Nostalgiczna kraina druciarzy


09-05-2020 21:15:37

Dzisiejsze podwórka kamienic są zazwyczaj schludne, lecz ciche. A jeszcze sto lat temu zamieniały się w pełen gwaru i magii teatr dell’arte za sprawą odwiedzających je ludzi różnych profesji.

Wybitny metalurg, profesor AGH, Stanisław Holewiński  wędrownych handlarzy i rzemieślników odwiedzających w czasach jego dzieciństwa podwórko warszawskiej kamienicy wspominał ciepło  i z nostalgią: (..) nie mogę przemilczeć również występów melancholijnych górali-druciarzy, zdaje się Słowaków z pochodzenia, zachęcających do transakcji miejscową klientelę tenorową zwrotką: „Garnki drutować, rondle pobielać”.

Wcześniej słyszałem o tym fachu od  córki słowackiego druciarza poznanej w ...muzeum winiarstwa w Barossa Valley (Południowa Australia) gdzie pracowała. Mój tata był wędrownym rzemieślnikiem, miał więc silny „gen podróży” i dlatego ja urodziłam się w Nowym Jorku, i chyba mam ten sam gen, skoro przygnało mnie aż tutaj  - zażartowała. Kiedy żegnaliśmy się powiedziała: po przylocie  do Europy, proszę odwiedzić „Drutarię”, krainę mego taty.

 Królestwo druciarzy

„Drutaria”– nazwa symbol. Odnosi się do obszaru  blisko 160 wsi położonych od Puchova, aż za Żylinę, na prawym brzegu Wagu. Serce Karpat - Spisz, Orawa, krainy piękne, ale bardzo biedne. Tu pojawiło się i rozwinęło druciarstwo. Stworzyła  je właśnie ...bieda.  Dzisiaj wręcz trudno sobie wyobrazić potrzebę wiązania drutem naczynia...glinianego, aby przedłużyć jego przydatność do użytku. Początkowo było  alternatywnym  źródłem utrzymania dla ubogich. Druciarze krążyli po okolicznych wsiach i wzmacniali ceramiczne naczynia. Flekowali też metalowe garnki, naprawiali narzędzia rolnicze, z blachy i drutu  wykonywali sitka, tarki, formy do ciast, wieszaczki, półki. Wyspecjalizowali się w wytwarzaniu drucianych pułapek na myszy i klatek dla zwierząt. Dźwigali  warsztaty na plecach, niekiedy mając do pomocy uczniów tzw. dżarków.

Druciarstwo rozwinęło się  zwłaszcza w dwu regionach: na Poważu (Považie) oraz na Zamagurzu Spiskim w okolicach Lubowli (Stará Ľubovňa). W XIX w. działali już na obszarze całej ówczesnej monarchii Habsburgów. Ci lepiej wykwalifikowani zakładali warsztaty i zatrudniali pracowników. Jeszcze na początku XX stulecia w Warszawie pracowało kilkuset druciarzy Słowaków, istniało też kilkanaście ich warsztatów świadczących usługi i produkujących wyroby użytkowe. A największą popularnością cieszył się warszawski zakład  Józefa Holánika-Bakeľa. Anegdota mówi, że  nie było na Śląsku górnika, który nie miałby w domu kanarka. Klatka dla niego zrobiona była na pewno  przez słowackich druciarzy.

Pracowali w całej Europie, także w USA, m.in. w Nowym Jork, Bostonie i Chicago. Zakładali dobrze prosperujące warsztaty w Moskwie i Petersburgu. W Rosji „dynastia słowackich druciarzy” Hunčików opanowała produkcję samowarów. Nie mogli już w XX w. konkurować  z produkcją przemysłową i tanimi wyrobami dużych fabryk, więc rzemiosło to zaczęło stopniowo podupadać. Istniejące jeszcze nieliczne warsztaty  nastawione były tylko na galanterię rękodzielniczą, artystyczną. Prace Józefa Holánik-Bakeľa, czy Józefa Keráka znajdują się w zbiorach muzealnych. Nie tylko panie mogą się zachwycić delikatną biżuterią plecioną z drutu mosiężnego, czy posrebrzanego, a bywało, że i pozłacanego.

Druciarstwo słowackie uważane jest za fenomen technologiczny i artystyczny na skalę światową. Zostało wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Przedmioty zrobione z metalowego drutu stanowią do dziś wyróżnik słowackiej kultury

Zatrzymać w kadrze pamięć

Po wędrownych druciarzach pozostała na Słowacji  pamięć i zbiory ponad 4000 eksponatów zgromadzone m.in. w Muzeum Poważa w Żylinie. Muzeum organizuje Międzynarodowy Festiwal Druciarstwa i Spotkania Majstrów Druciarskich oraz prowadzi tzw. ścieżki dydaktyczne. Jedyny w świecie pomnik druciarza i jego czeladnika odsłonięto w 1998 r. w Kisucach  (Kysuce). Autorem wykonanej z brązu grupy rzeźb, nazwanej „Druciarz i jego czeladnik” jest rzeźbiarz Miroslav Cipár. Nieliczni już rękodzielnicy podtrzymują  tradycję. Do nich należy m.in. Juraj Šerík, inicjator powstania Muzeum Drutu im. Józefa Holánika-Bakeľa w miejscowości Dlhé Pole.

„Dejcie garce do drociorza”

Słowacka „Drutaria” jest obszarem ściśle przylegającym do granic polskich. W ramach współpracy słowacko-polskiej zrealizowano mi.in. projekt „Polsko-słowacka mieszanka kulturalna” współfinansowany przez Unię Europejską. Wystawę pn. „Dejcie garce do drociorza” ze zbiorów Muzeum Poważa w Żylinie urządzono w Suszczu, w tamtejszym Muzeum Regionalnym Kamojówka. Cieszyła się dużym powodzeniem. W Teatrze Ziemi Rybnickiej odbył się nawet  kurs druciarstwa. Kilkanaście osób ( uwaga: w większości pań!) zgłosiło chęć zapoznania się z tajnikami tego rękodzieła. A raczej tylko z jego wersją jubilerską.

Marek Bielski

Komentuje Waldemar Rukść

eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl