Filozofia pojęć technicznych (169). Narty


13-03-2021 20:19:52

Słowo "nart", "narty" jest wyzwaniem dla etymologów, godnym doktoratów. W Polsce istnieje kilka miejscowości o takich nazwach. Nie ma pewności, czy wywodzą się z określenia lasu, gaju, bagna czy też ruchomych piasków. Termin ten może pochodzić z języka wczesnych Mazowszan lub ludów prusko-jaćwieskich. Nart jest również podobno czeskim określeniem gwarowym na podbicie buta. Ale nas to nie obchodzi; wolimy po prostu szusować na nartach po pięknie ośnieżonym stoku.

Marcin Bielski w swojej Kronice z 1564 r. definiuje narty jako "parę saneczek permskich, zakładanych przez myśliwego (ciągnionego za pas przez psy), na każdą nogę z osobna". Słowo to ma pochodzić z dialektów wschodniofińskich lub jakuckich i znalazło się również w słowniku Lindego z początku XIX w., stąd zaś trafiło do entuzjastów turystyki narciarskiej w okresie międzywojennym, gdy ci postanowili zrezygnować z używanego już, śladem języków zachodnich, słowa "ski". Zaś historycy twierdzą, że ojczyzną nart jest Azja Środkowa, skąd dopiero przenieśli je do Skandynawii Lapończycy już ok. 5 tys. lat temu (najstarszy zachowany egzemplarz liczy 4,5 tys. lat!). Ciekawe, że wszędzie tam, gdzie występowały śnieżne zimy, ludzie nie mieli raczej problemu ze zmajstrowaniem prototypów nart, np. tzw. karpiów - drewnianych rakiet (górale) czy nart błotnych, z drewna i wyprawionych skór (Polesie). Również w Polsce. Tyle, że nie wykształciła się kultura narciarska i coś w rodzaju optymalnego standardu poruszania się z takim przyrządem. Do tego stopnia, że jako wydarzenie zanotowano przejęcie przez chłopów nart, które Szwedzi zostawili po Potopie.

Najwcześniej narty służyły do biegania po płaskim (dlatego nazwano to narciarstwem klasycznym). Zjazdowe to sprawa późniejsza, związana z Alpami. Tak więc do Polski przyszły z Zachodu, sama nazwa zaś - ze Wschodu. Dotarły od razu jako atrybut rozrywki elitarnej, a nie narzędzie pracy czy polowania. Aż do końca PRL-u turystyka narciarska była domeną "klasy uprzywilejowanej" podobnie jak żeglarstwo. Stała się pretekstem do prezentacji nadążania za modą i znakiem prestiżu. Przede wszystkim ze względu na ceny; komplet wyposażenia najwyższej klasy z importu (a tylko to się liczyło) śmiało przekraczał w cenie kilkumiesięczne przeciętne zarobki. Dziś możemy się z tego śmiać; narty wraz z butami i wiązaniami z górnej półki można nabyć za 1500 zł. Ale uwaga: specjalny sprzęt do skitouru - nowej mody narciarskiej (bieganie, podchodzenie i zjazd) to już wydatek kilkakrotnie większy, ponieważ turystyka skitourowa jest znów zajęciem elitarnym, podobnie jak zwykłe narciarstwo przed półwiekiem. To stało się "demokratyczne" i dostępne dzięki konkurencji rynkowej. Upowszechniło się analogicznie do samochodów dobrej klasy światowej, lecz w jednym i drugim przypadku krajowy przemysł zrezygnował z wytworzenia własnej oferty. Nie dlatego, że nie potrafi: walka ze światowymi firmami o ugruntowanej renomie wymaga po prostu zbyt dużych nakładów na wejściu i własnych patentów. Przemysł "narciarski" (i w ogóle sportowo-turystyczny z wyjątkiem żeglarstwa) należy do tych, w których mamy największe zaniedbania technologiczne, a są to wyroby wysokich technologii.

Przemysłowi temu dobrze robią wyczyny sportowe. A tu mamy rewelację: Andrzeja Bargiela, jednego z najlepszych narciarzy wysokogórskich na świecie, który dokonuje niewiarygodnych wyczynów, jak samotne wejście na himalajskie 8-tysięczniki Broad Peak i K2 i zjazd z tych szczytów bez zdejmowania nart. Najdziwniejsze jest to, jak słabo wykorzystano te osiągnięcia. A przecież krajowy przemysł mógłby się pokusić o nową specjalność: sprzęt do "dzikich", nieprzetartych szlaków wysokogórskich, z Andrzejem Bargielem w tle. Dotąd nie wykorzystano też przemysłowo osiągnięć naszych skoczków narciarskich. Na razie o takich inicjatywach nie słychać.

Zygmunt Jazukiewicz

Komentuje Waldemar Rukść

eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl