Architekci Odrodzonej


11-11-2019 19:05:01

Najpilniejsza dla odrodzonego państwa i samorządów stała się odbudowa. Należało szybko podnieść z upadku obszar zdegradowany przez zaborców, odtworzyć ludzkie siedziby i przemysł. Architekci nie przystali na bylejakość. Rozwinęli „polski styl”, co zostawiło trwały ślad w przestrzeni i wpłynęło na wyobraźnię następnych pokoleń twórców.

W czasie I wojny światowej i później najbardziej ucierpiała wieś i małe miejscowości. Dlatego Generalna Dyrekcja Odbudowy i liczne jej ekspozytury starały się przede wszystkim wspomóc odtwarzanie folwarków i gospodarstw, udzielając dogodnych kredytów i ułatwiając dostęp do drewna leśnego dla celów budowlanych. Do 1927 r. odbudowano na wsi 83% budynków, likwidując przy okazji kurne chaty.

Swojskie klimaty

W odbudowie dworów ziemiańskich uczestniczyli wybitni architekci, nawiązując świadomie do form sprzed rozbiorów, a więc: łamany dach dworu polskiego z lukarną, ganek z kolumienkami, tympanon. Z rozpędu przeniesiono ten styl nawet na pierwsze osiedla urzędnicze w miastach, np. na Żoliborzu w Warszawie (fot.1) który stał się wzorem dla Osiedla Warszawskiego w Poznaniu, ul. Kopcińskiego w Łodzi oraz domów prywatnych (m.in. dworku Marszałka Piłsudskiego w Sulejówku i prezydenta Narutowicza w Warszawie). Henryk Jasieński, redaktor czasopisma Architekt, analizując pierwsze 10-lecie odbudowy, nazywa to stylem „swojskim", który objawił się także w większych obiektach użyteczności publicznej, a zwłaszcza w budownictwie kolejowym. Masowo zaczęły powstawać takie dworce za sprawą Wydziału Budownictwa warszawskiej DOKP pod kierunkiem inż. Romualda Millera (fot.2).

Wielka Warszawa

W pierwszych latach wzorcem rozbudowy miast stała się stolica, gdzie już w 1916 r., natychmiast po ustąpieniu Rosjan, prezydent Piotr Drzewiecki rzucił ideę „Wielkiej Warszawy". Za konieczne uznano wcielenie do miasta peryferii, by rozluźnić koszmarne zagęszczenie ludności (na 1 posesję przypadało 126 osób, gdy w Paryżu – 38, a w Londynie – 8). Wspierano budownictwo mieszkaniowe prywatne w postaci m.in. kolonii Staszica i Lubeckiego, Górnośląskiej czy fortu Dąbrowskiego, również inspirowane stylem „swojskim". W Krakowie rozbudową kierował prezydent, także inżynier, Karol Rolle w porozumieniu z Radą Artystyczną.

Pałacowość i zamieszanie

Od czasu zarzucenia secesji, obok „swojskich", kontynuowano kierunki nawiązujące do renesansu, antyku, stylu empire i Ludwika XVI, oczywiście w formach uproszczonych. Przykładem może być gmach PKO w Krakowie (fot. 3), Bank BGK w Warszawie czy PAST w Łodzi. Duży wpływ na styl budownictwa obiektów publicznych w całym 20-leciu wywarł Adolf Szyszko-Bohusz, profesor konserwacji zabytków, projektując poza gmachem PKO wiele obiektów monumentalnych nawiązujących do tradycji, Zamek Prezydenta RP w Wiśle i prywatny dom architekta (fot.4) oraz wzorcowe koncepcje urbanistyczne, jak Aleje Trzech Wieszczów w Krakowie. Gmach Pocztowej Kasy Oszczędności zainspirował podobne budowle w innych miastach. Miały symbolizować autorytet i znaczenie polskiego złotego. Zwykłe domy mieszkalne były kontynuacją architektury mieszczańskiej i kupieckiej ale, jak utyskiwał H. Jasieński, porzuciły swą spontaniczność z I połowy XIX w. Przeciętni budowniczowie utracili świadomość tradycji, identyfikowano architekturę z ozdobnością, więc nie brakło przykładów zamieszania przestrzennego i psucia architektury tradycyjnej.

Regionalizm nowoczesny?

Szczególnym zjawiskiem okazał się styl zakopiański, stworzony jeszcze w XIX w. przez Stanisława Witkiewicza, któremu udało się utrwalić przekonanie, że jest to pierwotny polski styl narodowy. Dlatego motywy zakopiańskie pojawiły się we wszystkich regionach, nawet w nowej Gdyni (!), choć na ogół uważa się, że styl ten wygasł do 1914 r. Początkowo tą konwencją interesował się jeden z najwybitniejszych polskich architektów, spokrewniony ze Stanisławem, Jan Witkiewicz-Koszczyc. Był on przedstawicielem szkoły narodowej w architekturze polskiej, ale swobodnie sięgającym do modernizmu i innych tendencji światowych I połowy XX w. Najbardziej znanym dziełem Koszczyca jest kampus Wyższej Szkoły Handlowej w Warszawie (dziś SGH), z którego w 1951 r. odbudowano tylko gmach główny (fot. 5) Oryginalność projektu, nawiązującego zdaniem znawców do konstruktywizmu i wiedeńskiej secesji, uznano za godną wzorca dla architektury socrealistycznej (!).

Najbardziej znany styl 20-lecia międzywojennego w Europie – art deco – objął przede wszystkim architekturę wnętrz, gdzie osiągnięciem klasy światowej stały się prace Zofii Stryjeńskiej, która nadała stylistyce uniwersalnej rodzimy, polski rys. Był on również, w mniejszym stopniu reprezentowany w architekturze kubaturowej (kościelnej). Na Światowej Wystawie w Paryżu (1925) Pawilon Polski w tym stylu, zaprojektowany przez J. Czajkowskiego (fot.6). otrzymał główną nagrodę. Jego autorzy, wywodzący się z warszawskiej Szkoły Sztuk Pięknych utworzyli później słynną spółdzielnię artystyczną „Ład".

Nowa architektura

Tak nazywali modernizm bardziej konserwatywni architekci. Był to, jak się wyraził H. Jasieński, konieczny wynik zmienionej psychiki człowieka powojennego. Główne przesłanie modernizmu, najważniejszego prądu w architekturze XX w., głosiło: Forma wynika z funkcji. Odrzucono więc wszystko, co tylko zdobi, a o kształcie prócz funkcji zaczął decydować użyty materiał. W Polsce oznaczało to kubistyczne bryły, płaskie dachy, gładkie tynki, narożnikowe okna, terasy balkonowe i poręcze z prętów żelaznych oraz rur, motywy z okrętów, mostów i nabrzeży portowych (fot. 7). W latach 1925-1926 Szymon Syrkus założył grupę „Praesens”, przenosząc do kraju motywy, jakie dostrzegł w Paryżu i w Moskwie. Dzięki inspiracjom Wojciecha Strzemińskiego i Henryka Stażewskiego modernizm polski przejął też wątki awangardowego malarstwa. Syrkus podkreślał wpływ przemian społecznych. Od końca lat 20. modernizm rozszerzał swój wpływ na polską architekturę dzięki coraz liczniejszej grupie uzdolnionych projektantów, jak Stanisław Brukalski, Bohdan Pniewski, Bohdan Lachert, Józef Szanajca, Antoni Dygat czy wybitny teoretyk, admirator Le Corbusiera, Juliusz Żurawski i wielu innych. Ciekawe są koleje dalszych losów twórczych części tego pokolenia, która przetrwała II wojnę światową.

Gdynia poligonem

Swego rodzaju poligonem dla najlepszych architektów, zwłaszcza modernistycznych, stała się budowa Gdyni, która szybko z małego letniska zamieniła się po 1925 r. w 120-tysięczne miasto. Wybitne założenia urbanistyczne Gdyni stworzyli m.in Roman Feliński, Adam Kuncewicz i Stanisław Filipkowski. Przyświecała im sugestia Eugeniusza Kwiatkowskiego, który zapisał, że to miasto powinno być budowane tak, by każdy, kto spojrzy, od razu odgadł: „To Gdynia!". Wkrótce fascynacja stylistyką oceanicznych statków pasażerskich (Batory, Piłsudski), nabrzeży i urządzeń portowych znalazła odbicie w architekturze nowoczesnej, a Gdynia dotąd jest najbogatszym w Polsce skupiskiem stylów i tendencji architektury 20-lecia. Przeglądem jej form była także Powszechna Wystawa Krajowa w 1929 r. w Poznaniu, gdzie modernizm miał silną reprezentację w pawilonach istniejących do dziś.

Ku drapaczom chmur

W latach 30. dał o sobie znać architektoniczny monumentalizm, co znalazło odbicie na słynnej wystawie „Warszawa – wczoraj, dziś i jutro” (1938). Przedstawiono plany Światowej Wystawy, która miała się odbyć w 1944 r. na Pradze, i igrzyska olimpijskie, planowanych w 1952 r. na warszawskich Siekierkach. Monumentalizm wynikł z fascynacji możliwościami stali i żelbetu, a także wzorami amerykańskimi. Ale i tu architektura polska nigdy nie sięgnęła do zwykłego kopiowania. Powstał gmach „Prudentialu” o wysokości 66 m autorstwa Marcina Weinfelda, jeden z najwyższych obiektów w Europie, o konstrukcji stalowej projektowanej przez prof. Stefana Bryłę, i wiele projektów potężnych budowli publicznych, zwłaszcza ministerstw i banków. Ewenementem w tej kategorii jest gmach Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego przy Al. Chrystiana Szucha w Warszawie autorstwa Zdzisława Mączeńskiego z 1927 r. w stylu „zmodernizowanego klasycyzmu", o charakterze dziś kojarzącym się złowrogo, bowiem przypomina architekturę faszystowskich Włoch i Niemiec. Mimo to obiekt ten należy do wybitnych osiągnięć architektury, także ze względu na wnętrza art deco do dziś znakomicie zachowane. Budownictwo monumentalne rozwinęło się zwłaszcza w Warszawie i na Śląsku – w Chorzowie i Katowicach (fot.8).

Odkrywanie śladów

Architektura polska w latach wojny przeżyła katastrofę. Po wojnie odbudowa i nowe tendencje przykryły niemal zupełnie osiągnięcia 20-lecia. Ale ważne ślady pozostały. Dziś są ponownie odkrywane przez młodych architektów. Ci, którym drogie są tradycje, mają przeciwko sobie potężne siły inwestorów i developerów zapatrzonych w trendy globalistyczne. Wszystko zależy od twórczych sił takich, jakimi wykazali się projektanci 20-lecia. Różnorodność ich dzieł wynika stąd, że przychodzili do odrodzonej Polski z uczelni całej Europy, poznali różne szkoły. Dzisiaj młodzi architekci także mogą łączyć tendencje światowe z rodzimą tradycją. Oby inwestorzy wykazali się zrozumieniem.

Zygmunt Jazukiewicz

Zniszczenia wojenne z lat 1914-1920: ponad 1,8 mln budynków, w tym 0,5 mln mieszkalnych, 6586 szkół i 1969 kościołów, ponad 530 tys. gospodarstw rolnych.

W miastach – 82 tys. domów, 58 tys. obiektów przemysłowych. Zniknęło całkowicie 12 tys. osad.

 

Komentuje Waldemar Rukść

eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl