Na martwej planecie nie ma miast


04-02-2020 17:12:28

Z dr. inż. Łukaszem Pancewiczem, PhD Planning/dyrektorem firmy projektanckiej A2P2 architecture & planning rozmawia Zygmunt Jazukiewicz.

- Zespoły takie jak A2P2 stawiają sobie za cel realizację wzorców urbanistyczno-architektonicznych wynikających z koncepcji życia społecznego i potrzeb ludzi współczesnych, a także kilku następnych pokoleń. Czy da się krótko określić koncepcję, która przeważa obecnie w myśleniu o mieście przyszłości?

- Urbaniści muszą reagować na potrzeby społeczne, miasto nie istnieje bez mieszkańców, a ich codzienne zachowania kształtują przestrzeń miasta. Praca projektantów, inżynierów wiąże się z budowaniem przestrzeni, w jakiej rozgrywa się miejskie życie. Jest to relacja obustronna. Z jednej strony potrzeby mieszkańców wpływają na działania projektantów, z drugiej strony rozwiązania inżynieryjne często w dramatyczny sposób zmieniają sposób życia człowieka. Obecnie i w najbliższej przyszłości urbaniści muszą zmierzyć się z kilkoma wyzwaniami. Najważniejszym jest poradzenie sobie z konsekwencjami urbanizacji – antropogenicznymi zmianami klimatu. Przyszłość urbanistyki to walka o dobre środowisko zamieszkania, nie tylko dla ludzi. Na martwej planecie nie ma miast. Drugim wyzwaniem jest rozwiązanie kryzysu mieszkaniowego. Urynkowienie gospodarki po 1989 r. pogłębiło problemy związane z mieszkalnictwem. Budujemy mniej mieszkań niż władze komunistyczne, są one mniej dostępne finansowo, w dużych miastach zakup lub najem własnego M staje się wyzwaniem dla przeciętnego mieszkańca. Jest to problem globalny!

- W jakim stopniu adresaci projektów architektury, a zwłaszcza urbanistyki przyszłości są otwarci na nowoczesne założenia kompleksowe? Pozycja urbanisty jest słaba, o czym świadczy m.in. likwidacja Izby Urbanistów. Wygląda na to, że urbanizacja następuje pod wpływem presji deweloperów, przemysłu i handlu, a z pominięciem zasad korzystnych dla mieszkańców?

- Wyzwaniem nie jest tylko słabnąca kondycja urbanistów, ale też ich głównego klienta. Duże projekty były i nadal w większości są dziedziną państwa lub samorządów. Strona publiczna powinna ustalać zasady gry o miasto, od niej oczekiwane jest też perspektywiczne myślenie i rozwiązywanie problemów, których nie jest w stanie rozwiązać rynek – wracam tu np. do ochrony środowiska czy kwestii mieszkaniowej. Łudzimy się, że liberalizacja planowania miasta pozwoli na wdrożenie radykalnych rozwiązań poprawy miast. To mit, rynek dąży głównie do optymalizacji kosztów działalności i minimalizacji ryzyk. W efekcie wygrywa status quo, a nie nowe rozwiązania, które mogą nieść zmianę. Tę może wywołać tylko strona publiczna ze wsparciem mieszkańców.

Drugi aspekt to czynnik ludzki. Realizacja projektów kompleksowych wymaga nie tylko wiedzy technicznej czy menedżerskiej, ale także wielu kompetencji społecznych – umiejętności kooperacji, wymiany wiedzy, współodpowiedzialności, komunikacji. Uczymy tego studentów na Politechnice Gdańskiej. W praktyce to nadal zbyt rzadkie umiejętności wśród projektantów-urbanistów. W efekcie często przy realizacji takich projektów w praktyce urbanistów nie ma, bo albo nie mają odpowiednich kompetencji, albo potencjał płynący z ich umiejętności nie jest w pełni rozpoznawany przez menedżerów projektów.

-Pojęcie „miasta przyszłości" kojarzy się z utopijnymi projektami sprzed wieków (np. Miasto Słońca Campanelli) dotyczącymi ustroju politycznego. Czy możliwe jest zaprojektowanie zespołu urbanistycznego bez uprzedniego przyjęcia założeń politycznych?

- Nie wiem, czy można uniknąć polityki w myśleniu o mieście czy utopii. Sama koncepcja utopii jest polityczna, ilustruje bowiem idealny ustrój. U wspomnianego Campanelli opisane przez niego Miasto Słońca wyrażało polityczny i społeczny mikrokosmos, było metaforą. Równie ważnym elementem jego wizji były inne kwestie, które pomijamy, patrząc na utopie wyłącznie jako na projekty architektoniczne. Opisują one także relacje władzy, współobywateli, rodziny, idee dotyczące praw obywatelskich, obyczajowości. W pracy projektowej należy zawsze pamiętać, gdzie i dla kogo się projektuje oraz jaki efekt projekt będzie niósł dla świata i jego odbiorców. Bez tego jest to ćwiczenie techniczne, a nie urbanistyka.

- Obecne koncepcje przyszłości miast eksponują przede wszystkim infrastrukturę tworzącą wielopoziomowy labirynt z ułatwieniami komunikacyjnymi. Wydaje się, że brak tu zupełnie rozróżnienia między przestrzenią prywatną, wspólnotową i publiczną. Takie myślenie prowadzi do nikąd. Czy pan się z tym zgadza?

-Taką koncepcję wyraża część z wizji miast przyszłości promujących rozwiązania technologiczne, np. pomysły miast inteligentnych czy technokratyczne wizje późnego modernizmu. Nie są to jedyne koncepcje miast przyszłości, w jednym z niedawnych tekstów krytycznych w brytyjskim dzienniku Guardian mówi się o powrocie do low-tech, dumb cities (ang. prostych, nieskomplikowanych miast). Wykładowczyni Harvardu Julia Watson wzywa do projektowania miast w oparciu o radykalną aplikację lokalnych tradycji budowlanych i warunków środowiskowych oraz życie w symbiozie z nimi. Jest to jeden z kierunków wyjścia z impasu miasta technokratycznego. Idea wydzielenia sfery prywatnej czy publicznej jest raczej koncepcją socjologiczną i społeczną, architektura sama w sobie nie kształtuje tych procesów. Nawet najlepiej zaprojektowany plac nie będzie przestrzenią publiczną, jeśli mieszkańcy nie będą traktowali jej jako miejsca dla życia społecznego.

-Cechą większości projektów przyszłościowych jest monumentalizm zmierzający do budowli jako samoistnych całości urbanistycznych. Tego się nie da pogodzić z wizją miasta policentrycznego według idei Leona Kriera, którego przesłaniem jest autentyczne miasto ekologiczne, przyjazne nie tylko fizyczności człowieka, lecz jego nawykom, tradycjom i upodobaniom estetycznym. Z drugiej jednak strony łatwiej jest zapewnić bezemisyjność miasta i ograniczyć jego działanie na środowisko przyrodnicze przy dużej koncentracji. Czy podejście Kriera ma jakąkolwiek szansę na realizację?

- Odwracając pytanie, należy zastanowić się, czy jedynym wyjściem związanym z ochroną środowiska jest projektowanie nowych dużych założeń? Rozwiązaniem jest także zmniejszenie emisyjności dzięki projektowaniu w mniejszej skali czy przede wszystkim poprawa istniejących miast – ich zazielenianie, ochrona terenów zieleni. Koncepcja miasta policentrycznego, niewielkich odległości podróży wróciła do obiegu od czasu Szczytu Ziemi w Rio w 1992 r., stała się globalną podstawą dla modelu miasta przyjaznego środowisku. Myślenie Kriera, wówczas wpływowego urbanisty-teoretyka, niewątpliwie wpłynęło na wybór takiego modelu urbanizacji. Nie ma sprzeczności między miastem niskoemisyjnym a miastem nawiązującym do rozwiązań ery przedprzemysłowej, tak samo jak myślenie o miastach przemysłowych powinno stawiać ochronę środowiska i dobre warunki zamieszkania na pierwszym miejscu. Ciekawym głosem na rzecz takich miast jest najnowsza książka Dawida Simma „Soft City”, która wspiera idee miasta zwartego, zróżnicowanego społecznie i przestrzennie.

- Trudno założyć, że mobilność przestanie być cechą społeczeństw przyszłości. Przeciwnie, należy się liczyć z coraz większą tymczasowością osiedleń. Czy zatem jednym z możliwych miast przyszłości może być miasto „nomadyczne"? Koło Mekki istnieje miasto 100 tys. namiotów dla pielgrzymów. Szybka zmiana technologii ma też wpływ na budownictwo, a więc również na architekturę i urbanistykę. Jak pan ocenia perspektywę czasową miast pływających?

- Miasta pływające traktuję w kategorii dystopii, ucieczki od uwarunkowań narzucanych przez państwa i społeczeństwa odpowiedzialności prawnej czy podatkowej. Nic dziwnego, że pływające miasta są promowane przez najbogatszych. Realistyczny scenariusz to raczej rozwój najmu mieszkań zamiast własności i dalszy rozwój systemów transportowych oraz miast rozwijających się w oparciu o dobrą dostępność. Kluczowym środkiem transportu będzie pociąg, efektywny i niskoemisyjny. Wątek miast tymczasowych jest niezwykle ciekawy, Zygmunt Baumann opisując globalizację, pisał o nomadach-turystach podróżujących z wyboru i włóczęgach. Oprócz miasteczek związanych ze świętami religijnymi czy festiwalami to także świat miast-obozów dla uchodźców, rozwiązanie tej kwestii powinno być głównym zainteresowaniem planistów.

- Widać rozwój projektów „zielonych dachów", energetyki odnawialnej w mieście, a nawet miejskich upraw żywnościowych. Czy doprowadzi to do urbanistycznej idei miasta samowystarczalnego i bezemisyjnego?

-Skupienie się wyłącznie na fragmentarycznych rozwiązaniach środowiskowych nam nie pomoże. Szansą na zatrzymanie negatywnych zmian klimatycznych jest raczej idea totalnej transformacji miast i społeczeństw na rzecz zmniejszenia konsumpcji, przebudowy systemów infrastruktury energetycznej i odejście od paliw kopalnych, zmiany sposobu funkcjonowania systemów transportowych, w tym odejście od samochodu na rzecz transportu zbiorowego, budowa miast budowanych w sposób przyjazny dla środowiska, z uwzględnieniem dużych systemów zielonej infrastruktury. Nawet jeśli realizacja tych rozwiązań będzie następowała stopniowo, kluczem jest radykalna zmiana myślenia. Dlatego też coraz częściej pada wezwanie do totalnej mobilizacji na rzecz zielonej transformacji miast.

- Kiedyś miasta rozwijały się, upraszczając, w wyniku spontanicznej aktywności ludzi, którzy się w nich osiedlali. Obecnie decyduje o tym działanie czynników globalnych, całkowicie oderwanych od lokalnych potrzeb i preferencji mieszkańców. Na ile jest to zjawisko decydujące o przyszłości miasta? Czy architekci i urbaniści, działając zgodnie ze sztuką, mogą ograniczyć negatywne skutki tego zjawiska?

- Rozwój miast zawsze był i będzie wynikiem ścierających się czynników zewnętrznych (dzisiaj nazywamy je globalnymi) i lokalnych. Miasta nigdy nie były bytami samowystarczalnymi. Powstają i rozwijają się dzięki ścieraniu się wpływów zewnętrznych i pracy samych mieszkańców. Od starożytności jako ludzkość budowaliśmy miasta-kolonie, na przecięciu dużych szlaków migracyjnych i handlowych powstawały bogate miasta kupieckie. Najbardziej fascynującym aspektem jordańskiej Petry, dzisiaj atrakcji dla turystów otoczonej pustynią, był fakt, że była ona miejscem przecięcia kilku szlaków handlowych i postoju karawan podróżujących z głębi Półwyspu Arabskiego do Morza Śródziemnego. Dzięki temu w starożytności było to nowoczesne, bogate i liberalne miasto, którego mieszkańcy fundowali imponujące budowle, kupowali dzieła sztuki z całego antycznego świata, wprowadzili równouprawnienie kobiet czy posiadali najnowocześniejszy system wodociągów. Późniejsza historia miast jest pisana wzlotami i upadkami takich ośrodków. Powtórzę jeszcze raz: architekci i urbaniści są wykonawcami woli ich zamawiających i mieszkańców miasta. Wspólnie z nimi mogą proponować rozwiązania, które pozwalają na korzystanie z bycia częścią świata, ale też ochrony ich przed negatywnymi wpływami sił zewnętrznych. Przykładem są często utopijne pomysły, pozwalające rozwiązać ważne problemy społeczne. Jeśli miałbym wybierać moje ulubione przykłady, wskazałbym np. idee międzywojennego ruchu kooperatywnego, związanego z ówczesnym środowiskiem PPS i budowę WSM. Dzisiaj próbą zmierzenia się z wyzwaniem mieszkaniowym jest np. projekt ideowy Warszawskiej Dzielnicy Mieszkaniowej czy projekty koncepcyjne Osiedli Warszawy.

- Dziękuję za rozmowę.

Komentuje Waldemar Rukść

eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl