Wątpię więc jestem. Dokąd idziemy?


17-04-2020 19:41:09

Za sprawą Stefana Bratkowskiego utrwaliło się w Polsce przekonanie, że najdłuższą wojną nowoczesnej Europy była ta, którą poznaniacy prowadzili z Pruskim zaborcą. W rzeczywistości wojna ta, choć długa i zażarta, nie była bynajmniej najdłuższa, gdyż dłuższą jest, moim zdaniem, ta, którą nasz naród prowadzi z kierownictwem. Żeby nie sięgać w przeszłość zbyt daleko, pomińmy czasy przedrozbiorowe i spacer przez historię zacznijmy od narodzin II Rzeczpospolitej, od wyjątkowych zupełnie chwil, gdy naród w jedności z kierownictwem wywalczył niepodległość i odparł bolszewicką nawałę. Ledwie się jednak ukształtował normalny ład państwowy, a już Józef Piłsudski, który z kierownictwa przeniósł się do Sulejówka, ruszył w jedności z narodem przeciw kierownictwu. W efekcie powstało kolejne kierownictwo, które naród mógł zwalczać i nienawidzić, za co ono rewanżowało się procesami i Berezą Kartuską. Wojna również w tym zakresie zakłóciła normalny rytm, by z tym większą siłą wrócić po jej zakończeniu.

Wojna narodu z kierownictwem była po wojnie czymś naturalnym i oczywistym, bo kierownictwo było narzucone. Jego upadek w 1956 r. był prawdziwym tryumfem narodu, pod nowym kierownictwem Władysława Gomułki. Nowe kierownictwo szybko się jednak oderwało od mas i stanęło frontem przeciwko nim. Ciekawostką było, że poprzednie kierownictwo stało się teraz narodem i to odłamem jego najbardziej aktywnym. Gdy w sławetnym marcu oba kierownictwa chwyciły się za łby, sympatia społeczeństwa stanęła jednoznacznie po stronie tych, co byli już narodem, a przeciwko tym, co byli jeszcze kierownictwem.

Do końca PRL-u historia się w istocie powtarzała – naród, wzmocniony przez spady z poprzedniego rozdania, toczył z bieżącym kierownictwem bój o stopę, o byt, a historycy dopisywali potem jeszcze wolność i demokrację. Walka za każdym razem kończyła się sztampowo: zmianą kierownictwa. Wyjątkiem był 1989 r., kiedy bój się zakończył zmianą ustroju, co jednak na logikę przemian większego wpływu nie miało. Ulubieniec klasy robotniczej Lech Wałęsa stracił sympatię już po jednej kadencji i dalej szło jak po sznurku. Z wielką pompą wybieraliśmy kierownictwo, które się szybko okazywało kierownictwem jednorazowego użytku (wyjątkiem był prezydent Kwaśniewski). Najbardziej istotna różnica była taka, że kierownictwo przestało się odrywać od mas, a raczej masy się odrywały od kierownictwa, które starało się być masom bliskie i łatwo dostępne. Miało to wpływ na różne aspekty życia, w tym m.in. na strukturę zatrudnienia. Buzująca demokracja i szybka wymiana kierownictw sprawiły, że polityka stała się chłonnym rynkiem pracy, stosunkowo łatwym i pociągającym.

W pewnym sensie wróciło hasło sprzed lat: nie matura lecz chęć szczera... Polityka wysysa kadry z biur i warsztatów, z fabrycznych hal i pól zielonych, a nawet przychodni i szpitali (leczyć kraj jest niewątpliwie ambitniejszym wyzwaniem niż leczyć wątrobę albo zęby). Wszystko to sprawia, że warstwa kierownicza puchnie, pęcznieje i coraz jej więcej w strukturze narodu. Młodzi, zamiast się uczyć stolarstwa albo obróbki skrawaniem, idą na politologię albo od razu na posterunek. Niezapomniany Jan Kobuszewski bawił nas niegdyś monologiem o jednym takim nieudaczniku, co umiał jedynie robić małpę, robić osła, robić świnię. Dziś z takimi umiejętnościami człowiek śmiało może startować w wyborach nawet do europarlamentu. W panującej atmosferze kwitną prawa człowieka, choć więdną kabarety. Jedno się jednak przy tym poważne rysuje niebezpieczeństwo. Jeśli się nic nie zmieni, jeśli do owych przetasowań na wewnętrznym rynku pracy doda się trwającą emigrację, to może się zdarzyć, iż historia zatoczy koło i wrócimy do czasów wojennego rozdzielenia, tyle że a rebours. Jeśli wtedy naród był w kraju, a kierownictwo na emigracji, to w przyszłości sytuacja się może odwrócić i naród będzie na emigracji, a w kraju samo kierownictwo.

hen

Komentuje Waldemar Rukść

eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl