Wątpię więc jestem. Kto to ocali?


27-03-2020 16:06:35

Mówiąc o PRL-u wymienia się głównie jego wady i śmieszności, a przecież nie brakowało w nim także pozytywów. Do takich należała niewątpliwie troska o możliwie pełne wykorzystanie zasobów i duża wrażliwość na marnotrawstwo. - Tyle dziewcząt się marnuje, proszę panów – apelował w Polskim Radio jeden ze śpiewających aktorów, Andrzej Szczepkowski- jeśli mnie pamięć nie myli. Zwracał uwagę na dziewczęta, bo prócz nich niewiele wówczas się w Polsce marnowało. Gazeta , dla przykładu, była wykorzystywana do maksimum- najpierw jako lektura, potem opakowanie, a wreszcie papier toaletowy. Wspominałem swego czasu , jako chlubny przykład niezwykłej gospodarności, przypadek z końca lat siedemdziesiątych, gdy herbatę Madras kupowałem jako makaron czterojajeczny. Nie wiem czy makaronu wyprodukowano za mało czy celofanowych toreb za dużo, w każdym razie opakowania z hurtowni makaronów, przesunięto do hurtowni herbaty i budżet pozostał nie skalany.

Szczęśliwy spółdzielca, na którego spadł niespodziewanie lokatorski przydział ruszał penetrować pobliskie wysypiska w poszukiwaniu kawałka deski, niewiele tylko wyszczerbionej płytki, rurki stalowej albo pręta. Stawał się, obok szczura czy innej dżdżownicy elementem frontu oczyszczania, który natura w swej mądrości stworzyła w toku ewolucji. Gdyby ktoś powiedział mu wtedy, że przyjdzie czas takiej obfitości, że samych tylko zużytych opakowań będzie na statystyczną głowę Polaka przypadać 165 kg rocznie, pewnie by nie uwierzył. Tymczasem taki stan nastał, a z tym nowy kłopot - klęska obfitości. To nas przygniata w sensie nie tylko przenośnym, ale także jak najbardziej realnym. Tyle dobra się marnuje, proszę panów...nikt nie chce ze śmietnika nawet całej deski, a i przemysł woli czysty surowiec naturalny niż wtórny. Ogólnie zresztą taki jest trend, aby surowce naturalne przerabiać od razu na wtórne, bo sens się coraz mniej w produkcji liczy, a coraz więcej tempo. Wynika to m.in. z tego, że obrót w mniejszym stopniu napędza dziś potrzeba, a w coraz większym reklama. Szczególnym przypadkiem marnotrawstwa jest to, które można zaobserwować na polu kadr. Niejeden – mówiąc znów językiem zaczerpniętym z literatury- się marnuje „nieprzeciętny łeb” ze względu na słabe nagłośnienie. Kiedy, przed wojną trafił się taki przedsiębiorczy samorodek, który sprzedał Kolumnę Zygmunta, wkrótce śpiewał o nim cały lud warszawski. Gdy ujawnił się inny nieprzeciętne uzdolniony, który przebojem wdarł się do elity, pisarz Tadeusz Dołęga – Mostowicz , „ na wieczną rzeczy pamiątkę” wprowadził go do literatury pod nazwiskiem Dyzmy Nikodema. Również za czasów nam bliższych, w okresie komuny (choć klimat nie był dla przedsiębiorczości łaskawy) literatura starała się co ciekawsze przypadki wychwytywać i utrwalać z myślą o potomnych. Szczególne zasługi miał na tym polu reżyser Stanisław Bareja i strata niepowetowana, że nie zostawił po sobie dziedzica. Odszedł akurat wtedy, gdy – jakby powiedział rolnik - pora się było gotowić do żniw. Zmiany ustrojowe, burzliwy rozwój demokracji sprawiły bowiem, że nastąpił w dziedzinie przedsiębiorczości niebywały wręcz wysyp talentów. Chciało się wołać niczym kamieniecki ksiądz na pogrzebie Wołodyjowskiego - panie Stanisławie, taki wysyp Aniołów, a ty nie pędzisz na plan, za kamerę nie chwytasz …! Kto uwieczni dla potomnych, takiego choćby posła Misia- Pysia, co  z opowiadania dyrdymałów – zmieniając ewentualnie  partie, by zachować stołek- żyje lepiej niż ten od Kolumny Zygmunta , bo dochód ma wysoki i stały. Kto opisze nowiutkie zawody, fasowane pod konkretne głowy, niczym swego czasu buty szyte na miarę. Kto zarejestruje dla potomnych postępujący rozkład prawd niegdysiejszych, takich np. jak ta Konopnickiej: - „temu tylko pług, a socha, kto tę czarną ziemię kocha”. Dziś ta prawda została genialnie podzielona: dla jednych jest pług, a socha, dla innych ziemi umiłowanie, które im daje prawo dyrygować tymi od pługa, a przy okazji całkiem pokaźne dochody z tej społecznej pasji. Kto to ocali od zapomnienia!? Utrwali bohaterów naszej epoki dla przyszłych pokoleń?

hen

Komentuje Waldemar Rukść

eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl