Felieton. Cisza po burzy


20-07-2019 16:08:14

Po tym jak polityczny i medialny zgiełk po wyborach do europarlamentu zdążył już prawie ucichnąć, nastąpiła kolejna fala wzmożonego zainteresowania sprawami europejskimi. Tym razem związana z podziałem stanowisk w unijnych instytucjach. Szczegóły dotyczące działań polskiej delegacji podczas negocjacji szczegółowo opisywały media, więc nie ma potrzeby ich tutaj powtarzać. Dość powiedzieć, że grupie „buntowników” m.in. z Grupy Wyszehradzkiej udało się zablokować kandydaturę Fransa Timmermansa na szefa Komisji Europejskiej, ale u steru najważniejszych instytucji UE nie znalazł się żaden z przedstawicieli naszego regionu. „To nasz wielki sukces” odtrąbiła partia rządząca. „Ich głos nie ma żadnego znaczenia, to kompletna porażka” – szydzili przedstawiciele opozycji. W dyskusji pojawiło się też kilka bardziej trzeźwych głosów, mówiących, że co prawda udało się nie dopuścić do wyboru niechcianego kandydata, ale trudno mówić o sukcesie, jeśli nie uzyskano żadnego stanowiska dla reprezentanta Europy Środkowo-Wschodniej. Jeden z komentatorów trafnie ujął, że Polska i Grupa Wyszehradzka dobrze sobie radzą w burzeniu unijnych porządków, ale nie potrafią w Brukseli niczego zbudować.

Ta wrzawa jest tylko chwilowa. Już za chwilę media i politycy przestaną się emocjonować personalnymi bataliami o fotele w Brukseli w UE. Duża grupa Polaków, która dzisiaj z wypiekami na twarzy śledzi słowne utarczki polityków rządu i opozycji o to, kto wygrał, a kto przegrał przy obsadzie unijnych stanowisk, za kilka dni zapomni o Unii Europejskiej. Nie będzie się interesować, co wybrani przez nich przedstawiciele robią w Europarlamencie ani jakie prawo jest tworzone na gruncie UE. To dla mnie najsmutniejsza refleksja po tegorocznych eurowyborach (zdominowanych przecież przez wątki krajowe) i zamieszania związanego z wyborem władz najważniejszych instytucji UE. Smutna tym bardziej, że tę kadencję powinniśmy obserwować ze szczególną uwagą, ponieważ w trakcie jej trwania prawdopodobnie rozstrzygać się będzie przyszłość Europy.

Mimo wszystko będę apelował: przyglądajmy się pracy naszych reprezentantów w Brukseli. Patrzmy na to, jak głosują i jaka jest ich aktywność w realizacji polskich postulatów. Dostęp do rynku UE dla polskich kierowców, polityka klimatyczna uwzględniająca specyfikę gospodarek krajów członkowskich, konkurencyjność europejskiej gospodarki – to są realne problemy, którymi powinni zajmować się nasi przedstawiciele i którymi powinniśmy się interesować. Na kwestię niewstawania w czasie odgrywania „Ody do radości” spuśćmy kurtynę milczenia…

Andrzej Arendarski, prezes KIG

Komentuje Waldemar Rukść

eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl