piszących historię od nowa, akt sprawiedliwości dziejowej. Ofiary tego aktu wyrzucone przez wojenną burze na przypadkowy brzeg niczym szczątki potrzaskanego okrętu, pozostały jako kolejna zmiana w historycznej sztafecie polskiej emigracji. Straciły wszystko, nawet pamięć. O tę pamięć starali się walczyć ludzie słowa skupieni wokół paryskiej „Kultury” i kilku innych, mniej głośnych pism emigracyjnych.

Pamięć o polskiej inteligencji technicznej, o jej wojennych losach i powojennych dokonaniach pozostawały przez lata białą kartą. Za granicą nie było gdzie tego zapisać; w kraju nie było klimatu. W końcu lat siedemdziesiątych, gdy spece od ideologii z KC ważniejsze zaczęli mieć zmartwienia, ożył apetyt na prawdę i m.in. dotknięty nim został także nasz tygodnik. Rozpoczęliśmy od wydobywania z niepamięci tych, którzy wrócili „z emigracji” we Wronkach, z Rakowieckiej... Ust nie zamykały już zapisy w kartotekach i zwykła niechęć do przykrych wspomnień. Pamiętam inż. Włodzimierza Steyera (syna kontradmirała) – żołnierza „Zośki”, więźnia Stuthoffu, z którego uciekł, by całkiem niedługo dostać się w ręce NKWD, a następnie trafić na kilka lat do więzienia. Na moją propozycję rozmowy odparł z uśmiechem po chwili namysłu: – zgoda, i tak wkrótce odchodzę na emeryturę. Prof. Jan Podoski z Wronek, a wcześniej z Londynu (Oddział 6 Sztabu Naczelnego Wodza); prorektor Politechniki Warszawskiej prof. Janusz Tymowski z Woldenbergu, a wcześniej z Powstania Warszawskiego, specjalista od uzbrojenia inż. Zbigniew Lewandowski też z Politechniki, a wcześniej z AK; z-ca szefa Kedywu Okręgu Warszawskiego doc. Inż. Adam Borys – cichociemny, dowódca „Parasola”. Tak oto wyłaniał się prawdziwy archipelag nieprzeciętnych. Historie, które gdzie indziej był w stanie wymyślić tylko wyjątkowo uzdolniony scenarzysta, u nas leżały gotowe. Inż. Bolesław Chwaściński, którego wybuch wojny zastał na kontrakcie w Kabulu, by walczyć przewędrował do Indii, wstąpił tam do wojska i – już jako podwładny królowej brytyjskiej –przedostał do Anglii, gdzie w lotnictwie bombowym dwukrotnie ochotniczo wypełnił limit lotów bojowych...

Ten archipelag nie miał swoich granic i w miarę liberalizacji reżimu, nowe się wyłaniały horyzonty. Dzięki uprzejmości prof. Leszka Dulęby dowiedzieliśmy się o losach zespołu konstruktorów RWD („W jasyr przed niewolą”). Dzięki inż. Tadeuszowi Sołtykowi (którego „Iskra” z 1962 r. jeszcze dziś uświetnia pokazy lotnicze, a który po niej nie miał już zajęcia, jako dla kraju „nieopłacalny”) odszukaliśmy inż. Antoniego Zagórskiego, żołnierza i konstruktora, który po wojnie osiadł w USA i pracował m.in. przy realizacji programu Apollo. Przy okazji uroczystych obchodów, którejś z kolejnych rocznic Szkoły Orląt, trafiliśmy na Wernera Kirchnera, który ze Lwowa trafił do Anglii, latał „pod Skalskim”, by po wojnie wylądować w Ameryce, w „rakietowym zespole” von Brauna.

Piszę o tym dziś – gdy inne już wiatry wieją, inne motywy skłaniają ludzi do wędrówek, gdy kolejny „słój” narasta w konarze polskiej emigracji – by nie zostawiać dziury w ojczystej historii i przypomnieć, że mimo Katynia, Mauthausen, Powstania..., coś z naszej inteligencji zostało. Pamięć ta jest ważna, zważywszy choćby, jak wielu jest chętnych, by naszą pisać historię.

hen

Komentuje Waldemar Rukść

eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl