Wątpię więc jestem. Pogoda dla śmiałej myśli


09-05-2020 22:32:47

Trudno czasem uwierzyć, oglądając telewizję, w jakim tempie galopuje dziś postęp. Nie dobiegła jeszcze  końca walka o prawa kobiet, nadal mnożą się spięcia wokół praw mniejszości, nie wygasły  w pełni rasistowskie nastroje, a już dwie panie profesor nieśmiało postulują , by prawa obywatelskie pociągnąć w kierunku świata zwierząt. Można przypuszczać, że to czy przyznać je  wszystkim zwierzętom, czy tylko niektórym pozostałoby na razie kwestią do negocjacji. Kwitowanie pomysłu stwierdzeniem pewnego prezesa PAN, które niedawno przytaczałem, że odsetek idiotów wśród profesorów jest taki sam jak dla reszty populacji (a dziś może nawet większy zważywszy, że niczego nam w ostatnich latach  tak nie przybyło , jak profesorów) sprawy bynajmniej nie kończy. Po pierwsze z podobną inicjatywą wyszła  również pewna europosłanka , do niedawna wysoki funkcjonariusz biura Rzecznika Praw Obywatelskich, a więc fachowiec od sprawy praw, a po drugie  za pomysłem nie stoi bynajmniej pustka.

Człowiek, jak wiadomo , tym różni się od zwierząt, że ma rozum i wolną wolę. Dziś coraz częściej , coraz więcej ludzi ma je jedynie nominalnie. Kogo dziś stać na luksus wolnej woli ? Czy można sobie wyobrazić sytuację, że wolną wolą błyśnie nagle dziennikarz TVN w wieczornym programie publicystycznym , albo inny dziennikarz w TVP INFO . Śladu by po nim nie było następnego dnia . Podobnie w warszawskim salonie ( a ostatnio nawet na uczelniach) gdzie wolną wolę człowiek zazwyczaj zostawia w szatni, by w środku  „krakać”  politycznie poprawnie. Również rozum przestał być charakterystycznym wyróżnikiem człowieka uprawniającym do posiadania praw obywatelskich. Zazwyczaj myli się głowę z rozumem, a tymczasem to, że ktoś ma jedno jest jedynie poszlaką wskazującą, że może mieć i drugie. W istocie od zwierząt ewidentnie różni  nas tylko kształt głowy, a to dziś , w  dobie, szczególnego poszanowania dla mniejszości, nie jest dla omawianego pomysłu barierą.  Zdaję sobie oczywiście sprawę, że w początkowym okresie mogłoby być trudno ze względu na barierę świadomości mocno zakotwiczoną w tradycji. Świadomość , że się obgryza nóżkę kuzynki pani profesor, albo spożywa kotlet schabowy z krewniaka europosłanki może się wydawać nie do przezwyciężenia, ale przecież nie takie już ludzkość brała przeszkody w zwycięskim pochodzie postępu.

Piszę o tym nie żeby straszyć ani tumanić, ale jedynie na tym przykładzie pokazać jedną z charakterystycznych cech naszego czasu – niezwykłą pogodę dla śmiałych myśli. Klimat dla  takich  zawsze był w Polsce sprzyjający. Polak wchodził w dorosłość z wbitym do głowy mickiewiczowskim przesłaniem: - mierz siły na zamiary, nie zamiar według sił, i sam musiał potem odkrywać, że czasem może się to skończyć nieszczęściem, tak jak kończyły  narodowe zrywy w których siły okazywały się zwykle za krótkie do zamiarów. Takich przypadków choćby tylko ze swojej pamięci mogę wyłuskać całą litanię począwszy od tego ze studenckich czasów,  gdy wesoła czwórka z naszego korytarza prześcigała się w pobliskiej knajpie składając zamówienia- a to flaszeczkę, a to po brizolu, a wcześniej coś na zimno...Na końcu okazywało się, że zamiar wielokrotnie przewyższał siły , bo każdy miał tylko  głęboką wiarę w zasoby finansowe sąsiada i trzeba było robić zrzutkę, aby kolegów wykupić.

Śmiała myśl nie nawiedzała nazbyt często mojej głowy. Częściej byłem wśród tych, co robili zrzutki , niż tych co zamawiali. Tak było i za studenckich czasów i potem za Gierka i  za Balcerowicza...Dlatego gdy ktoś wychodzi z inicjatywą i zgłasza śmiałą myśl zaraz  się we mnie rodzi pytanie jak z żydowskiego dowcipu:  ile na tym można stracić. Dlatego nie jestem za tym, by nadać świniom prawa obywatelskie nawet jeśli to owoc przemyśleń dwóch głów profesorskich i wysokiego urzędnika, bo ile by wtedy kosztował kotlet schabowy. Nie cieszy mnie również, gdy pan minister Błaszczak , na wyścigi z panem prezydentem Dudą zamawiają, a to  samoloty F-35 , a to Hamery, a to rakiety Patriot...gdy  lustrują zagraniczne magazyny szukając wśród tego, co tam rdzewieje, czegoś co mogło by rdzewieć u nas i na naszą chwałę. Straszy mnie  bowiem widmo zrzutki- nieuniknionej gdy przyjdzie do rachunków. hen 

Komentuje Waldemar Rukść

eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl