Historia z ikonostasem


16-04-2020 13:18:49

Naznaczona tragiczną historią Łemków, 6 km na południe od Krynicy stoi najpiękniejsza drewniana cerkiew w Polsce. Wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, pochodząca z 1604 r. świątynia pod wezwaniem św. Jakuba Młodszego Apostoła w Powroźniku jest najstarszą zachowaną cerkwią łemkowską w Karpatach.

W 1947 r. w ramach akcji „Wisła” wszystkich Łemków wysiedlono na ziemie zachodniej i północnej Polski. Do Powroźnika i sąsiadujących z nim wiosek sprowadzono osadników z okolic Piwnicznej, Łącka i Limanowej, zaś cerkiew w 1951 r., kiedy to erygowano parafię rzymskokatolicką, została kościołem.

Świątynia została zbudowana w całości z drewna modrzewiowego na zrąb, do jej konstrukcji nie użyto ani jednego gwoździa. Tak naprawdę złożono ją z dwóch cerkwi – tę główną na początku XIX w., w obawie przed wylewającą rzeką Muszynką, przeniesiono wyżej i „doklejono” do stojącej tam maleńkiej cerkiewki. Wówczas to konstrukcja ikonasu na półtora wieku zamknęła dostęp do tzw. biblii pauperum – potocznie rozumianej jako obrazkowe przedstawienie dla niepiśmiennych ludzi scen za Starego i Nowego Testamentu. Wcześniej przez 200 lat wierni mogli podziwiać na ścianach prezbiterium małej cerkiewki przepiękną, wykonaną farbami roślinnymi na gołych belkach polichromię z 1607 r. Na sklepieniu zasiadł Bóg Ojciec na obłoku otoczonym cherubinami, słońcem, księżycem i gwiazdami. Naprzeciw wejścia – Duch Święty pod postacią gołębicy, poniżej – Ukrzyżowanie. To bez wątpienia najpiękniejsza i najcenniejsza część świątyni. Od czasu przekształcenia cerkwi w kościół znowu można podziwiać malowidła – ozdobione nimi pomieszczenie pełni rolę zakrystii.

Zdumienie budzi wspomniany ikonostas. Jest to obrazujące niebo najważniejsze miejsce każdej cerkwi, oddzielające od nawy niedostępny dla wiernych ołtarz, gdzie odprawiana jest ofiara eucharystii. Znajdujące się w ikonostasie carskie wrota może przekroczyć tylko kapłan, który wynosi tędy Ciało i Krew Jezusa. Ikonostas powroźnickiej świątyni jest jedynym, przez który może przejść każdy – by ocalić go od zniszczenia podczas dostosowywania wnętrza do potrzeb liturgii rzymskokatolickiej, przedzielono go na połowę: rząd Deesis, górna część z apostołami, prorokami i patriarchami pozostała na styku nawy i prezbiterium, natomiast dolna część – ikony i prazdniki – przesunięto w głąb, do ściany w prezbiterium. Jak mówi wieloletni opiekun i przewodnik po świątyni Paweł Kącki, do dziś nie ma zgody wśród konserwatorów i historyków sztuki, czy należy przywrócić pierwotną formę ikonostasu, czy też zachować go w obecnej, niezwyczajnej postaci, jako świadectwo skomplikowanej i bolesnej historii Powroźnika i wielonarodowej, wielowyznaniowej przeszłości Beskidów.

W „Politycznych meandrach łemkowskich cerkwi” autorstwa Marka Barwińskiego czytamy wszak, że nie zawsze przejęcie cerkwi przez Kościół rzymskokatolicki chroniło ją przed zniszczeniem. Ponadto z reguły bezpośrednio wiązało się z dokonaniem zmian w wystroju. Najczęściej rozbierano lub zasłaniano ikonostas, usuwano ikony i napisy cyrylicą, zmieniano krzyże, czyli starano się zlikwidować wszelkie ślady świadczące o wschodnim dziedzictwie kulturowym świątyni.

Po akcji „Wisła” zniszczeniu uległo wielokrotnie więcej cerkwi niż podczas wojny i przesiedleń. Powojennego czasu nie przetrwały dziesiątki łemkowskich cerkwi, z wielu z nich zostały ledwie fundamenty, żeliwne krzyże, fragmenty cebulastych bani. Jak zauważa Marek Barwiński dla powracających w Beskidy Łemków spór o odzyskanie dawnej świątyni był jednym z najboleśniejszych doświadczeń, a sprawa użytkowania budynków cerkiewnych nadal pozostaje głównym czynnikiem konfliktogennym na Łemkowszczyźnie. Kwestia własności cerkwi to dla Łemków problem o charakterze nie tylko religijnym, lecz również narodowym i osobistym.

Świątynia w Powroźniku jest jedną z 49 zachowanych do dzisiaj cerkwi znajdujących się na małopolskim Szlaku Architektury Drewnianej.

Jesienią 2019 r. zakończono tu instalację nowoczesnego systemu zraszającego „Fog”. Gdy tylko pojawi się płomień, automatycznie powiadamiana jest straż pożarna, a system gaszący emituje mgłę, która szczelnie spowija całą cerkiew, tłamsząc ogień. Inwestycja, dofinansowana z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa

Narodowego, kosztowała 400 tys. zł. Przy okazji wymieniono całe modrzewiowe poszycie gontowe, dzięki czemu można było usunąć warstwę papy dość nieudolnie chroniącej cenne zabytkowe wnętrze świątyni przed przeciekającym dachem.

W zeszłym roku cerkiew w Powroźniku odwiedziło prawie 40 tys. osób.I

rena Fober

Komentuje Waldemar Rukść

eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl