Znikający pacjent


21-06-2020 12:58:03

Czasami można odnieść wrażenie, iż teraz leczy się tylko pacjentów zarażonych wirusem SARS-CoV-2. Podczas pandemii tysiące chorych otrzymało telefon z informacją, że ich wizyta lub planowy zabieg, na który czekali nieraz przez wiele miesięcy, zostaje odłożony. Sami pacjenci też odwołują wizyty z obawy przed zakażeniem. A przecież koronawirus nie sprawił, że inne choroby zniknęły.

Z danych Światowej Organizacji Zdrowia WHO wynika, że w skali globalnej leczenie przerwało 49% chorych na cukrzycę, 42% chorych onkologicznie i 31% cierpiących na choroby kardiologiczne. Skutki tego będą ciągnęły się latami.

Kości coraz słabsze

Na osteoporozę  choruje w Polsce ok. 30% kobiet i 8% mężczyzn po pięćdziesiątce. Większość z nich nawet w czasie sprzed pandemii była niewidoczna dla polskiego systemu ochrony zdrowia. Przy okazji Światowego Dnia Chorych na Osteoporozę (24 czerwca) warto uświadomić sobie, że leczenia wymaga ok. 2 mln Polek i Polaków, a 8 mln jest zagrożonych chorobą. Koszty leczenia niskoenergetycznych złamań, do których dochodzi w wyniku osteoporozyto każdego roku ponad 3 mld zł. Poza tym leczenie jest często nieskuteczne, gdyż co piąta kobieta i co czwarty mężczyzna ze złamaniem szyjki kości udowej umiera w ciągu 12 miesięcy.

Tymczasem nowoczesny lek biologiczny, bezpieczny i wygodny dla pacjenta, bo przyjmowany raz na pół roku w postaci podskórnego zastrzyku, zmniejsza ryzyko złamań kręgosłupa o 68%, a szyjki kości udowej o 40%. Niestety jest on refundowany tylko dla części pacjentów. Eksperci obawiają się też, że czasie epidemii większość chorych przerwała leczenie – tylko w ciągu miesiąca sprzedaż specyfiku spadła z 10 tys. do 2 tys. iniekcji. Czyli aż 80% pacjentów mogło przerwać leczenie.

Polskie Amazonki Ruch Społeczny rozpoczęły kampanię edukacyjną dla osób chorych na osteoporozę. Impulsem do podjęcia działań były coraz częściej zgłaszane przez pacjentów problemy związane z kontynuowaniem leczenia osteoporozy, zwłaszcza w formie zastrzyków. Pacjenci doświadczają wielu trudności z uzyskaniem informacji na temat leczenia w obecnym czasie, odwołuje się wizyty w poradniach specjalistycznych, są kłopoty z otrzymaniem recepty na kontynuację leczenia oraz z realizacją e-recepty.  Trudno także umówić się w gabinecie zabiegowym na podanie iniekcji leku. A trzeba mieć świadomość, że problemy te dotyczą przede wszystkim osób starszych, schorowanych, szczególnie zagrożonych w obecnej sytuacji epidemiologicznej.

Zdalnie patrz w serce

W podobnym położeniu znaleźli się pacjenci cierpiący na choroby układu krążenia.

Niewidzialna epidemia w dobie pandemii – tak można określić aktualną sytuację w obszarze niewydolności serca. W warunkach obostrzeń związanych z koronawirusem pacjenci jakby nagle zniknęli. Chorzy nie zgłaszali się na konsultacje i do szpitali, nierzadko przerywali zaleconą terapię – ubolewa w rozmowie z PAP kardiolog prof. Jadwiga Nessler, kierowniczka Kliniki Choroby Wieńcowej i Niewydolności Serca Collegium Medicum UJ w Krakowie. Wielu pacjentów zwleka z wizytą u specjalisty do ostatniej chwili, aż objawy ulegną bardzo poważnemu zaostrzeniu. Skutki takiego czekania mogą być tragiczne.

Sytuacja jest poważna tym bardziej, że wirus SARS-CoV-2, chociaż atakuje głównie układ oddechowy, jest również wyjątkowo niebezpieczny dla serca. Dlatego prof. Nessler spodziewa się teraz większej liczby pacjentów z bardziej zaawansowanym stadium choroby. Na niewydolność serca choruje ok. 1,2 mln Polaków, co roku umiera 140 tys.

Ratunkiem dla wielu chorych może być przyspieszenie wdrożenia przygotowanego już w 2018 r. programu Kompleksowej Opieki nad Pacjentami z Niewydolnością Serca (KONS). 

KONS w pewnym sensie wyprzedził COVID-19. Możemy i powinniśmy skorzystać z gotowych, opracowanych i szeroko skonsultowanych rozwiązań. Epidemia niejako wymusiła wdrożenie pewnych elementów KONS, takich jak choćby telekonsultacje czy telemonitoring urządzeń wszczepialnych – mówi profesor. I dodaje, że  w terapii tej choroby nic już nie będzie takie samo, jak przed pandemią CVID-19.

Z koronawirusem przegrywają również pacjenci onkologiczni. Z danych przedstawionych przez Komodo Health wynika, że w marcu i kwietniu w Stanach Zjednoczonych wykryto o jedną trzecią mniej nowotworów raka jelita grubego, liczba wykonanych kolonoskopii i biopsji spadła o prawie 90%, wykonano też o połowę mniej ratujących życie operacji.

Pozytywny paradoks

Jest jednak grupa pacjentów, o której można powiedzieć, że „odetchnęła z ulgą” podczas pandemii. Walcząc z koronawirusem, wiele krajów wprowadziło izolację społeczną. Zamarł transport, ograniczono produkcję przemysłową.

- Niezamierzonym skutkiem tych działań jest też mniejsze zanieczyszczenie powietrza i związany z tym spadek liczby zgonów – przyznaje dr hab. Tadeusz Zielonka z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, przewodniczący Koalicji Lekarzy i Naukowców na rzecz Zdrowego Powietrza. - To paradoks, ale wynika on z tego, że poprawa jakości powietrza w wyniku izolacji społecznej przełożyła się na zmniejszenie śmiertelności z powodu innych chorób, w tym głównie chorób układu krążenia i układu oddechowego. Ocenia się, że w okresie pandemii w Unii Europejskiej redukcja śmiertelności na skutek zmniejszenia zanieczyszczeń powietrza mogła sięgnąć nawet 11 tys. przypadków.

Ponieważ jak doniósł dziennik Nepal Times, po raz pierwszy od dziesiątek lat można było z zasnutej dotąd smogiem doliny Katmandu zobaczyć oddalony o 200 km Mount Everest, zaś mieszkańcy Pendżabu po raz pierwszy od 30 lat zobaczyli Himalaje, można przypuszczać, że powietrze choć na krótki czas poprawiło się również w najbardziej zanieczyszczonych azjatyckich krajach.

if

Komentuje Waldemar Rukść

18-19
Aktualny numer WSZYSTKIE
eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl