Filozofia pojęć technicznych (144): Postęp techniczny


31-08-2019 18:53:08

Dziwnym się wydaje, że termin „postęp techniczny" niektórzy traktują podejrzliwie, niechętnie czy z ironią. „Postęp" (łac. progressus) oznaczał zawsze po prostu chód, ruch, zmianę. (Gałczyński: „...a ty przodem postępujesz"). To oczywiste, że technika zmienia się, kroczy, postępuje od form niższych, prostych do bardziej złożonych. Od konstrukcji cepa do konstrukcji młocarni. Od procy do rakiety. Od zaprzęgu do limuzyny. Postęp nie jest określeniem wartościującym; np. wielki hetman Stanisław Żółkiewski, dając tytuł pracy „Początek i progres wojny moskiewskiej", miał na myśli po prostu kontynuację.

Zdarza się, podobnie jak w przyrodzie, „uwstecznienie", ale to raczej rzadki wyjątek. W historii uwstecznienie techniki też miewało miejsce, gdy zerwana bywała ciągłość doświadczeń człowieka. Odkrycia i konstrukcje z jakichś, najczęściej dramatycznych powodów ulegały zapomnieniu. Trzeba było zaczynać od początku. W świecie nowożytnym oczywiście nie ma o tym mowy – nic z materialnego dorobku nie jest zapominane ani zarzucane. Rozwój trwa nieprzerwanie. Technika postępuje, co samo w sobie nie jest ani dobre, ani złe. Skąd wątpliwości?

Przypuszczam, że odpowiedzialny jest August Comte, twórca pozytywizmu, który w I połowie XIX w. słowu „postęp" narzucił kontekst ideologiczny. Do dziś mamy tego ślad na fladze Brazylii skomponowanej w momencie ustanowienia republiki w 1889 r. z niewątpliwie ideologicznym napisem „Ordem e progresso" (Ład i postęp), a więc postęp wiąże się z ładem, jest przez niego warunkowany. Chciałoby się powiedzieć, trawestując poetę: „Ład i postęp - bliźnięta, bracia. Które z nich bardziej matka Historia ceni?" Ale tymczasem marksiści, jeszcze więksi entuzjaści postępu stwierdzili, że wyłania się on z chaosu, a nie z ładu. W czasach późniejszych „postęp" zawitał w całkiem inne rejony i stał się fetyszem także w PRL-u, gdzie wszystko, z sensem czy bez sensu, musiało być „postępowe". Zdarzało się, że wynalazek był niewątpliwie postępowy, tyle że nie działał. I to właśnie upoważniało do kpin z „postępu".

Teoretycy ekonomii wzięli się do analizowania tematu, wyróżniając postęp techniczny egzogeniczny, endogeniczny itd., czyli różnicując środki i narzędzia, które go napędzają. Ta wiedza nie poraża; dla każdego jasne jest, że postępem technicznym rządzi ekonomia, bo żeby dziś stworzyć coś nowego, trzeba jakoś zainwestować, a o tym decydują rachunki ekonomiczne. Poraża dopiero słynna hipoteza technologicznej osobliwości głosząca, że nastąpi moment, kiedy sztuczna inteligencja przekroczy ludzką, a wdrożenia zaczną następować natychmiast. Człowiek nie opanuje tego tempa i zejdzie na drugi plan. Absolwent MIT, informatyk Ray Kurzweil udowodnił, że postęp techniczny ma przyrost wykładniczy i osiągnie tę osobliwość ok. 2045 r., ponieważ każdy kolejny wynalazek zwiększa dynamikę postępu. Wykres Kurzweila wskazuje, jakoby upowszechnienie telefonu w 1/4 ludności USA wymagało ok. 35 lat, radia – 30, telewizji – 25, PC – 20, telefonu komórkowego – 15, internetu – 7. Zwróćmy jednak uwagę, że taka zmiana tempa tych wdrożeń wiązała się głównie z równoległym tempem rozwoju społeczeństwa masowego i masowego rynku. Ten proces już się kończy. Dalszy rozwój techniki wchodzi w rejony, jakich społeczeństwo nie rozumie, nie tworzy więc rynku na wytwory tak dla niego abstrakcyjnej techniki. Rynek high-tech zawęża się do specjalistów manipulujących nowymi technologiami już odciętymi od społeczeństwa, staje się domeną nielicznych.

Tak też można rozumieć hipotezę technologicznej osobliwości. Przeciętny użytkownik nie jest już w stanie pojąć działania czegoś, czym się posługuje pod pozorem ułatwienia życia, więc można nim manipulować bez jego wiedzy. Tę manipulację może przejąć inteligencja znacznie większa od naturalnej. Co pocznie z nami? To już nie jest science fiction. Moraliści alarmują, że trzeba gdzieś zakreślić granice postępu, bo inaczej cywilizacja nie wytrzyma tempa zmian, które przerobi nas w istoty o przerażających cechach. Niestety, nie było dotąd przypadku w historii by to, co zostało wynalezione, nie zostało wdrożone z powodów etycznych lub prawnych. Dziś taka bariera staje się konieczna.

Zygmunt Jazukiewicz

Komentuje Waldemar Rukść

eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl