Szycie jak życie


19-07-2020 16:05:30

Przemysł modowy może okazać się jedną z najbardziej skrzywdzonych przez koronawirusa gałęzi przemysłu, o czym niedawno pisaliśmy na naszych łamach („Niedoceniania branża", PT 11/2020). Jedno jest pewne: po pandemii w modzie nic już nie będzie takie jak przedtem.

W pierwszym kwartale – wg danych Międzynarodowej Federacji Producentów Włókienniczych – właściciele wielkich marek odzieżowych i sieci handlowe (np. C&A czy Inditex/Zara) anulowały niemal jedną trzecią zamówień u wytwórców tekstyliów na całym świecie. Tylko w Bangladeszu ponad milion pracowników branży tekstylnej straciło pracę. Dla Burberry marzec zamknął się spadkiem sprzedaży o 80%. Kryzys dotknął producentów odzieży sportowej, jak Nike, Adidas, Puma i New Balance, które straciły od 50% do 90% swoich obrotów.

Kwarantanna konsumpcji

Przed pandemią mieszkaniec Europy czy Stanów Zjednoczonych kupował średnio prawie 16 kg nowych ubrań rocznie. Sieciówki kusiły nieustannymi promocjami. Aż trudno było się wygrzebać spod presji mody i puchnącej garderoby pełnej szmat, które nieraz zdążyły się znudzić i zbrzydnąć, zanim jeszcze odcięto z nich metki. W zeszłym roku na całym świecie wyprodukowano ok. 80 mld sztuk odzieży, o 400% więcej niż 20 lat temu. Czy na pewno potrzebujemy aż tyle? Przeciętna Brytyjka zakłada nowo kupiony ciuch tylko 5 razy. Dlatego, mimo recyklingowych akcji różnych globalnych marek, na świecie co sekundę na wysypisko lub do spalarni trafia ciężarówka pełna niepotrzebnych ubrań.

Czas izolacji i zamrożenia, home office, kiedy postępowaliśmy zgodnie z zaleceniem: #zostań w domu i wystarczał nam dres i maseczka, nie sprzyjał kompulsyjnemu kupowaniu nowych strojów. Jak wynika z przeprowadzonego przez Kantar badania Wonga Polska „Cyfrowe zwyczaje Polaków”, aż 36% ankietowanych przyznało, że kupuje mniej ubrań przez internet niż rok temu. Czy to źle?  Eksperci szacują, iż w tej chwili na świecie jest wyprodukowanych tyle ubrań, że przez najbliższe 10 lat każdy będzie miał w czym chodzić.

Nawet szefowa amerykańskiego Vogue’a Anna Wintour stwierdziła, że świat mody musi zwolnić, a „nadmierna konsumpcja nie będzie już tolerowana”. Tylko jak będzie z tym nakręcaniem gospodarki?

Moda na środowisko

Przemysł odzieżowy i włókienniczy pozostawia olbrzymi ślad węglowy, począwszy od uprawy bawełny, przez farbowanie tkanin i szycie odzieży, aż do jej transportu i sprzedaży w sklepach lub przez internet  – zauważają eksperci WWF. Branża odzieżowa odpowiada przynajmniej za 10% światowej emisji CO2. Rozdmuchany dyktat mody jest tak szkodliwy dla naszej planety jak przemysł petrochemiczny.

Poza tym naukowcy alarmują, że mikroplastik z ubrań wykonanych z tkanin syntetycznych zatruwa nawet... oceany. W trakcie prania z ubrań, np. akrylowych sweterków, uwalniają się miliony włókien o długości mniejszej niż 5 mm i mikrometrowej średnicy. Każdego roku razem ze ściekami do oceanu spływają miliony ton takich odpadów. Do tego dochodzą odpady z procesu produkcyjnego. Szacuje się, że ponad jedna trzecia trafiającego do mórz mikroplastiku pochodzi właśnie z przemysłu odzieżowego. Będzie się tam kumulować w łańcuchu pokarmowym, aż w końcu wraz ze świeżą rybą trafi na nasz talerz.

Wielu stylistów i modowych blogerów – często nawet „wbrew sobie” – przewiduje, że teraz „najważniejszy będzie nie krój ubrania, ale raczej to, skąd ono pochodzi, jak zostało wykonane i z jakiego materiału”. Dodajmy, że do wyprodukowania bawełnianej koszulki (nawet z bawełny organicznej ze zrównoważonych upraw) potrzeba 2,5 tys. l wody ( tyle, ile człowiek wypije przez 3 lata), zaś do produkcji jeansów – 10 tys. l wody. Producenci szukają więc sposobów na ograniczenie zużycia tego deficytowego dziś surowca. Udoskonalają procesy technologiczne, przy okazji starając się nas skłonić do oszczędniejszego prania. I nie chodzi tu wcale o rekomendację niektórych marek jeansów, żeby zamiast z pralki korzystać z zamrażarki. Na przykład Polygiene dodaje do tkaniny jony srebra (pozyskiwane z recyklingu metali), które zapobiegają rozwojowi bakterii i grzybów, nie wpływając przy tym na naturalną florę bakteryjną na powierzchni skóry. „Posrebrzaną” odzież można rzadziej prać, stosując niższą temperaturę. Technologię szczególnie chętnie wykorzystują  producenci odzieży sportowej i rekreacyjnej.

Irena Fober

 

Nowe materiały na lata

Skóra jak żywa

Holenderski MycoTex powstaje z grzybni. Tkanina nadająca się na ubrania, buty, różne akcesoria, jest produkowana bez stosowania chemikaliów i z niewielkim zużyciem wody. W technologii 3D można z niej, bez potrzeby kroju i szycia, stworzyć odzież idealnie pasującą do sylwetki noszącej ją osoby. A kiedy się znudzi, można po prostu wyrzucić ją na kompost. W 2018 r. odzież z grzyba uhonorowano Global Change Award (modowy Nobel w postaci grantu wartego milion euro i rocznego programu „akceleracyjnego”).

 

 

Kreacja z odpadów

Ioncell F to opracowane przez fińskich naukowców z Uniwersytetu Aalto włókno celulozowe pozyskiwane z biomasy: drewna brzozy, makulatury, odpadów kartonowych, zużytej bawełny. Do produkcji, podczas której nie używa się szkodliwych chemikaliów, wykorzystywana jest ciecz jonowa – innowacyjny, niepalny, przyjazny dla środowiska rozpuszczalnik, który może być poddany recyklingowi.

Materiał ma przyjemny chwyt, jest miękki i połyskujący. Można z niego szyć sukienki, tkać szaliki, zrobić pokrowiec na tablet. Doskonale nadaje się do kompostowania.

Laureat pierwszej edycji Global Change Award (2015).

 

 

 

 

 

 

 

Najpierw wypij, potem załóż

Ubranie z fusów? Czemu nie – startup Singtex przekonuje, że fusy po kawie nadają się nie tylko do wróżenia, ale także do produkcji bio-nylonowych tkanin membranowych. Opatentowana w Stanach Zjednoczonych przędza S.Cafe Airmem zamiast materiałów ropochodnych zawiera 26% oleju kawowego z fusów. Tkaniny laminowane z Airmem są wodoodporne, wiatroszczelne, oddychające i nie rozwijają się na nich brzydkie zapachy. Kolejny wynalazek firmy z Tajwanu to wykonany w 70% z oleju rycynowego EcoPaXX, przeznaczony do zastosowań zewnętrznych.

Droga mleczna

Anke Domaske w swoich poszukiwaniach idealnej, hypoalergicznej tkaniny dla chorego ojca, skorzystała z mądrości naszych mam i babci, które rumień przypieczonej słońcem skóry skutecznie gasiły kwaśnym mlekiem. Qmilk to tkanina z protein mlecznych pozyskiwanych ze kwaśniałego krowiego mleka. Do wyprodukowania kilograma tkaniny potrzeba zaledwie 2 l wody o temperaturze 80°C i żadnej chemii. W trakcie procesu, który trwa raptem 5 minut, nie powstają żadne odpady. Najpierw proteinowy proszek miksuje się z wodą. Powstałe w ten sposób ciasto, jak makaron, wyciska się przez dyszę z małymi otworkami – w ten sposób powstaje włókno mleczne. Szacuje się, że tylko w Niemczech co roku wyrzuca się prawie 2 mln t kwaśnego mleka, co wystarczyłoby np. na wyprodukowanie T-shirtów dla wszystkich mieszkańców Stanów Zjednoczonych.

Ananasy pierwszej klasy

Na Filipinach czy w Indonezji od lat tradycyjnie wytwarza się tkaniny z włókien ananasa – są bardzo miłe w dotyku, delikatne, przewiewne i ciepłe, sprawdzają się w zarówno tropikalnym, wilgotnym, jak i umiarkowanym klimacie.

Natomiast z mielonych i prasowanych liści ananasa w procesie przypominającym spilśnianie można otrzymać mięsistą „skórę”, znakomity, elastyczny i bardzo wytrzymały surowiec na buty i torebki, a także tapicerkę meblarską i samochodową. Piňatex z Filipin to wynalazek konsultantki przemysłowej z Hiszpanii dr Carmen Hijosa.

 

 

 

 

 

Zrodzony z lotosu

Lotos to nie tylko święty kwiat w buddyzmie. Mieszkańcy Birmy od wieków wyciągają z pędów lotosu cienkie jak nić pajęcza włókno, z którego tka się luksusowe tkaniny, droższe od kaszmiru i jedwabiu – aby otrzymać metr tkaniny, potrzeba 32 tys. łodyg. Kultywowany od wieków nad magicznym jeziorem Inle sposób wytwarzania lotosowego płótna został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Komentuje Waldemar Rukść

18-19
Aktualny numer WSZYSTKIE
eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl