Pożar w mózgu


03-10-2020 19:25:06

- Udar jest groźniejszy niż koronawirus, dlatego gdy wystąpią objawy udaru, nie zwlekajmy i dzwońmy na pogotowie. Szpital jest bezpiecznym miejscem dla pacjentów, a lekarze są gotowi nieść pomoc – apelują neurolodzy. Udar mózgu nie boli tak jak zawał serca. Ale w przeciwieństwie do zawału, którego tak się boimy, aż 10 razy częściej kończy się śmiercią.

Nie przypadkowo właśnie teraz, podczas pandemii, rusza akcja #nieczekajwdomu w ramach kampanii społecznej STOP UDAROM. Zanim skończymy czytać ten tekst, gdzieś w Polsce nawet dwie osoby dostaną udaru mózgu – jeden przypadek występuje u nas średnio co 6 minut, tymczasem podczas lockdownu liczba pacjentów leczonych na oddziałach udarowych spadła o jedną trzecią! Dla wielu chorych skończyło się to ciężkim kalectwem lub nawet śmiercią.

Nie czekaj

Niewiele osób zdaje sobie z sprawę, że udar może przytrafić się każdemu: jest już trzecią najczęstszą przyczyną śmierci i głównym powodem niesprawności u osób powyżej 40. roku życia. 30% osób umiera w ciągu pierwszego miesiąca od zachorowania, a jedna piąta chorych, którzy przeżywają ostrą fazę, wymaga stałej opieki.

Udar nie przyczaił się podczas pandemii i może przytrafić się także osobie z objawami koronawirusa. Jak podkreśliła podczas konferencji prasowej online dr Adriana Zasybska z Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego nr 4 w Lublinie, szpitalny oddział ratunkowy jest dobrze zorganizowany i pacjenci z podejrzeniem COVID-19 są oddzieleni od reszty chorych. Są tak samo leczeni z powodu udarów, różnica jest taka, że personel pracuje w ochronnych strojach barierowych.

Niestety trafiają do nas osoby, które mimo oczywistych objawów udaru zwlekały z  wezwaniem pogotowia. Zgłaszają się zbyt późno, poza oknem czasowym, w którym pomoc byłaby najbardziej efektywna. Zwłokę tłumaczą tym, że bali się zarażenia koronawirusem w szpitalu. Zupełnie niepotrzebnie – ubolewa dr Zasybska.

Prof. Konrad Rejdak, prezes elekt Polskiego Towarzystwa Neurologicznego i kierownik Katedry i Kliniki Neurologii Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, ostrzega, że największym błędem jest przekonanie, iż objawy udaru same miną. Otóż nie, a w tym przypadku paraliżujący strach przed SARS-CoV-2 może okazać się groźniejszy dla zdrowia i życia niż przypuszczamy.

Z minuty na minutę

Zostając w domu, z każdą chwilą tracimy bowiem szansę na odzyskanie sprawności i zdrowia, na życie – lekarze mówią o „złotych godzinach”, w których można niemal całkowicie odwrócić deficyt neurologiczny wywołany udarem.

Jest to najwyżej 6 godzin od momentu wystąpienia objawów klinicznych – wylicza dr Piotr Luchowski ze Szpitala Klinicznego nr 4 w Lublinie. – Leczenie trombolityczne, czyli dożylne podanie leku, który rozpuści skrzeplinę w naczyniu wewnątrzczaszkowym, możemy stosować tylko do 4,5 godzin. Natomiast leczenie wewnątrznaczyniowe, czyli mechaniczne udrożnienie naczynia jest dopuszczalne do 6 godzin. Każda zwłoka, nawet o 15 minut, oddala szansę na skuteczną terapię. 

Trzeba zdawać sobie sprawę, że od dotarcia pacjenta do szpitala do rozpoczęcia leczenia interwencyjnego mija zazwyczaj jeszcze ok. 50 minut. Jest to czas potrzebny na kwalifikację pacjenta i wykonanie badania tomografii komputerowej. Trzeba też sprowadzić radiologów interwencyjnych do sali operacyjnej, a anestezjolog musi przygotować chorego do znieczulenia ogólnego.

Jednak medycyna potrafi zdziałać dzisiaj cuda.

Jeśli pacjent trafi do szpitala w ciągu trzech godzin od chwili wystąpienia deficytu neurologicznego, nawet ogromnego, z porażeniem kończyn, pełnym zaburzeniem mowy czy niedowidzeniem, szansa na to, że wyjdzie sprawny z naszej kliniki wynosi nawet 60%–70%. Jeśli jednak trafi pod koniec okna terapeutycznego, czyli po 6 godzinach, szansa na skuteczną interwencję maleje do 30%–35% – ocenia dr Luchowski. – Ratujemy nawet pacjentów stuletnich. Nasz najmłodszy pacjent miał 3,5 roku, zaś najstarszy 101 lat. Dla nas największe znaczenie ma czas przybycia do szpitala od momentu wystąpienia objawów, a nie wiek pacjenta.

Bacz na objawy

Zdecydowana większość (nawet 85%) udarów to udary niedokrwienne, których przyczyną jest zamknięcie naczynia krwionośnego, w efekcie czego następuje odcięcie części mózgu od dopływu tlenu. Mózg zaczyna obumierać. Znacznie rzadziej występują udary krwotoczne, potocznie nazywane wylewami. Dochodzi do nich na skutek uszkodzenia ściany naczynia krwionośnego i wydostania się krwi do mózgu.

Najczęstsze deficyty neurologiczne związane z ogniskowym uszkodzeniem mózgu to: niedowład połowiczy, osłabienie siły mięśniowej ręki lub nogi, zaburzenia mowy, zdarza się również utrata przytomności. Innym zaburzeniem, widocznym raczej dla otoczenia, jest asymetria dolnej części twarzy, opadający po jednej stronie kącik ust. Chory nie potrafi się uśmiechnąć, mówi niewyraźnie.

Jak zauważa dr Luchowski, wielu pacjentów ignoruje niedowidzenie połowicze, które może się manifestować np. tym, że przechodząc przez drzwi, zawadzamy jednym barkiem o framugę. Zazwyczaj lekceważy się też mniej dokuczliwe objawy, jak np. drętwienia. Tymczasem jeśli tego rodzaju zaburzenia czucia występują na twarzy, kończynie górnej i dolnej, to na 90% jest to objaw udaru.

Fakt, że objawy ustąpią po 30–60 minutach, nie powinno uśpić czujności. Należy wykonać badanie neurologiczne, gdyż nawet przemijający atak niedokrwienny z przejściowym deficytem neurologicznym oznacza 10% ryzyko wystąpienia udaru w ciągu kolejnych 48 godzin.

Bardziej narażeni na udar są chorzy na cukrzycę, z nadciśnieniem tętniczym, podwyższonym poziomem cholesterolu, migotaniem przedsionków i osoby po zawałach. Również osoby otyłe, prowadzące siedzący tryb życia, palące papierosy i  odżywiające się niezdrowo. Ryzyko udaru rośnie także o kilka procent u pacjentów z ciężkim przebiegiem COVID-19.

if

 

 

 

Nie czekaj, gdy:

Usta wykrzywione,

Dłoń opada,

Artykulacja utrudniona, bełkotliwa, niezrozumiała,

Rozmazane widzenie

 

Komentuje Waldemar Rukść

20-21
Aktualny numer WSZYSTKIE
eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl