Wątpię więc jestem. Zastój pod czapką


05-02-2020 13:28:46

Pod koniec grudnia ub. roku prasa doniosła:  w wieku 96 lat zmarł Adam Słodowy, popularyzator nauki, w latach 1959-1983 autor programu dla młodzieży „Zrób to sam” w TVP, a także książek o majsterkowaniu. Jak można wyczytać z kalendarza, należał do pokolenia, które wierzyło w siłę postępu naukowo-technicznego, w skuteczność zmieniania świata przez rozumowanie, a nie oflagowanie, jak to się upowszechniło nieco później. Biorąc do serca słowa Wielkiego Hetmana „takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”, wnosił swoją cegiełkę w owo zbożne dzieło, zaszczepiając w umysłach młodzieży zalążek kreatywnego myślenia. Przywołując jego pamięć, trudno nie skorzystać z okazji, by nieco uwagi poświęcić kwestii kreatywności, innowacji i ogólnie twórczości w kontekście nie tylko obecnego ich stanu, ale też w perspektywie historycznej.

Klimat do powszechnego uznawania wymienionych wartości w okresie dojrzewania pokolenia Adama S. był – jak wspomniałem – sprzyjający. Rewolucja przemysłowa tryumfowała na coraz większych obszarach globu, a zarazem postęp naukowo-techniczny nie zaszedł tak daleko, by wykluczyć z wyścigu państwo zlepione ze stosunkowo biednych prowincji trzech europejskich imperiów. Sprzyjał temu również stosunkowo duży udział w elitach rządzących kadr nie tylko wykształconych, ale także doświadczonych, z liczącym się bagażem dorobku. W tym klimacie rodziły się i rosły w siłę pomysły godne podziwu. Kilku świeżo upieczonych inżynierów zdolnych było stworzyć wytwórnię samolotów (RWD) na tamten czas bardzo przyzwoitych. W Pruszkowie grupa amerykańskich polonusów rozpoczęła produkcję konkurencyjnych na europejskim rynku obrabiarek. W Warszawie inna grupa niedawnych studentów politechniki rozpoczęła dla chleba produkcję zespołów spalinowo-elektrycznych, a dla przyjemności – silników do łodzi motorowych.

Gdyby nie wojna, kto wie, czy nie mieli byśmy własnych samochodów, bo takie były jej dalekosiężne plany. Skończyło się na GAD- ach (od nazwiska twórców: Gajęcki, Danilewicz). Po wojnie zmienił się klimat zarówno dla twórców, jak i wytwórców. Wśród licznych frontów, które się wówczas otwarły, był również front walki o to, by Polska nie stała się krainą kartoflami i węglem słynącą. Ambicje niedobitków kadry naukowo-technicznej ścierały się z decyzjami kierownictwa partyjno-państwowego, zobowiązanego myśleć w kategoriach „obozu”. Do rozwoju myśli twórczej jeszcze bardziej zabójcze niż sama podległość, która zresztą zmieniała się w czasie, był sam system centralnie zarządzanej gospodarki planowej. Celem wytwórców był plan, a nie innowacje, postęp. – Jeśliś pan taki twórca – mógł usłyszeć od dyrektora inżynier wynalazca – to idź pan do kabaretu. Istotnie, w kabarecie, teatrze, literaturze mimo cenzury udawało się to i owo przemycić, stworzyć, robić – jak pisał Wojciech Młynarski – swoje. Z tego to dorobku niemało zostało do dziś.

Twórczość techniczna nie miała szczęścia nawet po upadku komunizmu. Wstrząs z tym upadkiem związany jej nie obudził. Obudziła się natomiast zniewolona wcześniej przedsiębiorczość i ona dziś wodzi rej na rynkach i salonach. Trudno się temu dziwić zważywszy, jak bardzo – w porównaniu z twórczością – jest rentowna przy obecnym stanie rynków. A jednak patrząc na świat przez telewizyjny ekran, trudno powstrzymać się od refleksji, że długoletnie wysiłki Adama Słodowego niewielki w głowach zostawiły ślad. Mimo dokonanego na świecie postępu, nie można przecież uznać, że wynaleziono już wszystko i myśl twórcza w naszym kraju nie ma nic do roboty. Jest wiele obszarów nadal dla niej otwartych i w pełni dostępnych. Sama np. czapka paradna – żeby nie szukać daleko – szefa inspekcji drogowej albo strażnika Senatu, w których się prezentują na wizji, dla natury kreatywnej winna być wyzwaniem. Wszak to, że z Rosjanami nie mamy szans ścigać się w produkcji rakiet balistycznych, nie oznacza, że także przy wyrobie czapek służbowych zdani jesteśmy na naśladownictwo.

hen

Komentuje Waldemar Rukść

eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl