O unijnych finansach


04-02-2020 17:25:54

Jak z perspektywy brukselskiej wyglądają polskie sprawy widziane przez pryzmat aktywności europosła i ekonomisty? Dla nas istotne są kwestie związane z unijnym budżetem, umocnieniem tzw. unii gospodarczej i walutowej oraz zagadnieniami nowego zielonego ładu. Prof. Marek Belka, były premier, wicepremier i szef NBP, a obecnie poseł Parlamentu Europejskiego mówił o tym podczas spotkania zorganizowanego przez Krajową Izbę Gospodarczą w jej warszawskiej siedzibie (19.12.2019).

Kondycja gospodarki zależy m.in. od ponoszonych na nią nakładów. Budżet ustala się w UE raz na rok, ale z punktu widzenia naszych interesów najważniejsze są tzw. wieloletnie ramy budżetowe, czyli perspektywa finansowa uchwalana raz na 7 lat. Kolejna zaczyna się w 2021 r., a kończy się w 2027 r. Obecnie jesteśmy w trakcie poprzedniej perspektywy (2014-2020). To druga pełna struktura finansowa, w której bierzemy udział, bo kiedy weszliśmy do UE w 2004 r,. uczestniczyliśmy już tylko w drugiej części poprzedniej perspektywy.

Budżet duży czy mały?

Z unijnego budżetu finansowane są wszelkie działania podejmowane przez UE, polityki oraz programy pomocowe. W liczbach budżet UE może wygląda imponująco. Jednak w rzeczywistości – zaznacza prof. M. Belka – jest on zazwyczaj wielkości mniej więcej jednego procenta PKB wszystkich krajów Unii Europejskiej.

Przed laty ustalono, że nie może przekroczyć poziomu 1,23% dochodu narodowego brutto (DNB) wszystkich państw członkowskich. Z punktu widzenia potrzeb stabilizujących gospodarkę europejską, działającej w warunkach wspólnej waluty, jest to nic nie znacząca wielkość – ocenił prof. M. Belka i ironicznie skonstatował: kosmetyczny zabieg dla EU. Ale natychmiast dodał: dla nas jest bardzo ważny, natomiast z punktu potrzeb całej UE, aby budżet był instrumentem stabilizacji gospodarczej, musiałby mieć wielkość 5%, może nawet 7% DNB. W sprawie nowej perspektywy finansowej wciąż trwają dyskusje. Parlament chce budżetu największego, Rada Europejska, jak najmniejszego. Co nie dziwi, bo tworzą ją prezydenci i premierzy rządów oraz ministrowie finansów z poszczególnych krajów, wpłacających składki budżetowe.

Komisja Europejska przedstawia propozycję kompromisową, proponując 1,15% unijnego PKB, parlament europejski 1,30% , natomiast Rada Europejska w pierwszym rzucie mówiła o 1%, a ostatnio prezydencja fińska, kraj sprawujący rotacyjne przewodnictwo w Radzie Europejskiej, zaproponowała 1,15% PKB.

Prof. Marek Belka zwraca uwagę, że o wielkości budżetów decydować powinna Rada Europejska, ale już o jego podziale Komisja Europejska razem z Parlamentem Europejskim. Tymczasem jest to trochę przeciąganie liny. Rada Europejska wchodzi nie tylko w wielkość budżetu, ale i jego strukturę, zanosi się więc, że będziemy mieli dyskusje ostrą i trwającą do końca 2020 r. Już pojawiają się głosy, że być może na 2021 r. trzeba będzie wprowadzić prowizorium budżetowe, co dla Polski i innych państw byłoby uciążliwe (rozliczanie w cyklu miesięcznym, a nie rocznym), ale finansowo byłaby to nadal 1/7 całej nowej perspektywy finansowej.

Unijne podatki?

Od tego, jak atuty UE rosną, zależy sytuacja wszystkich unijnych krajów. Unia Europejska, dysponuje dwoma potężnymi aktywami. Pierwszym jest wspólny rynek, najpotężniejszy rynek zbytu na świecie, dlatego Europa może dyktować swoje warunki handlu pozostałym regionom. Drugi atutem jest euro, druga waluta światowa. Tylko, że jest jednak o wiele słabsza od dolara. Z różnych powodów. Zdaniem prof. Marka Belki podstawowym powodem jest fakt, że za stoi za nim tylko bank centralny, a nie jeszcze europejski fiskus. Czy europejski fiskus będzie stworzony? Jeśli UE zaczęłaby wprowadzać podatki własne, unijne, byłyby one gromadzone na koncie, za które będzie odpowiadał komisarz ds. finansów UE .Chodzi o to - tłumaczy prof. M. Belka - żeby można było emitować na rynku obligacje nominowane w euro, za którym stałby skarb UE. Oznaczałoby to, że euro natychmiast stało by się prawdziwą, poszukiwaną na świecie walutą rezerwową. Profesor stwierdza, że oczywiście teraz euro też jest poszukiwane i cenione na świecie, ale stoi za nim skarb państwa niemieckiego, francuskiego, holenderskiego, a nie unijny – i jest to problem, z którym trzeba się zmierzyć w najbliższym czasie.

Wiele się mówi na unijnych forach w rozmaitych kontekstach – zaznacza profesor – o różnych podatkach, w tym ekologicznych. W pewnym sensie takim podatkiem, z którym mamy już do czynienia, jest system handlu emisjami. Jednak dochody z praw do emisji nie idą do wspólnej kasy unijnej, tylko są rozdzielane między kraje UE. Polska była dotychczas beneficjentem tego systemu. Prof. M. Belka przypomina, że my raczej sprzedawaliśmy prawa do emisji, a dopiero teraz przychodzi ten czas, że zaczynamy wchodzić w perspektywę wydawania na ten cel pieniędzy.

Graniczny podatek węglowy?

Jeden z najwybitniejszych obecnie ekonomistów w świecie, prof. Raghuram Rajan, były dyrektor banku rezerw Indii i były główny ekonomista Międzynarodowego Funduszu Walutowego, jeden z ekspertów, którzy przewidzieli nadejście kryzysu finansowego w 2008 r., zaproponował nowy system. Byłby to podatek węglowy – graniczny, służący w gruncie rzeczy bardziej transferowi od „krajów kopciuchów” i krajów bogatych na rzecz najbiedniejszych. W opinii prof. M. Belki ma to sens i rosnąca niezgoda na niszczenie środowiska na świecie sprzyjałaby takiemu rozwiązaniu.

- Propozycja granicznego podatku węglowego dla krajów nieprzestrzegających norm ekologicznych i mających wysokie poziomy emisji CO2, jest bardzo ciekawą propozycją – podkreśla profesor - która na pewno będzie żywo dyskutowana.

O co ponadto chodzi w kwestii unijnych podatków? Profesor wyjaśnia: aby UE zaczęła mieć własne środki, własne pieniądze. Czy ma jakieś dotychczas? Owszem ma! Część wpływu z VAT jest kierowana – ale niewielka – do Brukseli. Zastanawiają się więc unijne gremia nad tym, aby zamiast wzmacniać euro pod względem transferów budżetowych z krajów silniejszych ekonomicznie, dobrze gospodarujących do krajów mniej udanie gospodarujących, obejść ten problem.

UE neutralna klimatycznie?

W UE będzie niebawem obowiązywał nowy Zielony Ład. Komisja Europejska przedstawiła plan tego, jak kraje unijne uczynić do 2050 r. klimatycznie neutralnymi. I jednocześnie nie zmniejszyć tempa rozwoju gospodarki. Neutralność klimatyczna ma oznaczać emisję tylko takiej ilość gazów cieplarnianych (a w szczególności CO2), jaką gospodarka jest w stanie na bieżąco pochłaniać. Temu projektowi ma towarzyszyć program sprawiedliwej transformacji energetycznej. Profesor Belka podzielił się tu swoimi spostrzeżeniami. Do 2050 r. mamy w Europie emitować takie ilości CO2, które przyroda – także ewentualnie przy użyciu innowacyjnych technologii – będzie mogła absorbować. Jest to ambitne wyzwanie! Aby to osiągnąć, trzeba obniżyć aż o 50% emisję CO2 liczoną w stosunku do wytwarzanej w 1990 r. Według profesora Belki elementem Zielonego Ładu powinna być redystrybucja środków i w jej wyniku takie kraje, jak Polska, dostaną pieniądze, aby wspomóc tę sprawiedliwą transformację energetyczną od wewnątrz. Należy w tej formie pomóc takim krajom, jak Polska, odejść od węgla, jako źródła generowani energii elektrycznej i cieplnej.

Szacuje się, że aby osiągnąć wyznaczone obecnie cele klimatyczno-energetyczne, potrzebne będzie zainwestowania w ramach „Funduszu Sprawiedliwej Transformacji” (FST) dodatkowych 260 mld euro rocznie (sic!), co stanowi ok. 1,5% unijnego PKB z 2018 r. Urszula von der Leyen zapowiada wprawdzie przyznanie 100 mld euro na fundusz sprawiedliwej transformacji, ale w projekcie budżetu – informuje prof. M. Belka – jest teraz na te cel zaledwie kwota 5,8 mld euro (w siedmioletnim budżecie), a w propozycji budżetu fińskiej prezydencji w ogóle nie ma i takich pieniędzy. Pytanie, skąd wziąć taką ogromną kwotę pieniędzy, pozostaje otwarte. Zdaniem prof. M. Belki, skoro w czasie proponowanym przez KE nie możemy osiągnąć neutralności i potrzebujemy więcej czasu, musimy jak najszybciej ogłosić, jaką mamy aktualną strategię odejścia od węgla na rzecz OZE i przedstawić konkretną mapę drogową, która zostanie zweryfikowana i skonsultowania z UE.

Marek Bielski

Zdjęcia: Krajowa Izba Gospodarcza

- Pieniądze z perspektywy 2014-2020 będziemy mogli konsumować w latach 2021, 2022 i 2023, ale na razie słabo nam idzie i wydaliśmy ok. 30% pieniędzy. Wydaje się to katastrofą, ale wszystkie kraje w tej perspektywie finansowej wydają znacznie gorzej niż dotychczas. Być może dlatego, że się wzięto za weryfikację prawidłowości wydawania pieniędzy. W sprawności wydatkowania pieniędzy unijnych nie jesteśmy na szarym końcu, ale do tej pory byliśmy zdecydowanie na przodzie. Polska była najlepszym konsumentem funduszy unijnych z dwóch powodów – jak sądzę – po pierwsze, że ich dystrybucję prowadzono nie tylko w Warszawie, ale jeszcze w 16 okręgach. I tu nazwisko do zapamiętania: Jerzy Hausner. Jemu to zawdzięczamy. Druga sprawa: w Polsce nigdy nie było kryzysu ekonomicznego w tym czasie i nie było problemu ze zorganizowaniem współfinansowania. A dużo krajów w naszym regionie miało kłopoty i nie było w stanie w dobry sposób w terminie gładko absorbować pieniędzy unijnych. Myśmy takich trudności nie mieli. Zawsze byliśmy tu wiele lepsi od pozostałych nowych członków UE, w 2019 r. okazaliśmy się równie źli, jak i inni.

Najważniejszy dla Polski jest oczywiście fundusz solidarnościowy, czyli fundusz spójności. W tej chwili mamy dyskusję na temat budżetu oraz priorytetów. Wielka Brytania opuszcza UE i w budżecie będzie mniej ok.12-13 mld euro, wchodzą nowe priorytety, m.in. ochrona granic czy finansowanie green dealu. Pojawiają się opinie, że Polska w zeszłym rozdaniu dostała znacznie więcej, niż powinna była, i należy to skorygować. Jest prawdopodobne, że uzyskamy w nowej perspektywie budżetowej znacząco mniej. Dla Polski oznaczałoby to, że od 2023 r. mielibyśmy znacząco ograniczony dopływ finansowania z UE – powiedział prof. Marek Belka.

Komentuje Waldemar Rukść

eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl