Recenzja PT: Maszyna taka jak my


19-07-2020 17:05:52

W powieści „Maszyny takie jak ja” Ian McEwan rysuje wizję świata u schyłku XX w., nieco odmienną od faktycznego biegu historii. W tej alternatywnej rzeczywistości Wielka Brytania, po przegranej wojnie o Falklandy, jest w głębokim kryzysie politycznym, gospodarczym i… moralnym.

W wizji McEwana w latach 80. XX w. wciąż żyje Alan Turing, wybitny brytyjski naukowiec, uważany za ojca sztucznej inteligencji. W świecie rzeczywistym ten matematyk, kryptolog i współtwórca informatyki żył w latach 1912-1954. Opracował tak zwaną uniwersalną maszynę Turinga, która w zależności od instrukcji zapisanej na taśmie miała wykonywać dowolną operację. W tej samej pracy Turing przedstawił schemat pierwszego komputera i jego projekt maszyny różnicowej. Był to projekt, którego realizacja wykraczała poza możliwości ówczesnej techniki, jednakże z inżynierskiego punktu widzenia był prawidłowy. Dzięki pracy „O liczbach obliczalnych” w wieku 26 lat Turing został uznany za jednego z najwybitniejszych matematyków świata. Po wojnie zaprojektował jeden z pierwszych elektronicznych programowanych komputerów. Był również pomysłodawcą tak zwanego testu Turinga – eksperymentu będącego próbą zdefiniowania sztucznej inteligencji.

Alan Turing występuje w powieści w roli twórcy tytułowej maszyny. Głównymi bohaterami książki jest zaś para kochanków oraz stworzony przez Turinga android, którzy zostaną poddani niezwykłej próbie człowieczeństwa.

Charlie przeznacza otrzymany spadek na zakup Adama – najnowszego modelu syntetycznego człowieka, owocu wieloletniej pracy Turinga. Razem ze swoją partnerką Mirandą konfigurują osobowość androida. Każdy z nich obdarza robota cechami, które uważa za istotne i potrzebne. Już wkrótce cała trójka stanie przed głębokim dylematem moralnym, który doprowadzi do gwałtownego kryzysu.

Autor stara się odnaleźć odpowiedź na pytania dotyczące egzystencji, istoty człowieczeństwa oraz zależności między wybitnym tworem nauki i jego twórcą. Snując tę opowieść, skłania czytelnika do zastanowienia się nad tym, co tak naprawdę czyni nas ludźmi: to, co czynimy, czy to, jacy jesteśmy? Czy dzieło może przerosnąć twórcę? Czy maszyna może oddać wielowymiarowość ludzkiej natury i odnaleźć się w świecie, w którym nic nigdy nie jest czarno-białe?

Grając z czytelnikiem na wielu poziomach, mistrzowsko udowadnia, że nawet błaha historia może stać się punktem wyjścia do rozważań o charakterze filozoficznym.

Adam, ten niemal doskonały okaz ludzki – piękny, silny i mądry – stworzy z Charliem i Mirandą uczuciowy i emocjonalny trójkąt. Perfekcyjna maszyna, która nie ma instrukcji obsługi człowieka i nie może się go nauczyć odczytywać, stopniowo przestaje ogarniać ogrom emocji, jaki nieustannie towarzyszy naszemu gatunkowi. Maszyna, która jest zaprogramowana na świat zero-jedynkowy, musi zmierzyć się z rzeczywistością ludzi, którzy często wybierają drogę „pomiędzy”, sprawiedliwość traktują relatywnie, używają kłamstwa i manipulacji dla osiągnięcia własnych celów, które traktują jako najważniejsze.

Adamowi wydaje się, że rozumie, czym są uczucia, a nawet, że sam je posiada. Nie wyczuwa jednak delikatnej różnicy między prawdą i kłamstwem, sprawiedliwość pojmuje dosłownie i podręcznikowo, co prowadzi do dramatycznego finału.

Ian McEwan w doskonały sposób wplata w pozornie łatwą i prostą historię wielowarstwowość rzeczywistości, aspekty socjologiczne, a także obawy, które nosimy w sobie jako pokolenie idące z duchem najnowszej technologii. Co sprawia, że jesteśmy ludźmi? Czy musimy szaleńczo gonić technologiczny postęp, aby być dobrym człowiekiem? Czy wady, które ma każdy człowiek, mogą pomóc w określeniu samego siebie i być wyznacznikiem człowieczeństwa? W jaki sposób jesteśmy odpowiedzialni za siebie i swoje twory? To niektóre pytania postawione przez autora w tej powieści. Mimo, że świat przedstawiony w powieści bywa okrutny i przewrotny, można tam znaleźć także humor i opisy, które czyta się lekko, łatwo i przyjemnie.

Nietypowym podejściem do tematu sztucznej inteligencji pisarz zmusza nas do refleksji nad tym, jak bardzo SI jest w stanie zbliżyć się do człowieka i jakie cywilizacyjne skutki może to przynieść. Tę prowokacyjną i wcale nie nieprawdopodobną historię, można traktować jak przestrogę przed śmiałymi wynalazkami człowieka, które niepostrzeżenie wymykają się spod naszej kontroli. Czy czasem doskonali sztuczni ludzie nie obnażą niedoskonałości człowieka choćby w aspekcie moralnym?

Ian McEwan wziął na warsztat motyw zgrany być może do cna, ale oferuje utwór  świetnie skrojony, przewrotny, głęboko humanistyczny i prowokujący do myślenia. To opowieść o winie, odkupieniu, o tym co słuszne i sprawiedliwe. „Maszyny takie jak ja" portretują człowieczeństwo jako labirynt, skomplikowaną plątaninę zwyczajności i przyziemności. Ludźmi czynią nas nasze emocje, popełniane błędy, krzywdy, które wyrządzamy, nasze słabości, zagubienie i porażki, drugie szanse. I może stąd nasze marzenie o stworzeniu wyższej formy życia, która lepiej niż my poradziłaby sobie z tym bałaganem, ale czy jakikolwiek android jest w stanie pojąć, jak bardzo jesteśmy skomplikowani?

Jagna Piwowarska

Ian McEwan, „Maszyny takie jak ja”, Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2018

 

Komentuje Waldemar Rukść

14-15
Aktualny numer WSZYSTKIE
eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl