Wybrali Polskę...


11-11-2019 18:41:10

W czasie zaborów wielu Polaków bądź z powodów politycznych, bądź ekonomicznych, znalazło się poza krajem. Na dzieje polskiego wychodźstwa składa się z wiele historii zapisanych indywidualnymi losami i dokonaniami emigrantów.

Bez wiedzy, umiejętności i wysiłku inżynierów nie byłoby mowy o szybkim rozwoju cywilizacyjnym II RP oraz odbudowie zniszczeń wojennych po 1945 r.

Powszechnie znane są patriotyczne postawy polskich naukowców pracujących za granicą, którzy doposażyli za własne pieniądze akademickie laboratoria w Polsce. Nie inaczej uczynił to prof. Ignacy Mościcki (1867-1946), prezydent Polski w latach 1926-1939. Całe swoje laboratorium przetransportował do Lwowa. Darował je lwowskiej politechnice.

Motywem powrotu ze Szwajcarii do ojczyzny inż. Gabriela Narutowicza (1865-1922) nie był prestiż, chęć zdobycia wyższej pozycji społecznej, zbudowania jeszcze większego autorytetu zawodowego i naukowego, nie mówiąc już o stronie finansowej. Pierwszy, niestety zamordowany prezydent II RP, opinię wybitnego fachowca i naukowca miał już od dawna w Europie zdobytą i utrwaloną. Sam kiedyś powiedział, że w Szwajcarii na projekty związane m.in. z energetyką wodną łatwiej było pozyskać miliony, niż w Polsce złotówki.

Oprócz dwóch wspomnianych inżynierów, którzy pełnili funkcję Prezydenta RP, inżynierów, którzy pracowali za granicą do momentu odzyskania przez Polskę niepodległości i pomimo, iż notowali tam sukcesy zawodowe, szybko decydowali się na powrót do odrodzonej ojczyzny, było bardzo wielu. Wymieńmy kilku mniej znanych.

Z długiej listy...

Szczególną rolę w rozwoju kształcenia marynarzy w II RP odegrał inżynier okrętowy i morski, Antoni Garnuszewski (1886-1964), który ukończył Szkołę Morską w Odessie ze złotym medalem. Od 1913 r. jako naczelnik biura technicznego nadzorował budowę okrętów wojennych w Sweaborgu w pobliżu Helsinek. Do Warszawy powrócił już w 1918 r. i w  stopniu komandora podporucznika organizował Państwową Szkołę Morską w Tczewie.  W latach był 1929-1939 naczelnikem administracji wybrzeża i marynarki handlowej w Urzędzie Morskim w Gdyni. Zajmował się budową i funkcjonowaniem portów, zorganizował państwowy aparat bezpieczeństwa żeglugi. Wydał także dwa podręczniki: „Budowa okrętu” i „Teoria okrętu”.

Postacią dobrze znaną głównie w środowisku geodetów, jest organizator inżynierskiego ruchu stowarzyszenia geodetów, prof. dr iż. Jan Adam Piotrowski (1885-1962), dyrektor szkoły mierniczych w Tomsku. W latach 1918-1921 prowadził prace geodezyjne na terenie Sudżańskiego Zagłębia Węglowego na Syberii. Aresztowany przez władze bolszewickie wrócił do Polski w 1922 r., by związać losy zawodowe z Politechniką Warszawską, gdzie osiągnął wiele sukcesów na niwie kształcenia geodetów.

Zupełnie zapomnianą postacią jest inż. Zygmunt Nazariusz Stasiewicz (1888-1979), absolwent Instytutu Inżynierów Komunikacji w Petersburgu. Pracował przy wielu budowach kolei, dworców na kresach wschodnich i południowym Kaukazie. Do Polski powrócił najszybciej, jak to było możliwe. W 1921 r. odbudowywał zniszczone mosty i wiadukty pracując w dyrekcji kolei w Wilnie. Później był szefem biura studiów i projektów m.in. kolei Śląsko-Wschodniej, a następnie dyrektorem Warszawskich Kolei Dojazdowych, zaś po II wojnie światowej kierownikiem wielu ważnych robót montażowych mostów na Wiśle (drugi tor kolejowy mostu pod Cytadelą w Warszawie) i pod Sandomierzem. Zajmował się też odbudową podpór mostowych na Odrze. W latach 1948-1951, będąc dyrektorem Społecznego Przedsiębiorstwa Budowlanegom kierował budową dróg, nadbrzeży w portach, a także nadzorował naprawę konstrukcji stalowej wieżowca „Prudential”.

Inż. Franciszek Salezy Skąpski (1881-1966) pracujący m.in. przy budowie stoczni w Rewlu (obecnie Tallinn), a nawet w okolicach Murmańska, do Polski przybył już w 1918 r. i przez blisko 10 lat pracował m.in. jako naczelnik i dyrektor w sektorze górniczo-hutniczym, a w latach 30. założył firmę, która zajmowała się rozbudową portu Gdynia.

Życiorysy polskich inżynierów odzwierciedlają skomplikowane, pełne meandrów dzieje Polski w ostatnich dwóch stuleciach. Inż. Bronisław Biegeleisen-Żelazowski (1881-1963) jest tego dobitnym przykładem. Urodzony w Monachium, syn znanego historyka literatury i ludoznawcy, doktorat z nauk technicznych uzyskał we Lwowie. Był asystentem w Stacji Doświadczalnej Ogrzewania i Wentylacji w Katedrze prof. H. Rietscha w Charlottenburgu k. Berlina (na zdjęciu w swojej pracowni). W czasie I wojny światowej przeniósł się do Krakowa. W latach 20. kierował Instytutem Poradni Zawodowej w Katowicach. Przez wiele lat zajmował się zagadnieniami organizacji psychologii pracy, rozprawy z tej dziedziny publikował w czasopismach polskich i zagranicznych. Po wojnie jako profesor wykładał w Uniwersytecie Warszawskim i Łódzkim oraz Politechnice Warszawskiej. W Instytucie Ekonomiki i Organizacji Przemysłu stworzył pierwszy w kraju Zakład Normowania Pracy. Jego dokonania naukowe niezwykle wysoko cenił twórca prakseologii prof. Tadeusz Kotarbiński. Merytoryczna rekomendacja prof. Kotarbińskiego, który napisał wstęp do jego książki „Zarys psychologii pracy” (1964), przekonuje, że łączenie doświadczeń z bardzo różnych dziedzin wiedzy stanowi obecnie potrzebną, może wręcz nieodzowną umiejętność. Świat wymaga interdyscyplinarności, zaś Bronisław Biegeleisen był dyplomowanym inżynierem mechanikiem, specjalistą ogrzewnictwa i wentylacji, doktorem nauk technicznych i doktorem filozofii oraz profesorem psychologii pracy.

Można rzec, że ile życiorysów, tyle różniących się od siebie, nieraz diametralnie, życiowych dróg. W wypadku przywołanych postaci jest jednak ważny wspólny mianownik. Na miejsce życia i pracy wybrali Niepodległą Polskę.

Marek Bielski

Komentuje Waldemar Rukść

eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl