Mechanicy Polscy z Ameryki budują przemysł obrabiarkowy II RP


12-11-2019 14:54:26

Po odzyskaniu niepodległości w 1918 r. zarówno polskie społeczeństwo, jak i rozproszeni po całym świecie liczni emigranci, przystąpili do odbudowy zrujnowanego kraju. Zdawali sobie bowiem sprawę, że bez szybkiej odbudowy gospodarczej, a szczególnie odbudowy i budowy nowoczesnego przemysłu, nie zapewni się stałej niepodległości młodego państwa.

26 września 1918 r. w Toledo w stanie Ohio z inicjatywy inż. Aleksandra Gwiazdowskiego, wykładowcy i kierownika Wydziału Mechanicznego tamtejszego uniwersytetu, powołana została spółka The Polish Mechanics Company Toledo. A. Gwiazdowski, działacz PPS oskarżony w 1902 r. o przemycanie druków konspiracyjnych, był zmuszony emigrować za ocean. Tam po ukończeniu edukacji uniwersyteckiej zaangażował się w działalność patriotyczną na rzecz Polonii, współtworząc m.in. Polski Instytut Ludowy w Nowym Jorku oraz działający przy Kolegium Związku Narodowego Polskiego w Pensylwanii Instytut Rzemieślniczy. Również intencja powołania Stowarzyszenia Mechaników Polskich (SMP) miała taki właśnie patriotyczny charakter.

Zza oceanu do Pruszkowa

Zdaniem jego założycieli kluczową sprawą dla odrodzonej Polski było stworzenie nowoczesnego polskiego przemysłu opartego na zasadach spółdzielczości oraz wykształcenie niezbędnych do tego kadr technicznych. Stowarzyszenie szybko zebrało pokaźny kapitał, który zainwestowano w budowę fabryk w Polsce, i rozpoczęło intensywną akcję propagandową zachęcającą wykwalifikowanych robotników i fachowców do reemigracji do kraju.

W 1919 r. przedstawiciele stowarzyszenia kupili pozostałości zniszczonej podczas I wojny Fabryki Józefa Troetzera w Pruszkowie k. Warszawy , którą następnie przebudowano i uruchomiono tam produkcję nowoczesnych tokarek oraz frezarek. Zakład obejmował obszar 1 ha 399 m2, a kubatura odbudowanych budynków wynosiła 22 600 m3, w tym 3900 m3 przypadało na warsztaty. W lipcu 1920 r. w pierwszym numerze Mechanika – organu prasowego Stowarzyszenia – świadek budowy pruszkowskiej fabryki relacjonował:

W ciągu ostatnich kilku tygodni wytwórnia pruszkowska zmieniła się znacznie. Cztery ściany bez okien i dachów zostały przekształcone na ładne sale fabryczne. W jednej z nich są już ustawione nowoczesne obrabiarki, w drugiej stolarze gorączkowo szykują drzwi i okna, w innej znów mechanicy składają 35 samojazdów Forda. Przyjazd amerykanów wywarł wrażenie na mieszkańców Pruszkowa. Poczta pantoflowa ogłosiła, że przyjechało czterech miljonerów, którzy z Pruszkowa zrobią drugą Warszawę. Ceny oczywiście podskoczyły o 400 % na powitanie rodaków zza oceanu. Miljonerzy wkrótce zakasali rękawy i ku powszechnej zgrozie wzięli się do taczek i szufli. Zaczęto przyjmować miejscowych ludzi. Płacono dobrze, ale żądano: bezwzględnej punktualności, zabraniano palenia i rozmów podczas pracy i wprowadzono ustawę Sejmu, znoszącą święta kościelne. Zarząd miejscowy wyznaczył mk. 200 000 na pomoc dla kooperatywy robotniczej, zakupił cegłę na szkołę rzemieślniczo-techniczną, która ma stanąć obok fabryki. Przygotowywują się również plany do budowy kolonji robotniczej na 7 hektarach gruntu, łączącego się z wytwórnią. Stowarzyszenie Mechaników w Pruszkowie odnawia energicznie budynki fabryczne po Troetzerze, zakupione w. r. z. przez siebie. Doprowadzone one są do kultury nowoczesnej, jaka cechuje wytwórnie maszyn na Zachodzie. Wnętrza pracowni, biura technicznego itd. czynią niezwykle miłe wrażenie, zachęcając do pracy. Roboty konstrukcyjne są tak posunięte, że pierwszych tokarek szybkobieżnych należy oczekiwać na jesieni.

Organizacją wielkiego przedsięwzięcia zajął się inż. Jan Dionizy Piotrowski, przed wojną dyrektor techniczny fabryki obrabiarek „Gerlach i Pulst”. W 1921 r. objął to samo stanowisko w dwóch największych polskich zakładach Stowarzyszenia – w Pruszkowie i Porębie na Śląsku.

Do Pruszkowa sprowadzono nowoczesne amerykańskie maszyny i w 1920 r. fabryka zainaugurowała działalność. Na apel Stowarzyszenia o powrót do Polski odpowiedziało kilkaset osób. W Pruszkowie osiedliło się ok. 100 rodzin reemigrantów zza oceanu. Ich przybycie było także impulsem do rozwoju najbliższej okolicy fabryki. W jej pobliżu, szczególnie przy ul. Pułaskiego, rosły kryte czerwoną dachówką domy dla „Amerykanów”. Powstawała „dzielnica milionerów” z własnym kinematografem i biblioteką – ta, o której pisał w swoich wspomnieniach Henryk Krzyczkowski - mieszkaniec ul. Stalowej i późniejszy absolwent szkoły „Mechaników”.

Kształcimy!

Zakład, który zatrudniał ok. 300 osób, produkował obrabiarki do metali i inne narzędzia do obróbki precyzyjnej: wiertarki, szlifierki, frezarki oraz tokarki, które w latach międzywojennych zyskały bardzo wysoką renomę w kraju i zagranicą. Pruszkowskimi obrabiarkami zainteresowały się w 1926 r. misje wojskowe Rumunii i Jugosławii. Obok fabryki uruchomiono także Biuro Konstrukcyjne, w którym inżynierowie i kreślarze opracowywali projekty nowych urządzeń. Otwarcie fabryk Stowarzyszenia stworzyło zapotrzebowanie na wykwalifikowanych fachowców – szczególnie majstrów i kreślarzy, których brakowało w odrodzonej Polsce. W lutym 1921 r. podczas Trzeciego Zjazdu Stowarzyszenia Mechaników w Toledo wyasygnowano 40 tys. dolarów na budowę dwóch szkół technicznych – przy fabryce w Porębie oraz w Pruszkowie. Inauguracja Szkoły Rzemieślniczo-Technicznej przy pruszkowskiej wytwórni obrabiarek odbyła się już 1 grudnia 1921 r. Przyjęto wówczas 47 uczniów. Edukacja, na którą składały się w równej mierze zajęcia teoretyczne, jak i prowadzone w przyszkolnych warsztatach zajęcia praktyczne, trwała 4 lata, a pierwszych 13 absolwentów opuściło mury szkoły w 1925 r. W początkowym okresie nauka w niej była bezpłatna, jednak duże zainteresowanie nauką w szkole, trudności finansowe i ograniczenia lokalowe sprawiły, że podwyższono wymagania wstępne i wprowadzono opłaty za naukę. Szkoła częściowo finansowana była także z imprez kulturalnych organizowanych na jej rzecz. Pierwszym dyrektorem placówki został Jan Kozakiewicz, ale wkrótce zastąpił go inż. Stanisław Hajdukiewicz, który pełnił tę funkcję do 1928 r. Ze względu na wysoki poziom nauczania szkoła cieszyła się popularnością i renomą wśród szkół technicznych w kraju. W 1924 r. powołano również Towarzystwo Szkoły Rzemieślniczo-Przemysłowej SMPzA, na którego czele stanął dyrektor techniczny fabryki inż. Jan Piotrowski.

Etos i amerykańskie lodówki

Wobec rosnącego popytu fabryka pruszkowska wprowadziła w 1925 r. do produkcji szereg odmian szybkobieżnych tokarek pociągowych, jednopasowych z magazynami prędkości i posuwów o wysoce, nowoczesnej konstrukcji oraz wypuściła z powodzeniem większą partię frezarek uniwersalnych, jednopasowych, a także pierwszą próbną szybkobieżną tokarkę do zestawów wagonowych. W 1936 r. uruchomiono produkcję frezarek serii FA, które były wzorowane na konstrukcji CINCINNATI. Zakład produkował również obrabiarki dla przemysłu zbrojeniowego, oraz działa przeciwpancerne na licencji Boforsa.

 Dla borykających się z trudami odbudowy pruszkowian, obok nowych miejsc pracy i cennej placówki oświatowej, bardzo ważnym aspektem pojawienia się w mieście nowych mieszkańców był także przywieziony zza oceanu inny etos pracy, a także odmienny, cechujący się niezwykłym dynamizmem i energią styl życia. Przybycie do Pruszkowa reemigrantów z Ameryki przyniosło nieoczekiwany impuls dla życia kulturalnego miasta. W międzywojennym Pruszkowie kultywowali oni przywiezioną zza oceanu miłość do nowoczesnych strojów, muzyki jazzowej i kina. „Amerykanie” zabrali ze sobą do Pruszkowa pierwsze lodówki, modę na kinematograf, automobile i modne ubrania. Henryk Krzyczkowski w „Dzielnicy Milionerów” tak wspominał pierwsze wrażenia, jakie wywarło na mieszkańcach pojawienie się przybyszów zza oceanu: W życiu Pruszkowa ci „Amerykanie” – te sto rodzin – odegrali dużą i pozytywną rolę. Przywieźli ze sobą nie tylko dolary, ale i wizję innego, lepszego świata, o którym często nam mówili. Swym przykładem uczyli ludzi lepiej żyć i lepiej pracować, uczyli poszanowania dla własności społecznej i szacunku dla pracy. (…) Na ulicy można ich było poznać z daleka. Ubierali się inaczej. Kobiety chodziły w krótkich sukienkach i wychodząc na ulicę, wkładały płaszcze lub jesionki, a mężczyźni nosili kapelusze z szerokim rondem lub bardzo nas rozśmieszające czapki w kolorową kratę nazywane cyklistówkami, a do tego buty o zwężonych, spiczastych noskach. Rozmawiali głośno i ciągle wtrącali masę obcych, niezrozumiałych dla nas słów. Czytywali gazety i książki, co rzadko zdarzało się w naszych domach. Gdy w domu lub na spacerze zdejmowali marynarkę, imponowali nam kolorowymi szelkami, ładnymi koszulami i gumkami podciągającymi rękawy. Często palili cygara, roznosząc obce zapachy.

Z kłopotami do Marszałka

Nierozważne decyzje finansowe i nietrafione inwestycje sprawiły jednak, że niebawem samo Stowarzyszenie potrzebowało wsparcia ze strony Rządu II Rzeczypospolitej. Z powodu konfliktów między udziałowcami projekt zaczął podupadać – zakupów dokonywano pośpiesznie i kończyły się środki finansowe. Mechanicy walcząc o przetrwanie, wysłali w 1923 r. do Marszałka Józefa Piłsudskiego i prezydenta Stanisława Wojciechowskiego delegację z prośbą o wskazanie odpowiednich ludzi do pomocy w ratowaniu przedsięwzięcia. Marszałek polecił: Antoniego Anusza, Władysława Hackiewicza, Jerzego Iwanowskiego, Zygmunta Nowickiego i Jana Piotrowskiego. Na te same osoby spadł obowiązek zorganizowania spółki akcyjnej. Powołano ją do życia 1 lipca 1923 r. pod nazwą Stowarzyszenie Mechaników Polskich z Ameryki - Spółka Akcyjna z siedzibą w Warszawie przy Alejach Jerozolimskich 30. Spółkę zatwierdziło Ministerstwo Przemysłu i Handlu 15 listopada 1923 r. Kapitał zakładowy spółki w momencie założenia wynosił 1 mld marek polskich (mkp) podzielonych na 20 tys. akcji po 50 000 mkp. Po reformie skarbowej kapitał ten przewalutowano na 3,5 mln zł, podzielonych na 20 tys. akcji po 175 zł każda. Podwyższono kapitał przez połączenie kilku firm o 2,1 mln zł w zamian za akcje „Stowarzyszenia” do 5,6 mln zł drogą emisji 12 000 sztuk akcji po 175 zł każda.

Skład władz był tak stabilny, że pozostawał bez zmian do 1932 r., kiedy to prezesem Zarządu został Antoni Anusz, a członkami 3 dyrektorów z Banku Gospodarstwa Krajowego (Zdzisław Czechowski, Marian Chechliński i Zygmunt Wasserab) oraz Józef Czerkawski, Aleksander Dębski i Mieczysław Staszewski. Dyrektorem zarządzającym został ppłk Mieczysław Staszewski, ze względu na coraz większe zamówienia Ministerstwa Spraw Wojskowych. Pozycja wojskowych umocniła się w 1934 r., kiedy skład Zarządu uzupełnił ppłk Stanisław Witkowski. Z pewnością dla wielu osób może być zaskoczeniem fakt, że od 1934 r. prezesem Zarządu Stowarzyszenia został prezydent Warszawy Stefan Starzyński.

W 1936 r. fabryka, zlokalizowana blisko dworca kolejowego, zatrudniała już 760 pracowników i eksportowała swoje produkty do kilku europejskich krajów. Pruszkowska fabryka rozwijała się m.in. dzięki nowoczesnemu Biuru Konstrukcyjnemu, którym kierował inż. Szymon Jachimowicz. Biuro to umożliwiało projektowanie oryginalnych polskich konstrukcji. Ogólną koncepcję zadań i działania tego Biura nakreślił jego założyciel inż. Jana Piotrowski: Dla dobrego zaopatrzenia kraju w obrabiarki konieczne jest rozwiązanie kompromisowe produkować w kraju niezbyt znaczną ilość, najwięcej używanych typów seriami w dobrym gatunku i nie drogo oraz konstruować nowe, specjalne typy w tych rozmiarach, na jakie stać nam sił konstruktorskich, a nabywać za granicą te maszyny, których brak w kraju.

Celem zrekompensowania strat materialnych pierwszych udziałowców poniesionych w latach 1920-1921, Bank Gospodarstwa Krajowego w 1937 r. zrzekł się posiadanych w spółce wierzytelności na sumę 1,6 mln zł. Odszkodowania wypłacono w formie obligacji „Stowarzyszenia", zaopatrzonych w gwarancje skarbu państwa. Aktem notarialnym z 20.12.1937 r. Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy „Stowarzyszenia Mechaników Polskich z Ameryki, S.A.” ustanowiło określone świadczenia pod tytułem darmym na rzecz swych faktycznych założycieli. W celu zrealizowania tego świadczenia w odniesieniu do akcjonariuszy spółki amerykańskiej Mechanics Association INC. to samo Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy „Stowarzyszenia Mechaników Polskich z Ameryki, S. A.” uchwaliło wyemitować na ten cel obligacje własne Spółki na kwotę nominalną 1.351.200 zł, podzieloną na 16.890 sztuk obligacji po 80 zł wartości nominalnej każda.

 Wojna, PRL i zakończenie historii

W czasie II wojny światowej załoga fabryki, którą przekształcono w filię zakładów „Waverna”, pracowała w niej w charakterze przymusowych robotników, a latem 1944 r. została wywieziona na teren III Rzeszy na roboty przymusowe. W nocy z 16 na 17 stycznia 1945 r. wycofujący się Niemcy wysadzili zabudowania fabryki w Pruszkowie. Po wojnie w ciągu 2 lat odbudowano obiekty i znacjonalizowano zakłady, nadając im nazwę Zakładów Przemysłowych „1 maja”. Wznowiono produkcję obrabiarek, głównie frezarek, początkowo na potrzeby kraju, a później również na eksport. Wysyłano w świat nie tylko urządzenia, ale również bardzo wysoko wykwalifikowane kadry. W połowie lat 50. zostały skonstruowane nowe rodziny frezarek poziomych i pionowych. W latach 70. sztandarowym produktem były sterowane numerycznie frezarki konsolowe z głowicą rewolwerową oraz pionowe centra obróbkowe sterowane numerycznie. Zakład został zamknięty w 2000 r., a w 2016 r. zburzono większość zabudowań jednej z najsłynniejszych pruszkowskich fabryk.

Bronisław Hynowski, Towarzystwo Kultury Technicznej

(Referat wygłoszony na XXVI KTP w Krakowie, śródtytuły od redakcji)

 

Komentuje Waldemar Rukść

eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl