Ćwierć zapałki, czyli monopol w II RP


12-11-2019 14:03:38

Jak to się stało, że w 1927 r. pudełko zapałek było o 550% droższe niż przed wielką wojną? W 20-leciu międzywojennym zapałki stały się w Polsce dobrem luksusowym. Tak bardzo kosztownym, że zapałki dzielili na czworo niemal wszyscy mieszkańcy II RP. Nie tylko ci najbiedniejsi.

Bez zezwolenia Ministra Skarbu nie wolno było wyrabiać zapałek ani przywozić ich z zagranicy, z wyjątkiem 2 pudełek po 60 sztuk na własny użytek. 15 lipca 1925 r. wprowadzono państwowy monopol zapałczany na wytwarzanie i import zapałek, a wkrótce również i na materiały potrzebne do ich produkcji. Był to jeden z licznych monopoli międzywojnia – przychody z takich monopoli, jak spirytusowy, tytoniowy, loteryjny, telekomunikacyjny czy solny stanowiły ok. 30% wszystkich wpływów do budżetu państwa, podczas gdy we Francji zaledwie 1%, zaś w Niemczech 2,2%. Z tym że monopol zapałczany nie należał długo do państwa polskiego. Państwo bowiem od razu sprzedało go za zagranicę.  

Przez 20 lat niepodzielne prawo dystrybucji zapałek w Polsce miało należeć do finansisty Ivara Kreugera, właściciela szwedzko-amerykańskiej Spółki Akcyjnej dla Eksploatacji Państwowego Monopolu Zapałczanego. Skarb państwa gwarantował sobie 50% udziału w zyskach przedsiębiorstwa oraz roczny czynsz dzierżawny w wysokości 5 mln zł. Kreuger zapłacił 6 mln zł pożyczki zapałczanej. „Król zapałek” był przygotowany na cenę 30 mln zł, lecz po „negocjacjach” z dyrektorem Departamentu Akcyz i Monopoli Ministerstwa Skarbu, strona polska zadowoliła się jedną piątą tej kwoty (do tego należało doliczyć jeszcze grube łapówki, o których wówczas otwarcie się plotkowało). Śledztwo w sprawie niejednego zamieszanego w sprzedaż monopolu ministra szybko utknęło w martwym punkcie.

Umowa była jednak dla budżetu tak ewidentnie niekorzystna, że na rozkaz marszałka Józefa Piłsudskiego minister skarbu płk Ignacy Matuszewski rozpoczął kolejne negocjacje z Kreugerem. Wprawdzie uzyskał drugą pożyczkę (32,4 mln dolarów), ale w zamian zwolnił koncern z wszelkich podatków. Po takim biznesie Matuszewski stracił tekę i przychylność marszałka.

Kreuge miał apetyt, aby utworzyć światowy monopol zapałczany, a na razie, wykosztowawszy się na drugą pożyczkę zapałczaną, postanowił zrekompensować sobie ten wydatek. Zaczął od satysfakcjonującej go podwyżki ceny i odchudzenia pudełka: w 1931 r. cena opakowania wzrosła z 7 do 11 groszy, a liczba zapałek zmniejszyła się z 60 do 48. Z roku na rok było coraz drożej, sprzedaż drastycznie spadła (w 1930 r. statystyczny Polak zużywał 1127 sztuk zapałek, w 1943 r. zaledwie 446 – efekt dzielenia na czworo?). Państwo czerpało coraz mniejsze wpływy z monopolu (w 1929 r. było to 16 mln zł, 2 lata później już tylko 6 mln zł). Zamiast uruchamiać nowe inwestycje, zamknięto 15 zakładów produkujących zapałki, a pracę straciło 2000 osób. Eksport zmalał z 21,5 tys. do ledwie 2 tys. skrzyń. W latach 1936-1939 dochody z państwowego monopolu zapałczanego wynosiły 0,4-0,5% wpływów skarbowych.

W takiej sytuacji rząd – aby mimo wszystko zwiększyć sprzedaż zapałek – postanowił opodatkować posiadaczy zapalniczek, wprowadzając absurdalnie wysokie na owe czasy opłaty stemplowe (od 10 do 25 zł rocznie, w zależności, czy zapalniczka była ze zwykłego metalu, srebra czy złota). Skończyło się na „obywatelskim nieposłuszeństwie”, kontrabandzie i handlu nielegalnymi zapalniczkami z przemytu. Szacuje się, że do kieszeni Polaków trafiło ponad 2 mln sztuk zapalniczek „bez akcyzy”, czyli uzyskanego w stosownym urzędzie horrendalnie drogiego stempla. Można je było kupić za 1,5-3,5 zł.

Szwedzko-amerykańska spółka działała w Polsce 15 lat i stała się symbolem braku umiaru w ustalaniu cen monopolowych. Chciwość skutkowała spadkiem dochodów do budżetu państwa.

Monopol zapałczany przetrwał wojnę i pierwsze zręby socjalistycznej gospodarki. Zlikwidowano go dopiero w latach 50. ub. wieku. Po wojnie zachowało się pięć fabryk: w Częstochowie, Sianowie, Gdańsku, Czechowicach i Bystrzycy Kłodzkiej.

Irena Fober

Korzystałam z książek: Sławomir Suchodolski „Jak sanacja budowała socjalizm", Przemysław Semczuk „Magiczne dwudziestolecie” oraz z materiałów Muzeum produkcji zapałek w Częstochowie.

Zdjęcia: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Pierwsze zapałki zawdzięczamy Chińczykom. Wynaleziono je w 508 r. – składały się z patyka sosnowego z główką z siarki. Pierwsza fabryka zapałek, należąca do Edwarda Wasiańskiego, powstała w Warszawie w 1828 r. 20 lat później produkowano już ok. 500 mln sztuk zapałek rocznie, były to głównie tzw. zapałki maczane – ich zapalenie następowało przez zanurzenie końca specjalnie spreparowanej drewnianej drzazgi w stężonym kwasie siarkowym. Po upowszechnieniu się technologii „bezpiecznych zapałek”, na ziemiach polskich było już 100 zapałczanych fabryk.

Dziwne sprawy w Belwederze

Swój sposób na „darmowe zapałki” poza monopolem miał ponoć marszałek Piłsudski. Gdy pewnej nocy marszałkowi zabrakło zapałek, a bardzo chciało mu się zapalić papierosa, stanął przy oknie, skupił myśli i już za chwilę... na środku biurka leżało całe pudełko.K

Komentuje Waldemar Rukść

eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl