Redaktor Witold Ochremiak


13-03-2021 20:07:42

Mocno spóźniona dotarła do mnie wiadomość o śmierci naszego kolegi redakcyjnego Witolda Ochremiaka. Choć ani czas, ani treść nie były zaskoczeniem. W czasie pandemii czas bywa rozciągliwy, a treść ...  - od wielu lat wiedziałem, że choruje i że szans na to, iż wróci do zdrowia, w istocie nie ma.  Żartował wprawdzie kiedyś przy okazji spotkania, że jest przypadkiem szczególnym, prezentowanym  zagranicznym gościom kliniki jako żyjący wbrew nauce. To było w Jego stylu - zachować dystans i chować sprawy trudne za zasłoną żartu. Za to go lubiłem.

Nie pozostawaliśmy w  zażyłych stosunkach - nie piliśmy razem  wódki, nie traciliśmy czasu przy  kawiarnianym stoliku... Z odległych stratowaliśmy punktów i inne nas drogi przywiodły do Redakcji. Gdy mnie kiełkująca  władza ludowa blokowała za kułackie pochodzenie, drogę społecznego awansu, On – Warszawiak, syn wedlowskiego buchaltera, zaczadzony wiatrem ze wschodu, uczył akademicką młodzież (w tym m.in. Krzysztofa Teodora Toeplitza, co potem z dumą i humorem wspominał) marksizmu-leninizmu. W rzeczywistości lat siedemdziesiątych  tamta przeszłość była już wprawdzie tylko echem, ale przecież nie  całkiem  wygasłym.  Mnie znosiło na prawo, On tkwił w lewicowym przechyle.

Raz nas zbliżyła przypadkiem podróż do Krakowa na spotkanie z Czytelnikami, w gorącym czasie pierwszej Solidarności, w autentycznie chwalebnych dniach Przeglądu. Pojechaliśmy w  czteroosobowym zróżnicowanym ideowo składzie. Przywitała nas sala wypełniona po brzegi, a po zakończeniu pożegnał, biały jak ściana z przerażenia, kierownik stwierdzeniem -  „przecież oni to wszystko nagrali”. Uświadomił nam w ten sposób, że mimo różnic stanowimy jedno - należymy do  grupy, którą nagrywają. Jeśli  dziś zastanawiam się, kto z ówczesnego składu Redakcji do obecności w tak postrzeganej grupie może rościć prawo, kto miał swój udział w tym, że  Przegląd Techniczny nie uchybił w tamtych dniach  swojej  dumnej historii, lecz dopisał do niej nowe, piękne karty, red. Ochremiaka nie może pośród nich zabraknąć. Nie był buntu zarzewiem, ale  parasolem.

Jako    równolegle rzecznik prasowy NOT, a przez to bliski Prezesa, starał się chronić rozgrzane nasze głowy, zapewnić zespołowi bezpieczeństwo,  pismo osłonić  od  politycznych szkwałów i szykan ekonomicznych. Śladów tej działalności nie ma oczywiście na łamach -  tym bardziej jest naszą powinnością, wspomnieć o nich choć tu - dla pamięci i sprawiedliwości.

                                                                                     Henryk Nakielski 

Komentuje Waldemar Rukść

eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl