Filozofia pojęć technicznych (158). Triz


09-05-2020 22:01:44

Niektórzy uważają, że na miano nauk zasługują tylko te dyscypliny, w których prowadzi się badania empiryczne według metody naukowej, tzn.: obserwujemy zjawisko, stawiamy hipotezę wyjaśniającą jego mechanizm, przyczyny i skutki, a następnie za pomocą narzędzi badawczych poddajemy hipotezę weryfikacji. W tym celu tworzy się modele fizyczne lub wirtualne. Za „narzędzia badawcze” uznaje się tylko takie, które dają wyniki obiektywne, nie podlegające interpretacji. Istnieje jednak wiele dyscyplin uniwersyteckich, zwłaszcza nowszych, w których obiektywność wyników jest wątpliwa, a interpretacje podejrzewa się o intencjonalność założeń ideologicznych. Chętnie przypina się im łatkę pseudonauki.

Taka dwuznaczność dotyka inwentyki, czyli nauki o wynalazczości. Przeciwnicy argumentują, że wynalazek jest dziełem analogicznym do utworu artystycznego jak symfonia, czy obraz malarski, a więc efektem procesu, który nie daje się ująć w ogólne formuły naukowe. Gdyby tak było, to możliwa by się stała masowa produkcja Mozartów i Edisonów. Innego zdania był Henryk Altszuller, pracownik biura patentowego Marynarki Kaspijskiej w Baku, twórca najbardziej znanej teorii inwentycznej TRIZ (Tieorija Rieszenija Izobrietatielskich Zadacz) – teorii rozwiązywania problemów wynalazczych. Ponieważ sam uważał tę metodę za panaceum na innowacyjną słabość gospodarki radzieckiej, poddał krytyce praktyki stosowane w ZSRR, za co oczywiście został skazany w 1950 r. na 25 lat łagru. Wyszedł po czterech latach, bez prawa do pracy, zaraz po śmierci Stalina. Publikował utwory science-fiction i rozważania teoretyczne. Pierwsza praca o TRIZ ukazała się w 1956 r. Jej podstawą jest algorytm ARIZ, opracowany już 10 lat wcześniej. Przypomina – analogicznie do teorii systemów zarządzania jakością - formuły Wiliama Edwardsa Deminga (słynny Cykl Deminga i 14 zasad filozofii jakości). Według ARIZ, stając przed określonym problemem szczegółowym należy go uogólnić, czyli jakby spojrzeć z dalszej perspektywy, kiedy lepiej widoczne są wszystkie uwarunkowania i występowanie tego samego problemu w innych kontekstach. Na tym poziomie problem jest łatwiejszy do rozwiązania, które przez analogię sprowadzamy z powrotem na poziom szczegółowy. W ramy tego prostego schematu Altszuller wstawił 40 zasad innowacyjności opracowanych na podstawie żmudnej analizy 40 tys. zastosowanych patentów (!). Przeprowadził więc, podobnie jak Deming, solidne badania statystyczne. Trudno tu więc o zarzut spekulatywnego fantazjowania. Tyle, że efekty były podobne jak u Deminga: zapisano po prostu w konkretnej formie zasady oczywiste, a nawet stosowane podświadomie, jak słynny „wektor inercji” wynalazczej polegający na tym, że człowiek rozwiązujący problem sugeruje się samą formą postawienia zadania, a nie jego istotą.

TRIZ doceniono i rozwijano w ZSRR już od lat 60. i – co ciekawe – w krajach Zachodu, głównie w Japonii i USA. Dokonano odpowiednich modyfikacji, a metodą nie pogardziły największe światowe koncerny. Łatwo się domyślić, dlaczego akurat one: po prostu mają stałe zespoły prowadzące badania i wdrożenia według harmonogramu. Tutaj formalizacja działań w rodzaju TRIZ jest jak znalazł – pozwala na łatwiejszą kontrolę i weryfikację, rozliczenia itp. To dotyczy jednak samego procesu wynalazczego, a nie „skuteczności” innowacji na rynku! To zapewniają zupełnie inne działy: marketingu, promocji i reklamy, dystrybucji – czyli tego wszystkiego, co decyduje o wytworzeniu p o p y t u na daną innowację i przywiązaniu do producenta. Altszuller żyjący w warunkach gospodarki nakazowo-rozdzielczej tym się po prostu nie interesował. Dlatego nawet z metodą TRIZ gospodarka Rosji do dziś nie jest innowacyjna. To pouczająca lekcja także dla naszych promotorów innowacyjności.

Teoria TRIZ zapewne pozostałaby w roli wielu coraz bardziej oczywistych formuł postępowania, gdyby nie to, że przypadkiem stanowi doskonały prekursor dla twórców oprogramowania sztucznej inteligencji. System zaopatrzony w aplikacje TRIZ będzie produkował wynalazki z właściwą mu szybkością, tzn. natychmiast. Tak właśnie osiągniemy „osobliwość technologiczną”.

Zygmunt Jazukiewicz

Komentuje Waldemar Rukść

eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl