To jest szkoła!


08-09-2020 20:02:28

Z Biancą-Beatą Kotoro, psychologiem i terapeutą z Instytutu Psychologiczno-Psychoseksuologicznego Terapii i Szkoleń „Beata Vita” rozmawia Irena Fober.

- Czy po trzech miesiącach niespodziewanego eksperymentu z nauczaniem przez internet możemy powiedzieć, że zdalna szkoła zdała egzamin? Szkoła to przecież nie tylko przyswajanie wiedzy, ale także uczenie rozumowania, współpracy, rozwiązywania problemów. Przymusowe pozostawanie w domu też nie pozostało bez wpływu na rozwój społeczny i emocjonalny dzieci.

- Duże znaczenie ma kwestia przedziału wiekowego, bo zupełnie inaczej z nauczaniem zdalnym radzą sobie dzieci w wieku przedszkolnym, wczesnoszkolnym, inaczej uczniowie 4-8 klasy, a jeszcze inaczej młodzież ze szkół ponadpodstawowych.

Im młodsze dzieci nasiąkną nowym sposobem nauki, tym trudniej będzie im później pokazać korzyści z pracy w grupie, w klasie bo dla nich fundamentem i normą stanie się nauczanie z domu, przez kamerkę. Po drugie – i to jest kluczowe – efekt takiego nauczania zależy od cech i osobowości samego dziecka. Czy jest to dziecko, które, by móc się uczyć, potrzebuje dookoła siebie ludzi, bezpośredniego kontaktu z nauczycielem? Czy też należy do takich dzieci, które korzystają właśnie z tego, że nie rozprasza ich obecność innych osób? I czują się bezpiecznie, bo gdzie mogą się czuć bezpieczniej niż w domu? Ale także trochę bezkarnie, bo kamerkę zawsze można zakryć, a mikrofon wyłączyć... I tutaj bardzo ważna jest rola rodziców, zarówno w przypadku młodszych, jak i starszych dzieci. Rodzice zdecydowanie muszą określić zasady i przekazać je dziecku: kamerka jest po to, żeby nauczyciel mógł cię widzieć i nie ma jej zasłaniania; wywołany musisz odpowiadać, nie ma więc ikonki z przekreślonym mikrofonem, chyba że w danym momencie nauczyciel sam o to prosi.

Rodzic powinien powiedzieć: jest to twój obowiązek i masz się uczyć nie na łóżku, nie w piżamie, tylko musisz usiąść do biurka ubrany i uczesany. Zadaniem rodzica jest więc narzucenie dzieciom pewnego reżimu.

Część rodziców, niezależnie od tego, czy uważali, że zdalne nauczanie jest dobre, czy złe, tak właśnie do tego podeszła, ale niestety byli też tacy, którzy mówili: rób, jak chcesz. I co gorsza, próbowali jeszcze naśmiewać się z nauczycieli, którzy sobie nie radzili z internetem, z platformą, z kamerkami. Jeżeli pokazujemy młodym ludziom brak szacunku do nauczycieli, których przecież nikt wcześniej nie uczył techniki zdalnego nauczania, zamiast wytłumaczyć, że jest to trudna droga dla nas wszystkich i musimy się wzajemnie wspierać, będziemy mieli problem.

- Ministerstwo Edukacji Narodowej wprawdzie zapowiada od września powrót do szkoły, ale z drugiej strony coraz częściej mówi się o spodziewanym gwałtownym wzroście zachorowań na COVID-19 jesienią. Do końca nie wiadomo więc, jak ten kolejny rok szkolny będzie wyglądał.

- I ta niewiedza jest jedną z największych bolączek, ponieważ ostatnimi czasy żyjemy w permanentnym lęku i strachu. A jeśli my tak to odczuwamy, to w przypadku dzieci i młodzieży emocje związane z pandemią musimy pomnożyć razy pięć albo nawet dziesięciokrotnie. Jeżeli mówimy, że nie wiemy i się boimy, to dzieci rezonują z nami i one jeszcze bardziej to odczuwają, ponieważ – co jest logiczne – oczekują od nas dorosłych, że to my damy sobie radę, nawet jeśli sytuacja jest trudna, to zawsze znajdziemy z niej jakieś wyjście.

Stąd bardzo ważny apel: my, dorośli oczywiście mamy prawo się bać czy lękać, bo często nie wiemy, na czym stoimy, ale mając dzieci pod opieką, powinniśmy zaproponować jakieś rozwiązanie i zapanować nad naszymi emocjami.

Później rodzice się skarżą: moje dziecko jest lękliwe. Niestety – lękliwe dziecko oznacza, że w otoczeniu jest lękliwy rodzic, opiekun. A jeżeli dziecko ma w osobowości lekką lękliwość, bliska osoba jest w stanie bardzo ją wzmocnić. Przy takich emocjach wytwarza się dużo kortyzolu, hormonu stresu i wtedy nie ma możliwości, by skutecznie przyswajać wiedzę. Mówimy więc potem o dzieciach, które są rozkojarzone, niczego nie zapamiętują, o młodzieży, która się uczyła i na drugi dzień niczego nie pamięta. Dlatego na tyle, ile to jest możliwe, powinniśmy starać się opanować nasz strach. Rodzic daje jasny przekaz: są rozwiązania. Idziesz do szkoły, będzie nauczanie, a jeżeli tak się stanie, że nie będzie można iść do budynku szkolnego, to ty nadal masz szkołę i nie ma się czego obawiać, bo ta szkoła będzie przy twoim biurku od godziny ósmej do czternastej. Jeżeli w ten sposób przedstawimy to dziecku, możemy osiągnąć sukces.

- Technologie informatyczne i związane z nimi narzędzia okazały się wielkim dobrodziejstwem, umożliwiając jakiekolwiek nauczanie, ale prawdziwa szkoła, z nauczycielem, który potrafi być mistrzem, to nie jest...

- Rodzice pytali mnie, czy takie nauczanie jest lepsze czy gorsze. To nie jest właściwe pytanie, gdy nie mamy wyboru. Oczywistą rzeczą jest, iż dzieci dla dobrego rozwoju niezaprzeczalnie powinny mieć kontakt z rówieśnikami, zaś nauczyciel powinien opowiadać, przekazywać wiedzę w bezpośrednim kontakcie. Czasem jednak w życiu przychodzą takie chwile, że nie możemy mówić o wyborze pomiędzy dobrem a złem, ale o takim wyborze, który jest najlepszym możliwym w danym momencie. I jeżeli tym jedynym wyborem będzie zdalne nauczanie, to musimy rozważyć, co najlepszego możemy z tego wziąć i co możemy zrobić, by było ono najbardziej efektywne, szukając rozwiązań najlepszych dla jak największej grupy dzieciaków. <przy linii>

- Zdalne nauczanie potęguje jednak nierówność szans. W ciągu tych paru miesięcy wiele dzieci zdążyło wypaść z systemu.

- Szacuje się, że 30% dzieci wypadło z systemu nauczania, a kolejne 30% niewiele z niego skorzystało. W sumie jest to 60% uczniów! Statystyki są nieubłagane i przerażające. Jeżeli od września ruszymy do szkół, na wyrównanie tego, co stało się w ciągu tych 3-4 miesięcy, będziemy potrzebować nawet całego roku szkolnego. Jeżeli jednak po pewnym czasie znów przyjdzie wrócić do zdalnego nauczania, trzeba będzie znaleźć sposób, aby więcej dzieci mogło z niego skorzystać. Jest przecież wielu rodziców i opiekunów, którzy nie interesują się dziećmi, nie przychodzą do szkoły na jakiekolwiek wywiadówki i tym bardziej nie przejmują się, czy dziecko internetowo coś zaliczyło, dając prosty przekaz: skoro zamknięto szkołę, to nie musisz nic robić. Hasło „koronawakacje" to nie był żart i nie dotyczył wyłącznie małych miejscowości.

Mam jednak nadzieję, że jako społeczeństwu uda nam się w tych trudnych momentach znaleźć rozwiązanie. Wierzę w efekt domina oraz podaj dalej, w to, że razem możemy dużo zrobić. Nie chodzi, byśmy od razu myśleli za całą Polskę, ale rodzice w poszczególnych klasach mogą zastanowić się, co da się zorganizować dla tych dzieciaków; dzielnica, gmina mogą zatroszczyć się nie tylko o internet i komputery, ale też o wsparcie dla opiekunów, którzy przecież pracują, mają swoje obowiązki. Jeżeli bowiem teraz nie zadbamy o tę namiastkę bezpośredniego kontaktu, w przyszłości boleśnie odczujemy tego skutki.

- Przed pandemią narzekaliśmy, że dzieci zbyt dużo czasu spędzają przy komputerze, ze smartfonem w ręce, że to wszystko je uzależnia i należy je odciągnąć, a teraz...

- Teraz jest taka sytuacja, że nakłaniamy je do tego, z czym dotychczas walczyliśmy. Rodzice mają dylemat, bo skoro dziecko tyle godzin spędziło „na kamerce” w szkole, to czy może jeszcze pograć, posiedzieć w internecie i tam spotkać się ze znajomymi, bo nie wolno mu wyjść na podwórko? Oczywiście, że tak.

Musimy wybrać mniejsze zło. A tym mniejszym złem będzie kontakt internetowy, pozwalający na to, aby dzieci się widziały i rozmawiały ze sobą nie tylko w sprawach lekcji. Gry internetowe mogą być takim złotym środkiem.

 Niech dziecko sobie pogra przez te dwie i pół godziny, bo na ogół tak to jest, mimo że zaleca się, by było to pół godziny, ale przecież bądźmy realistami. Tylko niech przez kolejne dwie i pół godziny ma inne aktywności, gry planszowe, książki, karty, bierki, rysowanie, zabawę z rodzeństwem, pomoc w domu... A nawet niech sobie poleży na łóżku i mówi, że się nudzi. Nie ma problemu, bo nudzenie się to też jest dobra rzecz dla rozwoju. Wszystko po to, by była ta równowaga i jakkolwiek ją zachowamy, mamy szansę uzyskać kontrolę nad uzależnieniami. Jeżeli jednak zupełnie odpuścimy rozmowę, tradycyjne gry czy czytanie książek papierowych, wpadniemy w ślepy zaułek i potem nie będzie z niego wyjścia.

- Czy rodzice mogą szukać pomocy w internecie, w mediach społecznościowych, blogach?

- Są fora rodzicielskie, jak efektywniej pomagać dziecku uczyć się w domu. Znam szkoły w różnych miejscach w Polsce, gdzie wychowawcy bardzo dużo pracy poświęcili, nakłaniając rodziców z danej klasy, aby byli ze sobą w kontakcie chociaż raz w tygodniu, by podzielić się troskami, a nawet po prostu ponarzekać, bo mają do tego prawo, a potem z tego narzekania znaleźć jakieś rozwiązanie. Takie grupy wsparcia istnieją i mam nadzieję, że będzie ich coraz więcej, bo jesteśmy sobie potrzebni. W internecie jest bardzo dużo wartościowych portali, gdzie można znaleźć wiele informacji, jak poradzić sobie z dzieckiem wczesnoszkolnym albo z humorami nastolatka, bo on je ma i nie o to chodzi, by je zwalczyć i karać dziecko, ale pomóc mu i sobie. Fundament to wiedza i zrozumienie. Niech nastolatkowi i nam będzie łatwiej przetrwać ten trudny okres. I nie mówić za każdym razem: w moich czasach to… Wiemy, w naszych czasach było inaczej, a my byliśmy zawsze „aniołami”, ale to już nie wróci, tamto już było. Musimy się dostosować do tego, co jest tu i teraz, i zastanowić się, co możemy wspólnie zdziałać.

- Dziękuję za rozmowę.

Komentuje Waldemar Rukść

eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl