Wino dla inżyniera (224): Szampany i balsamico Il Borgo


31-08-2019 19:11:25

W restauracji "Europejski Grill" zorganizowano niedawno lunch dla konesera – z szampanem i potrawami przygotowanymi z wykorzystaniem octów balsamicznych "Il Borgo". Miałem szczęście tam być, a nieobecnych namawiam do spróbowania przy jakiejkolwiek okazji doskonałej kuchni autorskiej tamtejszego szefa. Do spróbowania doskonałych szampanów i najlepszego balsamico świata nie muszę już chyba nikogo namawiać, bo każdy rozsądny człowiek z góry wie, że to pycha. Dodam jednak, że inicjatorem połączenia tych wszystkich unikalnych rzeczy w jeden event był znany importer win – Robert Mielżyński.

Impreza, zorganizowana na początku czerwca br. w warszawskim hotelu „Europejski", pomyślana została jako lunch. Szampany na nią (marek Deutz i Leclerc Briant) dostarczyła firma Mielżyński, octy balsamiczne – Cristina Crotti, właścicielka manufaktury "Il Borgo...", a za pasujące do szampanów menu z udziałem balsamico odpowiadał duet szefów kuchni "Europejskiego Grilla" – Benat Alonso i Witold Iwański.

Pierwszą pozycją w menu była tartaletka z kozim serem i czarnym bzem, do której podano szampan Deutz Amour Blanc de Blanc. To było naprawdę mocne uderzenie – jako że "Amour" jest jednym z najdroższych i najlepszych szampanów w ofercie Mielżyńskiego (ok. 630 zł detal brutto). Smakował jak zwykle wybornie, był bardzo orzeźwiający i fantastycznie zrównoważony. Pomimo zdecydowanego charakteru przekąski (kozi ser) nie uginał się pod jej ciężarem. No i ten czarny bez jako przybranie tartaletki – ileż on wniósł do tej potrawy smaku i oryginalności!

Jako przekąskę nr 2 podano barigoule z karczochów. Generalnie, nazwa "barigoule" oznacza karczochy z pieczarkami w białym winie z dodatkiem soku i skórki pomarańczy, ale tu z przepisem pokombinowano trochę, zastępując pomarańcze skoncentrowanym balsamico "Il Borgo" z pomarańczową etykietą. Smak potrawy na tym chyba tylko zyskał. Do tego barigoule podano szampan Leclerc Briant La Croisette; był bardzo świeży, z lekko kremowymi nutkami. Z barigoule stworzył naprawdę idealną parę.

Daniem głównym lunchu było Bolognese z mątwy a'la Koffmann (rolę makaronu odgrywała w nim pocięta na drobne paseczki mątwa, natomiast sos z mielonym mięsem był typowy dla "bolognese"). Potrawę przygotowano z użyciem jednego z topowych octów od Cristiny Crotti – Aceto Balsamico Tradizonale de Reggio Emilia, a podano do niej szampan Leclerc Briant Brut Rose. Miał owocowy charakter, ale pomimo wszechogarniającej świeżości dawało się w nim wyczuuć dymne nutki, świetnie pasujące do potrawy. I tym razem za zestawienie można było postawić wyłącznie szóstkę. A dość unikalne połączenie mątwy z mielonym mięsem i sosem pomidorowym okazało się bardzo ciekawe i świetnie trafione.

Lunch wieńczył deser – drobno krojone buraczki marynowane w occie balsamicznym (Special Aceto Balsamico, dojrzewający aż 12 lat!), podane z lodami lawendowymi i pieprzem sansho (kto nie wie, co to – niech zajrzy do internetu). Kompozycja okazała się nie tylko ciekawa, ale i smaczna – tym bardziej, że do niej można było wybrać ponownie jeden z szampanów podawanych wcześniej. Nawet nie będę pisał, o który poprosiłem – bo to oczywiste.

Z tego lunchu wyciągnąłem jeden wniosek: że i dobre balsamico, i szampan są znacznie bardziej uniwersalne niż myślałem. Ten wniosek pozostawiam Państwu pod rozwagę. To balsamico nie kosztuje zresztą majątku, a dzięki swojej ekstraktywności wystarcza na naprawdę długo. Szampan można z kolei zastąpić dobrym Prosecco (np. klasy Valdobiaddene) lub hiszpańską Cavą, co znacznie obniżyłoby koszty podobnego lunchu w domowych warunkach. Czy jednak coś jest w stanie zastąpić elegancję "Europejskiego"? Myślę, że nie.

Żyjemy w czasch dość przaśnych i często w przaśnym otoczeniu. W tej sytuacji odrobina wykwintu i elegancji od czasu do czasu wydaje mi się czymś wręcz nieodzownym do życia. Na zdrowie!

winny maniak

Komentuje Waldemar Rukść

eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl