Uwaga: teren zapowietrzony


04-02-2020 18:21:30

Groźnie brzmiące napisy na żółtych tablicach ostrzegają przed chorobą bakteryjną pszczół, strasząc mieszkańców oraz turystów w wielu regionach kraju. Są one widoczne nawet z autostrady A-2 łączącej Warszawę z Łodzią.

Zgnilec amerykański jest chorobą zwierząt zwalczaną w Polsce z urzędu. Jednym z obowiązków władz państwowych w przypadku zgłoszenia lub wykrycia takiej choroby jest oznaczenie terenu ostrzegawczymi tablicami. I tylko z realizacji tego właśnie punktu państwo – czytaj państwowa służba weterynaryjna – się wywiązuje. Kolejne punkty mówią m.in, że wspomniana służba weterynaryjna ma obowiązek zniszczyć (zutylizować) chore zwierzęta, a ich właścicielowi wypłacić odszkodowanie zgodnie z wartością majątku, który zostaje zniszczony.

Zgnilec contra afrykański pomór świń

Na pytanie o kwotę odszkodowania za zutylizowaną rodzinę pszczelą odpowiedzialna za służbę weterynaryjną była wiceminister rolnictwa i rozwoju wsi odpowiedziała, że właściciel pasieki nie otrzyma żądnej kwoty, bo wszystkie środki zarezerwowane na walkę z chorobami zwalczanymi z urzędu zostały przeznaczone dla hodowców trzody chlewnej, do których dotarł afrykański pomór świń (ASF).

Niedawno uczestniczyłem w zebraniu dość dużego koła pszczelarzy zrzeszonych w Polskim Związku Pszczelarskim. Nikt z jego uczestników nie przyznał się, że ta groźna choroba do ich pasiek dotarła, ale opowiadali oni o dziwnych ucieczkach rodzin. Jeden z pszczelarzy mówił, że w czerwcu ub.r. miał 22 rodziny, a do zimowego podkarmienia pozostało mu ich tylko 12. Na jego oczach kilka rodzin odleciało w nieznane. Gdy odkrył opustoszały ul, było w nim kilkanaście młodych, nielotnych pszczół i zakryte larwy (czerw), których część miała charakterystyczne otworki.

 - A nie poczułeś niemiłego zapachu w tym ulu? – zapytał jeden z kolegów i wyjaśnił: po prostu pszczoły to bardzo czyste owady, nie oddają kału w ulu, nawet gdy zima trwa pół roku. Dlatego gdy poczuły brzydki zapach, postanowiły odlecieć w nieznane. Zasiedlą jakiś pusty ul, jego właściciel się ucieszy, ale nie na długo, bo te pszczoły są chore i prawdopodobnie obecnej, lekkiej zimy nie przeżyją. Najgorsze, że w tym opuszczonym ulu pozostały resztki miodu, który „zrabują” najzdrowsze „sąsiadki” i one też będą zarażone i nie popracują w przyszłym sezonie. Też spadną albo uciekną.

Co to za choroba?

Zgnilec złośliwy, od kontynentu pochodzenia zwany amerykańskim, jest zakaźną i zaraźliwą chorobą, która powoduje zamieranie zasklepionego czerwiu pszczelego. Zamiera czerw w stadium larwy wyprostowanej, rzadziej przedpoczwarki lub poczwarki. Zgnilec poraża zarówno czerw pszczeli, jak i trutowy, a nawet mateczny. Największe nasilenie zgnilca przypada na drugą połowę lata, ponieważ jego rozwojowi sprzyja wysoka temperatura. Chorobę wywołuje bakteria Paennibacillus larvae występująca w dwóch postaciach: wegetatywnej i przetrwalnikowej.

 Forma wegetatywna rozwija się i rozmnaża w zakażonej larwie i jest bezpośrednim sprawcą choroby. Postaci przetrwalnikowe – zwane endosporami – charakteryzują się wręcz niespotykaną odpornością na warunki środowiska. Ich aktywność utrzymuje się nawet przez 35 lat. Trudno je zniszczyć tradycyjnymi metodami odkażania. W temperaturze wrzątku (100° C) giną po 5dniach, natomiast przy 140-170°C po 2 godzinach. Formalina niszczy przetrwalniki po 6 godzinach. Jedynie 2% ług sodowy zabija spory w ciągu 4 minut. Natomiast wymieniona wcześniej forma wegetatywna bakterii jest wrażliwa na czynniki zewnętrzne i ginie już przy 60°C.

Źródeł zakażenia chorobą jest wiele. Może nim być: martwy czerw, miód, pieżga (mieszanina miodu z pyłkiem), a nawet plastry po martwym czerwiu. Spory mogą być roznoszone przez żerujące w ulach larwy szkodników, np. barciaków.

 Zdobywający coraz większe zastosowanie (m.in w medycynie) propolis, mimo niewątpliwych właściwości odkażających, może być „przechowalnią” dla przetrwalników zgnilca.

Objawy zgnilca amerykańskiego są podobne do objawów tzw. kiślicy, czyli zgnilca europejskiego zwanego łagodnym. Może to dokładnie określić laboratorium weterynaryjne, bo działający w terenie powiatowi lekarze weterynarii zazwyczaj nie chcą lub boją się zbliżać do uli.

Zgnilec amerykański jest bardziej groźną chorobą, a unikanie walki z nią przez służby weterynaryjne może doprowadzić do wyginięcia pszczoły miodnej w Polsce, a to oznaczałoby obniżkę plonów wielu roślin. Kto wie, czy skutki gospodarcze braku walki ze zgnilcem złośliwym nie będą bardziej dramatyczne niż skutki nieudolnej walki z afrykańskim pomorem świń. Zwłaszcza, że bez pszczół nie ma życia na Ziemi.

Henryk Piekut

Zakażenie wywołują tylko formy przetrwalnikowe. Zarodniki kiełkują po 24 godzinach od dostania się do przewodu pokarmowego larw. Początkowo ich rozmnażanie jest powolne, dopiero po zasklepieniu komórki następuje właściwy rozwój choroby wraz z szybkim przybywaniem form wegetatywnych.

 Komórki wegetatywne najpierw uszkadzają nabłonek i ściany jelit, a następnie atakują wszystkie narządy wewnętrzne. Po 9 dniach od zakażenia powstają przetrwalniki. Czerw zamiera po 2-3 dniach po zasklepieniu komórki, a zamierająca larwa wiotczeje i zmienia barwę. Najpierw na żółtą, następnie na żółto-brązową , a po 3 tygodniach staje się brązową lepką i ciągliwą masą. W kolejnych dniach ta masa gęstnieje i daje się wyciągać w postaci cienkich długich nitek. Wszystko nieprzyjemnie cuchnie – przypomina zapach kleju stolarskiego. Po 5-6 tygodniach od zakażenia masa zmienia się w ciemnobrązowy strupek  ściśle przylegający do komórki. Choroba atakuje zazwyczaj czerw, więc przez pierwsze tygodnie jest prawie niezauważalna, a gdy pszczelarz ją zauważy, może tylko podpalić ognisko.

Komentuje Waldemar Rukść

eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl