Filozofia pojęć technicznych (164). Samodział


31-10-2020 16:53:17

Niektóre pojęcia opisujące zjawiska i procesy dopiero wtedy zyskują nazwę i konkretny kształt, kiedy pojawi się alternatywa. Do takich pojęć należy samodział – technologia definiująca epokę średniowiecza, ale nazwana tak dopiero wtedy, gdy pojawiły się alternatywne i masowe produkty manufaktur włókienniczych we Flandrii i Włoszech w XIII w. Samodziałem można nazwać wszystko, co produkowano „własnym przemysłem", tzn. amatorsko, nawet bez specjalizacji rzemieślniczej.

Jednak z czasem pojęcie samodziału uległo zawężeniu do tkaniny tkanej na ręcznym krośnie, materiału z szorstkiego, elastycznego, porowatego wełnianego lub lnianego włókna o tzw. splocie diagonalnym. W Polsce samodział był szczególnie popularny, gdyż korzystali z niego chłopi, a więc przeważająca część społeczeństwa feudalnego. Podczas gdy bogatsza szlachta kupowała u Ormian i Żydów jedwabie i kaszmiry, chłopi na ogół korzystali z tkanin nawet nie rzemieślniczych, lecz wytwarzanych w sąsiedztwie i w rodzinie. Dlatego stroje ludowe są tak związane w formie ze stosunkowo niewielkim obszarem w przeciwieństwie do szlacheckich, które były raczej kosmopolityczne.

Samodział odżywał w okresach biedy i kryzysów. Po II wojnie światowej, w latach 40. popularne były „przydziały" i „samodziały". Te pierwsze oznaczały kupony tkanin z paczek UNRRA - amerykańskiej pomocy humanitarnej. Z kolei „samodziały" i ich technologię intensywnie promowano, zdając sobie sprawę, że odbudowa przemysłu włókienniczego to zadanie długookresowe.

Z samodziału wywodzi się najsłynniejsza tkanina świata – szkockie tweedy. Na wyspach, gdzie hodowano owce, ludność wytwarzała na swoje potrzeby materiały wełniane o ścisłej strukturze i wielobarwnych wzorach, przeważnie „w jodełkę". Ich specyfika polegała na starannym folowaniu, a więc spilśnianiu gotowej tkaniny i jej drapaniu w celu zmiękczenia. Folowanie wełny jest najstarszą techniką włókienniczą (w Azji stosowaną już 6,5 tys. lat temu). Jej użycie na różne sposoby w Szkocji dało wspaniałe rezultaty. Biorąc do ręki zgrzebną wełnianą przędzę, trudno uwierzyć, że mogą z niej powstawać tak szlachetne materiały.

Nazwa „tweed" wywodzi się od granicznej rzeki między Szkocją i Anglią (znanej też z jednego z pierwszych na świecie wiszących mostów z kutego żelaza z 1820 r.). Z jej energii korzystały właśnie folusze. Istnieje wiele odmian tweedu o nazwach pochodzących od miejscowości lub wysp (np. szewiot, szetland czy donegal), a za najszlachetniejszy uważa się Harris Tweed z Hebrydów Zewnętrznych. Światowa kariera tweedów rozpoczęła się dopiero w 1830 r., kiedy wełna szkocka i jej technologia dotarła do Manchesteru i fabryk londyńskich. Ponieważ imperium brytyjskie wchodziło w rozkwit, dżentelmeni i koloniści szybko upowszechnili tweedową modę na wszystkich kontynentach, gdzie stała się synonimem elegancji. Promocję wsparła mitologia tartanu, kraciastej tkaniny tweedowej, której przypisywano bajeczne związki z romantyczną historią szkockich klanów. Bajeczne, bo aż do XVIII w. wzory tartanu stosowano dowolnie. Nie były oznaką żadnej przynależności ani etosu. Dopiero w 1831 r. królewska rodzina Stuartów wytypowała jeden z wzorów jako znak własnej dynastii. Później, na fali odrodzenia narodowego, ujednolicono wzory szkockich tartanów, przypisując określone kraty klanom, jednostkom wojskowym, miastom i hrabstwom. Dziś każdy może zaprojektować własny wzór i zgłosić do Scottish Register of Tartans za jedyne 70 funtów. Znanych jest obecnie ponad 50 wzorów, m.in. „polski", zgłoszony przez Konsula Generalnego RP w Edynburgu.

Legendę podkręca kilt – tartanowa spódnica, rzekomo odwieczny strój Szkotów. Wkładali oni, owszem, tzw. wielki kilt, czyli pled o wymiarach 2x4–6 m przypominający kokon, w którym poruszanie się było utrudnione, ale za to można było przetrwać noc w górach. Spódniczka to salonowo-bojowa wersja wielkiego kiltu z XVIII w. Mitologię tartanu i szkockich tradycji umacniał Walter Scott, pisarz niesłychanie popularny w Europie w okresie Romantyzmu.

Do wypromowania marki tweedu potrzebne więc było imperium, styl angielskiego lorda, umiejętnie podsycana legenda. Sporo. Ale nic by nie znaczyło, gdyby nie doskonałość wypracowanej przez wieki technologii samodziałowej.

Zygmunt Jazukiewicz

Komentuje Waldemar Rukść

eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl