Powrót praw miejskich


08-09-2020 20:39:42

Z Marcinem Gortatem, burmistrzem Miasta i Gminy Czerwińsk nad Wisłą, rozmawia Henryk Piekut.

- W gronie siedmiu miejscowości, którym w 2020 r., nadano prawa miejskie znalazł się Czerwińsk nad Wisłą. Co trzeba było zrobić, aby niewielka, gminna miejscowość wiejska została miastem?

- Od razu muszę tu poczynić istotne sprostowanie. Czerwińsk nie został awansowany do pozycji miasta, lecz przywrócono mu prawa miejskie, które odebrano w czasach carskich za aktywny udział mieszkańców w powstaniu styczniowym. Cały czas więc podkreślamy, że to jest naprawa błędu historii, a nie nadanie praw miejskich. Przypominam, że wówczas starano się całkowicie zdegradować to miasto, wręcz wymazać je z mapy. Nawet siedzibę gminy przeniesiono do sąsiedniego Sielca.

- Przypuszczam, że pańscy poprzednicy na stanowisku wójta gminy też chcieli być burmistrzami, ale nic z ich starań nie wyszło? Kto najbardziej aktywnie czynił starania o prawa miejskie dla Czerwińska, niegdyś większego nawet od pobliskiej Warszawy?

- Mieszkańcy miasta nigdy się nie pogodzili z decyzją władz carskich i wielokrotnie występowali o przywrócenie należnych praw, ale jakoś ich starania bywały zbywane, ginęły w powiecie czy w województwie. Dopiero od niedawna mamy odpowiednie warunki geopolityczne, które pozwoliły naprawić błędy historii. Należy tutaj podkreślić dużą zasługę pani Marii Ziemkiewicz, która poprzez fundację związaną z Czerwińskiem występowała z takim wnioskiem. Ja przyznam, że odgrzebałem te wieloletnie starania mieszkańców i trafiłem na dobrą atmosferę na różnych poziomach administracji. Dzięki temu udało się.

- Przepraszam, ale czy liczba mieszkańców i infrastruktura miejska okazały się wystarczające?

- Okazało się, że były one odpowiednie, ale gdyby zabrakło ogólnie pozytywnej atmosfery na wyższych szczeblach administracji, trwałoby poszukiwanie przysłowiowej dziury w całym. Obecne władze chcą naprawiać historyczne błędy przeszłości i to nam pomogło. Wojewoda zaakceptował nasz wniosek, przesłał do premiera, a ten przekazał go pod obrady Rady Ministrów i tak otrzymaliśmy prawa miejskie. Chociaż – powtórzę – ja to nazywam przywróceniem Czerwińskowi praw niesłusznie zabranych.

- Dla mnie miasto powinno mieć ratusz i rynek, a tu jakoś mi trudno umiejscowić takie obiekty.

- Czerwińsk od dawna dzielił się na dolny, czyli historyczny, położony przy Wiśle, oraz górny, przy drodze wojewódzkiej. Ta część nadwiślańska ma swój urok, ale miała też swoje naturalne ograniczenia rozwojowe i część mieszkańców stopniowo przenosiła się wyżej. To właśnie tutaj, gdzie teraz rozmawiamy, znajduje się siedziba urzędu miasta i gminy, obok są dwie szkoły, dwa ośrodki zdrowia, a także dwa banki, dwie apteki i różne sklepy, gminny bazar itp. Można zatem powiedzieć, że obecne centrum miasta jest w Czerwińsku górnym. Historyczny, zabytkowy rynek miasta znajduje się na dole, ale rozwój miasta będzie następował „na górze”. Taki specyficzny układ naszego miasta wielu osobom się podoba i nawet za wszelką cenę chcą tu kupować działki i budować się, ale są też i tacy, którzy nie ukrywają krytycznego stosunku do obecnego układu Czerwińska.

- Czy liczy pan, że teraz „wyższa ranga” Czerwińska przyciągnie nowych inwestorów?

- Można na to liczyć, ale ja nie wierzę, że znajdzie się jakiś kapitalista i wybuduje w naszej gminie hotel czy zakład przemysłowy. Chyba nawet nie pasowałby taki zakład do charakteru miasta.

- W takim razie, w jakim kierunku rozwój Czerwińska i okolic będzie zmierzał?

- Ten kierunek wytyczają już mieszkańcy i środkowa Wisła, która spokojnie przepływa obok miasta. Bliskość Warszawy sugeruje dla nas tzw. turystykę jednodniową. W kilku miejscowościach, m.in. Wychódźcu (tam się urodziłem), można znaleźć łagodne zejścia do Wisły, które stwarzają szansę rozwoju sportów wodnych i motorowodnych, choć na pewno nie dla wyczynowców, bo dno tej rzeki w rejonie Czerwińska jest zdradliwe, są tu płycizny i głębiny. Udało się jednak zgromadzić w naszej gminie wiele łodzi turystycznych. Dzięki temu mamy bliskie kontakty z położoną po przeciwnej stronie rzeki Gminą Leoncin. Atrakcją turystyczną (nie tylko dla wiernych) stał się spływ łodziami ze wzgórza Czerwińskiego do wzgórza Tumskiego w Płocku. Bliskie kontakty z parafią pozawalają nam organizować np. różańce na wodzie. Wierzę, że zachęcimy organizatorów wspomnianej turystyki jednodniowej.

- A czy wierzy pan w przywrócenie żeglowności Wisły na jej środkowym odcinku?

- Nie wierzę, chociażby dlatego, że „Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie” nie przewiduje w naszym regionie inwestycji przywracających żeglowność Wisły. Natura 2000 też nas wszystkich zobowiązuje, a ten odcinek Wisły jest w tym Programie. Są jednak zapaleńcy, którzy potrafią łodziami motorowymi pokonać odcinek od Warszawy aż do Płocka, chociaż Wisła na naszym terenie jest rzeką dziką i nieuregulowaną. I niech taką zostanie.

- Przypominam sobie powódź sprzed kilkunastu lat tak dużą, że woda miała szansę przedrzeć się przez niskie wały w rejonie dwóch wiosek: Wychódźca i Wilkówca. Czy nie zdarzy się tak, że przyjdzie woda nawet wyższa od tej z powodzi w 2007 r.?

- Mamy takie obawy, zwłaszcza, że wały po przeciwnej stronie rzeki są solidne i wysokie. Dlatego też musimy nasze wały pochodzące z lat 60. XX w. koniecznie podwyższyć.

- Pamiętam też pewne lato, gdy po nadwiślańskiej części Czerwińska biegały „żydowskie dzieci” będące statystami do filmu Jerzego Kawalerowicza „Austeria”. Wybór Czerwińska przez tego znanego reżysera chyba nie był przypadkowy…

- Na pewno nie był. W międzywojennym Czerwińsku połowę mieszkańców stanowiła społeczność żydowska. Dla niej w okresie okupacji hitlerowskiej stworzono bardzo restrykcyjne Czerwińskie Getto, którego mieszkańcy zostali z czasem „przesiedleni” do Warszawy i potem czekał ich okrutny los. Z czerwińskiej licznej społeczności żydowskiej wojnę przeżyła… jedna osoba.

- Dotarła do mnie informacja, że pana przodkowie, zwłaszcza dziadek, pozytywnie zasłużyli się dla tej społeczności? Należą do wspaniałego grona „sprawiedliwych wśród narodów świata”?

- Właśnie ta jedna młoda osoba zwana Marysią przeżyła wojnę dzięki pradziadkom Gortatom i mojemu dziadkowi Henrykowi. Nakręcono o tym film, który jest dostępny w Muzeum Mazowieckim w Płocku. Przy powstawaniu filmu odkryto w jednej z pieczar na czerwińskim cmentarzu szczątki rodziców wspomnianej Marysi. Oni też byli żywieni przez rodzinę Gortatów, ale – niestety – Niemcy na nich trafili. Z Polakami pomagającymi Żydom Niemcy obchodzili się okrutnie. Na szczęście moja rodzina nie została poddana temu okrucieństwu, chociaż przypuszczamy, że okupanci wiedzieli o tej pomocy.

Ostatnim kontaktem z Marysią, która po wojnie trafiła do Francji, były zdjęcia z jej ślubu. Oryginał izraelskiego Medalu Sprawiedliwy wśród Narodów Świata dziadek Henryk przekazał czerwińskiej parafii (jako wotum dziękczynne) i jest on tam do dziś. Kopia izraelskiego dyplomu potwierdzającego fakt uratowania żydowskiego dziecka wisi na ścianie Urzędu Miasta.

- W niektórych miejscowościach panuje strach, że potomkowie tych zamordowanych przez Niemców osób będą domagać się utraconych majątków…

-  Czerwińsku nie ma takich obaw. Można po latach sądzić, że u nas mieszkała głównie biedniejsza ludność żydowska – drobni handlarze i rzemieślnicy. Prawie wszyscy oni zostali unicestwieni przez Niemców w nazistowskich obozach zagłady.

- Dziękuję za rozmowę.

Komentuje Waldemar Rukść

eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl