Niebo nad Głową: jesień ze znakomitym planetarnym finałem


03-10-2020 19:39:08

Przełom września i października to, nie tylko w naszych stronach, czas łagodnego zazwyczaj przechodzenia z klimatycznego lata do jesieni, u nas zwany „babim latem”, w innych kulturach określany jako „indiańskie lato”. Za kres astronomicznego lata z definicji przyjmujemy datę osiągnięcia przez Słońce punktu Wagi, jednego z dwóch miejsc trasy jego pozornej wędrówki względem gwiazd na niebie (ekliptyki), w których przecina ona równik niebieski, wytyczony przez rzut płaszczyzny ziemskiego równika na sferę niebieską. W tym roku miało to miejsce 22 września o godz. 15.31. Liczona tego dnia długość dnia i nocy, czyli przebywania środka Słońca ponad i pod horyzontem, wynosi 12 h. Praktycznie przyjęło się uważać za początek dnia moment pojawienia się ponad horyzontem pierwszego, górnego rąbka jego tarczy, a za koniec – moment zachodu, czyli zniknięcia górnego rąbka pod horyzontem. A to, wraz ze zjawiskiem refrakcji atmosferycznej przyspiesza o około 5,5 minuty moment tak zdefiniowanego wschodu Słońca i o tyleż opóźnia moment zachodu. Dlatego w zasadzie na terenie całej Polski rzeczywiste zrównanie długości dnia i nocy przypada 2,5 doby później. Na południowej półkuli Ziemi 22 września rozpoczyna się astronomiczna wiosna, a rzeczywiste zrównanie dnia z nocą ma miejsce 2,5 doby wcześniej – tak samo jak u nas z początkiem wiosny.

Coraz niższy staje się łuk dziennej wędrówki Słońca po niebie, 21 grudnia osiągając na terenie Polski wysokość od niespełna 12° na północnych krańcach Polski, do około 17,5° na południowych, co przekłada się wprost na długość najkrótszego dnia w roku – odpowiednio: od 7 h 12 min do 8 h 13 min. Coraz dłuższe więc noce sprzyjają spoglądaniu w gwiazdy i wędrówki planet i Księżyca. A na wieczornym niebie od kilku już miesięcy przyciągają wzrok trzy jasne planety: w południowej stronie nieba najwyżej wznoszące się krótko po zmierzchu Jowisz i nieco bledszy Saturn w Strzelcu, a nad wschodnim horyzontem, dorównujący jasnością Jowiszowi, czerwonawy Mars w Rybach. Dysponując amatorskim teleskopem, możemy również znaleźć Neptuna na pograniczu konstelacji Wodnika i Ryb oraz dostrzegalnego nawet, choć z trudem, gołym okiem, Urana w Baranie. W drugiej połowie nocy, od co najmniej połowy czerwca podziwiać możemy najjaśniejszą z planet, Wenus, jesienią wędrującą przez Lwa, Pannę i Skorpiona. W pierwszej połowie listopada są też najlepsze w roku warunki porannej widoczności Merkurego, wschodzącego wraz z wiosenną konstelacją Panny, nawet do 1 h 15 min przed świtem. Planetarnymi bohaterami tegorocznej jesieni są jednak 3 najbliższe Ziemi planety górne – Mars, Jowisz i Saturn.

Od 9 września do 14 listopada poruszając się na tle gwiazd ruchem wstecznym (ze wschodu na zachód), Mars zakreśla planetarną pętlę w południowo-wschodniej części gwiazdozbioru Ryb. Pętle takie, w przypadku planet górnych mają związek z ich opozycją do Słońca, gdy wędrując po tej samej co nasza planeta stronie swej orbity, obserwowane z szybciej obiegającej Słońce Ziemi wydają się cofać na tle gwiazd. Podczas opozycji, 14 października Mars zbliża się do Ziemi na 62,7 mln km, osiągając kątowe rozmiary 0,37’ i blaskiem przewyższając nawet Jowisza. To jednak o 5 mln km dalej niż podczas poprzedniej, zaliczanej do tzw. wielkich opozycji Marsa, 27 lipca 2018 roku, gdy Czerwona Planeta błyszczała na naszym niebie jeszcze o 20% jaśniej.

Na pełny obieg Słońca, a zarazem powrót w to samo miejsce na tle gwiazd, Jowisz potrzebuje 11 lat i nieco ponad 10 miesięcy. W tym czasie, okrążający Słońce 2,5-krotnie wolniej Saturn przesuwa się pozornie względem gwiazd o 144°, więc Jowisz „dogania” go dopiero po kolejnych ponad 8 latach. Co 20 lat powtarzają się więc koniunkcje, czyli spotkania na niebie tych dwóch największych planet-olbrzymów. Jowisz średnio co rok i 34 dni kreśli pętlę, przez 4 miesiące poruszając się ruchem wstecznym, podobnie Saturn, co 1 rok i 13 dni na 4,5 miesiąca zmienia na wsteczny kierunek swego pozornego ruchu na tle gwiazd. W połowie lipca gdy obie planety niemal równocześnie zaczynały kreślić swoje tegoroczne pętle, dzielił je na niebie już tylko dystans 4°. Od tego czasu szybciej również „cofający się” Jowisz zaczął ponownie oddalać się od Saturna, i do połowy września odległość między nimi wzrosła do 8°, jednak wtedy Jowisz, a 2 tygodnie później Saturn, zaczęły ponownie wracać do ruchu prostego. Teraz, w ciągu 3 jesiennych miesięcy Jowisz „dogania” Saturna i 21 grudnia wieczorem, jakby na powitanie astronomicznej zimy, dochodzi do bardzo bliskiej koniunkcji obu planet, gdy dzielić je będzie na niebie zaledwie 6’, czyli 0,1°. Jeśli tego wieczoru dopisze pogoda, przez prawie 2 h po zmierzchu będziemy mieli możliwość obserwacji tego niewątpliwie najciekawszego wydarzenia astronomicznego końcówki roku,

Śledząc postępujące zmniejszanie dystansu pomiędzy Jowiszem i Saturnem, nie przeoczmy w drugiej połowie nocy również kilku rojów meteorów - 8 października Drakonidy, z radiantem (punktem, z którego zdają się one wybiegać) w konstelacji Smoka, nad ranem 21 października - Orionidy, szybkie, białe meteory wybiegające jakby z konstelacji Oriona, Leonidy z radiantem w wiosennej konstelacji Lwa – z kilkunastoma w ciągu godziny, szybkimi „spadającymi gwiazdami”- 17 listopada i w końcu Geminidy –z radiantem w zimowej konstelacji Bliźniąt, po północy 14 grudnia pozwalający dostrzec nawet do 120, powolnych białych meteorów w ciągu godziny.

Bliżej zainteresowanych tą tematyką, zapraszam do Gwiaździarni Pana Jana, cotygodniowego serwisu astronomicznego, dostępnego przez całą dobę pod adresem: www.radio.katowice.pl/gwiazdziarnia.

                                                                                                                                                             Jan Desselberger

Ilustracja: Koniunkcja Jowisza z Saturnem oglądana w 200–250-krotnym powiększeniu teleskopu

Komentuje Waldemar Rukść

20-21
Aktualny numer WSZYSTKIE
eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl