Artykuł dyskusyjny: Kodeks etyczny inżynierów?


04-10-2019 21:56:40

Artykuł dyskusyjny

W niektórych zawodach kodeks etyczny jest niezbędny. Na przykład w zawodzie lekarza. Przysięga Hipokratesa nie jest tylko dekoracyjnym ozdobnikiem, ale zobowiązaniem, którego złamanie grozi poważnymi konsekwencjami. Względami etycznymi powinni się też kierować prawnicy, nauczyciele, dziennikarze, artyści. Ale czy potrzebny jest kodeks etyczny związany z wykonywaniem zawodu inżyniera? Jest potrzebny!

Jak już wspomniałem, wymagania etyczne są wpisane w realizację wielu zawodów. Natomiast związki zawodu inżyniera z etyką nie wydają się na pierwszy rzut oka takie oczywiste. Czy można zbudować niemoralny samochód? Albo czy mikroprocesor może naruszać normy etyczne?

Pozornie odpowiedź na wszystkie podobne pytania jest w oczywisty sposób negatywna. A jednak jest przeciwnie, ze względu na doniosłe i dalekosiężne konsekwencje cywilizacyjne odkryć dokonywanych na gruncie nauk technicznych. Technika, poprzez przemożny wpływ, jaki wywiera na nasze życie, nie może być postrzegana jako moralnie obojętna. Dlatego opracowywanie nowych tworów techniki, a także tworzenie nowych technologii nie powinno być wolne od refleksji, do czego ta technika może być użyta, a także tego, w jaki sposób może być nadużyta.

Formułując cele dla nowej techniki, trzeba zawsze najpierw pytać, komu dane rozwiązanie techniczne będzie służyć, a dopiero potem zastanawiać się, jak je osiągnąć. Bez takiej „busoli moralnej” niesłychanie łatwo jest zagubić właściwy kierunek i zamiast zmierzać do rozwoju techniki służącej człowiekowi – zaplątać się w meandrach techniki, która człowieka poniża albo zagraża jego bytowi. Nawet elementarna wiedza humanistyczna może tu być nieocenioną pomocą we właściwym wybieraniu kierunków rozwoju techniki, a także w wartościowaniu konkretnych rozwiązań i  wynalazków. Dlatego jako rektor AGH utworzyłem na tej technicznej uczelni wydział, który początkowo nosił nazwę „Nauk Społecznych Stosowanych”, a obecnie działa jako Wydział Humanistyczny.

Specyfika nauk technicznych

Wiedza techniczna, jaką tworzymy w gronie badaczy i twórców nowych technologii, ma swoją specyfikę i wewnętrzną logikę. Pozornie ma ona wiele wspólnego z każdą inną pracą naukową, ponieważ początek i istota pracy badawczej inżyniera polega na odkrywaniu Prawdy.

Jednak Prawda odkryta przez inżyniera różni się od Prawdy odkrytej przez filozofa.

Prawda filozofa służy lepszemu opisowi i lepszemu zrozumieniu czegoś, co istnieje. Prawda inżyniera służy kreowaniu czegoś, co wcześniej nie istniało. Skutki odkryć filozofa mają niewielki wpływ na losy świata. Natomiast skutki odkryć inżyniera przez sam fakt swojego powstania mogą radyklanie zmienić świat i ingerować w życie wielu ludzi. Chwila zastanowienia nad tym, jak zmieniły naszą codzienność takie wynalazki, jak telewizor, komputer, internet, telefon, samochód itp., pozwala zrozumieć, że prawda odkrywana na gruncie nauk technicznych ma ogromną moc przekształcania świata. Przekształcania nie zawsze na lepsze...

Tak było zawsze. Wynalazek maszyny parowej nie tylko zmienił sposób wytwarzania wielu dóbr materialnych (fabryki w miejsce warsztatów rzemieślniczych) i sposób podróżowania (kolej w miejsce dyliżansów), ale doprowadził też do przekształcenia społeczeństwa feudalnego w społeczeństwo industrialne. Upowszechnienie elektryczności nie tylko spowodowało zastąpienie świecy żarówką (do czego początkowo elektryczność głównie stosowano), ale otworzyło ogromny rynek służących ludziom urządzeń napędzanych energią elektryczną, od sprzętu AGD w domach, poprzez tramwaje na ulicach, aż do zrobotyzowanych bezludnych linii produkcyjnych w przemyśle.

Tak było zawsze. Jednak „siła rażenia” współczesnej techniki została spotęgowana i zwielokrotniona przez globalizację ekonomii. Dzięki ogólnoświatowym rynkom zbytu i międzynarodowym koncernom wytwórczym każdy innowacyjny wynalazek wskutek wielkoprzemysłowej produkcji może w krótkim czasie wypełnić i nasycić sporą część świata. Wystarczy przypomnieć sobie, jak błyskawicznie rozpowszechniły się telefony komórkowe i jak bardzo zmieniły sposób wykonywania wielu zawodów oraz formy kontaktów międzyludzkich.

I tu właśnie docieramy do kluczowego w tym artykule zagadnienia roli inżynierów we współczesnym świecie i wynikających z tego wymagań etycznych.

Praca inżynierów zmienia świat. Jak wspomniałem – nie zawsze na lepsze.

Wyniki pracy inżynierów wnikają do wszystkich dziedzin. Niestety także do tej, którą chcemy uważać za naszą intymną i prywatną. To nie może być moralnie obojętne!

Inżynierowie XIX i XX wieku i inżynier współczesny

Dla podkreślenia tego, jak bardzo zmieniła się rola inżynierów na przestrzeni ostatnich lat, odwołam się do literatury. Kiedy wiele lat temu wybierałem studia techniczne, byłem pod wrażeniem różnych dzieł literackich, w których przedstawiano inżynierów i ich dzieła w bardzo korzystnym świetle. Na przykład w XIX-wiecznych powieściach Jules’a Verne’a inżynier był człowiekiem, który nawet na bezludnej wyspie potrafił zbudować cywilizację. Był bohaterem, przed którym otwierały się głębiny oceanów i przestworza powietrzne. Który potrafił nawet dotrzeć do Księżyca i do wnętrza Ziemi... To było fascynujące!

Oliwy do ognia dolewały powieści powstające w moich czasach szkolnych (lata 60. XX w.). Pochłaniałem je masowo i bezkrytycznie, chociaż prawdę mówiąc, dzisiaj widzę, że były to kiczowate „produkcyjniaki”. W większości z nich jednak poza mądrym i dalekowzrocznym sekretarzem partii (będącym niezbędnym składnikiem każdego takiego „dzieła”) występowali inżynierowie i technicy. I to oni mnie fascynowali, jako ludzie tworzący nowe maszyny, znajdujący nowe metody wznoszenia budowli, przerzucający mosty nad rzekami i przepaściami – a wszystko dla dobra ludzkości.

Ja też tak chciałem, więc chociaż kończyłem liceum na wskroś humanistyczne, z dużą porcją lekcji klasycznej łaciny (do dzisiaj czytuję Owidiusza, Cycerona czy Cezara w oryginale) – poszedłem na AGH, gdzie wreszcie spełniły się moje marzenia o nauce mechaniki, elektrotechniki, automatyki...

Pracując zawodowo, zyskałem różne tytuły – doktora, profesora, członka Polskiej Akademii Nauk. Z żadnego jednak nie jestem tak dumny, jak z tytułu inżyniera. Zawsze starałem się, by obok prac naukowych wykazać się działalnością konstruktorską, a godność „Złotego Inżyniera”, nadana mi przez czytelników Przeglądu Technicznego jest moim najcenniejszym trofeum.  

Przed ostatecznym pogrążeniem się w inżynierskim samozachwycie chroni mnie jednak okoliczność, która powoduje, że – moim zdaniem – dzisiaj słowo inżynier nie brzmi już tak dumnie, jak w czasach Jules’a Verne’a czy w dziełach twórców socrealizmu. Powód jest taki, że we współczesnej twórczości inżynierskiej coraz częściej pojawiają się dwuznaczności moralnej natury. Chodzi o to, że niektóre udane dzieła inżynierskie okazują bardziej szkodliwe niż pożyteczne. Szeroko znany jest przykład udanych prac irygacyjnych związanych z nawodnieniem przez wody rzek Amu Darii i Syr Darii pustyń Kara Kum i Kyzył Kum w Azji Centralnej. Pustynie zamieniono w plantacje bawełny! Ale całkowitej dewastacji uległo przy tym ogromne kiedyś jezioro Aralskie. Szkoda!

Konieczność powstrzymywania się

Współczesna technika stała się tak potężna, że jej używanie wymaga umiejętności powstrzymywania się przed robieniem czegoś, co technicznie jest możliwe, ekonomicznie opłacalne, a jednak z różnych względów robione być nie powinno. Odwołując się jeszcze raz do książek Juliusza Verne’a można przypomnieć, że w książkach tych obok postaci genialnych inżynierów lansowane były także postacie dzielnych myśliwych. Gdy bohaterowie książki zaczynają przymierać głodem – myśliwy idzie do lasu i wraca przynosząc zabite zwierzę. Verne’a i jego współczesnych to zachwycało: ależ dzielny i zręczny jest ten myśliwy!

Ale gdyby współczesny myśliwy poszedł do lasu uzbrojony w te wszystkie śmiercionośne urządzenia, które ludzkość wymyśliła i wyprodukowała w XXI w., to mógłby w krótkim czasie bez trudu wytłuc co do nogi wszystko, co w tym lesie żyje – od słoni do biedronek. Dlatego wszechpotężne możliwości mordercze współczesnych myśliwych muszą być używane z bardzo dużą ostrożnością. Trzeba uważnie stawiać cele i nie uważać za sukces każdego ubitego zwierzęcia. Osobiście jestem przyjacielem wszystkich zwierząt i pryncypialnym przeciwnikiem polowań, ale obawiam się, że nie byłbym w stanie przeprowadzić skutecznej akcji zabraniającej tego mordowania, więc tym gorliwiej opowiadam się za tym, żeby na aktywność myśliwych nałożyć silne i skuteczne ograniczenia.

Tak samo uważam, że wszechpotężni twórcy współczesnej techniki muszą sobie nakładać różne ograniczenia. Współczesna wiedza inżynierska musi obejmować nie tylko umiejętność odpowiadania na pytanie, jak pewne rzeczy wykonać (a tego głównie uczymy na politechnikach), ale także umiejętność stawiania pytań, czy daną rzecz należy robić, czy lepiej tego zaniechać. A kluczem do stawiania takich pytań i do znajdowania na nie właściwych odpowiedzi powinien być kodeks etyki inżynierskiej, postulowany w tym artykule.

Pytanie „czy” powinno poprzedzać pytanie „jak”

Wiersz Szymborskiej (patrz ramka) kreśli wizerunek tragiczny – człowieka, który osiągnął sukces i musiał się go wyrzec z powodów moralnych. Ale stara zasada głosi, że lepiej zapobiegać niż leczyć, dlatego kodeks etyczny inżynierów powinien dostarczać wskazówek, jak do takich sytuacji nie dopuszczać.

Dla techni­ka, inżyniera, badacza w dziedzinie nauk technicznych naturalne i zrozumiałe jest pytanie „jak”. Umiemy szukać odpowiedzi, jak rozwiązywać szczegółowe problemy techniczne, potrafimy odpowiadać na pytanie, jak zbudować określoną maszynę czy jak opanować umiejętność wytwarzania określonego wyrobu. Natomiast obce są nam metody pozwalające rozstrzygać pytania zaczynające się od „czy”: Czy należy dążyć do zbudowania takiej maszyny lub czy wyrób powstający w wyniku opracowanej przez nas technologii będzie służył ludziom, czy też przeciwnie – będzie im zagrażał.

Właśnie dlatego uważam, że kodeks etyczny jest współczesnym inżynierom niezbędnie potrzebny. Kluczowym problemem jest znalezienie racji dla rozwoju techniki – poza techniką jako taką i poza ekonomiką („logiką czystego utylitaryzmu”). Technika powinna potwierdzać właściwą człowiekowi podmiotowość. Taki jest jej cel nadrzędny, któremu wszystkie inne powinny zostać podporządkowane. Wynika z tego stwierdzenie, że wartości osiągnięcia technicznego nie należy opierać wyłącznie na jego ewaluacji w kontekście kryteriów technicznych i ekonomicznych. Technika nabiera właściwego wymiaru wtedy, gdy skorelujemy jej owoce z wartościami moralnymi opartymi na humanistycznej ocenie i etycznej refleksji. Wartościami, które są bardziej trwałe i niezawodne, niż cały system techniki czy nawet system Nauki (przez duże N!) jako całości.

W tym dziele refleksji moralnej nad rozwojem techniki i wynikami badań naukowych potrzebujemy pewnego i niezawodnego punktu oparcia.

I takim punktem oparcia powinien być Kodeks Etyczny Inżynierów!

Ryszard Tadeusiewicz

W artykule wykorzystałem fragmenty tekstu rozdziału mojego autorstwa zamieszczonego w książce „Inżynier z duszą humanisty”.

 

Wizja poetki

Nasza krakowska Noblistka, Wisława Szymborska, napisała wiersz, doskonale pasujący do rozważanego tu problemu:

Wierzę w wielkie odkrycie.

Wierzę w człowieka, który dokona odkrycia.

Wierzę w przestrach człowieka, który dokona odkrycia.

 

Wierzę w spalenie notatek,

W spalenie ich na popiół,

W spalenie co do jednej.

Wierzę w rozsypanie liczb,

W rozsypanie ich bez żalu

 

Wierzę w stłuczenie tablic,

W wylanie płynów,

W zgaszenie promienia.

 

Twierdzę, że to się uda

I że nie będzie za późno,

I rzecz rozegra się w nieobecności świadków.

Nikt się nie dowie, jestem tego pewna,

Ani żona, ani ściana,

Nawet ptak, bo nuż wyśpiewa.

 

Wierzę w nieprzyłożoną rękę,

Wierzę w złamaną karierę,

Wierzę w zaprzepaszczoną pracę wielu lat.

Wierzę w sekret zabrany do grobu.

 

Szybują mi te słowa ponad regułami.

Nie szukają oparcia w jakichkolwiek przykładach.

Moja wiara jest silna, ślepa i bez podstaw.

 

Piękny wiersz i piękna wiara. Co zrobić, żeby przynajmniej w odniesieniu do dzieł inżynierskich wiara ta nie była wiarą bez podstaw?  

Komentuje Waldemar Rukść

eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl